środa, 17 sierpnia 2011

INDYJSKIE KINO GROZY CZ.2: Freddy Krueger z Bollywood


Olbrzymia popularność niskobudżetowych horrorów realizowanych przez Ramsay Productions nie mogła pozostać bez echa wśród innych indyjskich filmowców. I tak Mohan Bhakri, reżyser, scenarzysta