czwartek, 15 września 2011

MY NEIGHBOR TOTORO (Tonari no Totoro, Japonia, 1988)




O co chodzi?


Profesor Kusakabe wraz z dwoma małymi córkami: Satsuki (ok. 10 lat) oraz Mei (ok.5 lat) przeprowadza się na wieś, by być bliżej żony, przebywającej na leczeniu w okolicznym szpitalu. Dziewczynki i ich ojciec zamieszkują w opuszczonym, wiekowym domu w pobliżu gęstego lasu, wśród którego króluje potężne drzewo kamforowe. Dom okazuje się nie być zwyczajny, przynajmniej zdaniem dziewczynek. Z sufitu spadają żołędzie, w saunie i na strychu ukrywają się małe czarne chochliki, a syn sąsiadów mały, Kanta twierdzi, że Satsuki i jej młodsza siostra zamieszkali z duchami. Duch, i to duch lasu, pod postacią dziwacznego stworzenia (oraz dwóch mniejszych) objawia się końcu Mei, która przez przypadek trafia do kryjówki istoty położonej w pniu wielkiego kamforowca. Dziewczynka nazywa to stworzenie Totoro i wkrótce zaprzyjaźnia się z nim. O Totoro dowiaduje się także Satuski, która niebawem ma okazję poznać go osobiście. Tymczasem pewnego razu dziewczynki otrzymują telegram, którego treść opacznie odbierają jako sygnał, że stan chorej na gruźlicę matki uległ pogorszeniu. Mała Mei pod nieobecność ojca i w skutek nieuwagi Satsuki… przepada bez wieści. Starsza siostra bezskutecznie próbuję odnaleźć dziewczynkę…Z pomocą przychodzi jej Totoro.

W służbie Partii Zielonych?

„Mój sąsiad Totoro” to pierwszy z długiej listy cieszących się ogromną popularnością filmów Hayao Miyazakiego. Zawierający wątki autobiograficzne obraz zebrał wiele prestiżowych nagród, liczne entuzjastyczne recenzje oraz szczere uwielbienie fanów na całym świecie. Przede wszystkim wykreował tytułową postać na najpopularniejszego - obok Myszki Miki i Kubusia Puchatka – bohatera dziecięcej wyobraźni. Totoro wymyślony przez Miyazakiego, którego wygląd i sposób bycia przywołuje odniesienia do japońskiego folkloru (np. do tanuki – borsuków o magicznych właściwościach), pojawił się gościnie w wielu filmach studia Ghibli (np. w „Pom Poko” ), ale także w utworach twórców z Zachodu (m.in. u Neila Gaimana w komiksie „Sandman” czy w serialu „South Park”). Krótko mówiąc – ludzie pokochali Totoro!

Totoro nie można nie pokochać, ponieważ symbolizuje on magię dzieciństwa, niewinność dziecka i tę autentyczną naiwność w postrzeganiu świata i ludzi typowa dla dzieci. Jest maskotką, do której chciało by się przytulić i dziecko i dorosły o duszy dziecka. Totoro jest słodki i przeuroczy, lecz film o nim ma ambicję być czymś więcej niż milusią opowiastką na dobranoc. Postać tytułowego bohatera jest bowiem również duchem lasu, a zatem przedstawicielem świata fantastyczne, ale też duchowego. Wyobraża więc nie tylko magię dzieciństwa, ale Naturę – rozumianą zarówno jako otaczająca przyroda, jak też jako pewną wartość duchową, niemal mistyczną i transcedentalną. Uczone słowa jak na film dla dzieci. Ale znając tematykę innych filmów Miyazkiego i tak typową dla Japończyków w wiarę w to, ze człowiek jest przedłużeniem natury, wydaje się, że nie chodzi w „Moim sąsiedzie Totoro” jedynie o to, by szanować piękno przyrody. Poza tym wyraźnie widać w postaci tytułowego bohatera rys dydaktyczny. Totoro w podzięce za parasol wręcza dziewczynkom pakunek, który zawiera nasiona drzew. Bo nawet dziecko może zasiać własne drzewo i poświęcając się ma uczyć szacunku, cierpliwości i miłości do Natury. Totoro mógłby być zatem symbolem Partii Zielonych, ale na szczęście nie jest, bo jest zbyt mądry by wikłać się w politykę.

Tematyka proekologiczna wydaje mi się ważniejsza w filmie Miyazakiego nawet bardziej niż odczytanie go w kontekście obrazu dzieciństwa. Warto zwrócić uwagę, że ten idylliczny obraz tego okresu w życiu człowieka reżyser tworzy nie tylko zapełniając świat filmu pełnymi życzliwości i dobroci ludźmi, ale scenerią rodem z przyrodniczego raju. W powietrzu fruwają motylki, po łodydze liścia ospale wspina się ślimak, ropucha majestatycznie przechadza się nad brzegiem kałuży a nad okolicą wznosi się budzące swą potęgę podziw wielkie drzewo. Jest to obraz aż niebezpiecznie nieskazitelny, ale na całe szczęście Miyazaki wplata w niego rodzaj sprzężenia zwrotnego. Natura jest nieskazitelna, bo człowiek zachowuje się wobec niej nieskazitelnie, z kolei ludzie są „czyści i dobrego” serca, bo natura jest ukazana jako stan niezmąconego dobra. Znamienne, że jego „zmącenie” odbywa się za sprawa grozy śmiertelnej choroby, gdy dziewczynki opacznie odczytują treść telegramu. Mała Mei, usłyszawszy o leczniczych właściwościach warzyw Babci (babci Kanty), decyduje się dostarczyć kolbę kukurydzy chorej matce i gubi drogę…

Dzieci i cała reszta

Niemniej oceniając film Miyazakiego trzeba zdać sobie sprawę z dwóch rzeczy, które niby są oczywiste, a jednak jak wszystko co oczywiste, łatwe do pominięcia. Po pierwsze: „Mój sąsiad Totoro” to film dla dzieci, a po drugie to jeden z pierwszych dzieł japońskiego mistrza animacji. Konsekwencją adresowania obrazu do najmłodszego widza jest sielska wizja świata, w którym nawet ledwie zasugerowany cień śmierci ( znaleziony w stawku sandał sugerujący utopienie Mei) okazuje się zwykłą pomyłką. Jest to świat, którego nie znajdziemy zza oknami, ale jego doskonałość można usprawiedliwić odbiorcą. Inną kwestią pozostaje, czy dzisiejsze dzieci wychowane na agresywnym przekazie ( migawkowy montaż, szalone tempo akcji, brutalność) będą w stanie zainteresować się rozwijającym się w powolnym tempie, „staroświeckim” obrazem Miyazkiego? Przyznam szczerze, że podziwianie malarskiego kunsztu Miyazakiego i jego ekipy jest samo w sobie zajęciem zajmującym, to jednak mimo wszystko w pewnym momencie zaczęło ogarniać mnie znużenie. Co gorsza tym razem świat fantastyczny jest zaskakująco ubogi w tym filmie (wielkie drzewo) a fantastycznych postaci, od których roiło się w późniejszych filmach, jest ledwie kilka („sadzanki”, czyli znane ze „Spirited Away: W Krainie Bogów” susuwatari, Totoro w trzech rozmiarach oraz najbardziej efektowny „kotobus”). Niewiele w filmie scen, w którym świat materialny konfrontuje się ze światem fantastycznym. Siłą filmów Japończyka była potęga wyobraźni, która zdawała się nie mieć granic. Tutaj są one wyraźnie wytyczone, a Miyazaki więcej czasu poświęca na kontemplowanie przyrody, przyglądaniu się dziecięcym bohaterom podczas zabaw czy nauki w szkole i ogólnie kreowaniu pozytywnej atmosfery. No, ale dzieci nie wypada uświadamiać, że świat to miejsce, na którym najlepiej w ogóle nie powinni się byli pojawić.

„Mój sąsiad Totoro”, choć klasę Miyazkiego wciąż widać, jest obrazem zrealizowanym tradycyjną metodą animacji. To także typowe anime z charakterystycznym rysunkiem twarzy postaci (okrągłe oczy, kropki i kreska zamiast nosa i ust). Jest może w tym filmie pewien urok klasycznej animacji, ale po tym co twórca „Ponyo” pokazał w „Spirited Away” czy „Ruchomym Zamku Hauru” trudno jest czymś szczególnie się zachwycić od strony czysto wizualnej. Bogata w szczegóły, wiernie oddające zachowanie postaci animacja, która jednak sprawia wrażenie nazbyt tradycyjnej. Co, rzecz jasna nie do końca, jest winną twórców, lecz raczej ówczesnych możliwości technicznych. Choć przecież pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy powstawał obraz Miyazakiego, zrealizowane takie giganty anime jak „Akira” czy „Ghost In Shell”.

Końcowa ocena nie może być zatem wysoka, bo ani dzieckiem nie jestem a i fajerwerki realizacyjne widziałem u Miyazakiego lepsze, a proekologiczne przesłanie trafia do mnie bardziej w „Księżniczce Mononoke”. Cóż chyba po prostu „Mój sąsiad Totoro” to nie jest film dla mnie.

MOJA OCENA: 5 + /10


REALIZACJA
FABUŁA
DRUGIE DNO
Malarski talent widać nawet w tym w tradycyjny, pod względem formy anime. Oszałamiające światy Miyazaki stworzy dopiero w później zrealizowanych filmach
Wyprawa do dziecięcego raju, gdzie duchy są milusie niczym pluszowe misie a ludzie życzliwi jak harcerze przeprowadzający staruszkę przez ulice. A wszystko na tle pięknych, idyllicznych okoliczności przyrody.
Zamiast nudnych lekcji przyrody - seans filmu Miyazakiego. Tylko czy dzisiejsze dzieciaki będą w stanie skupić się na „staroświeckim” filmie mistrza japońskiej animacji?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz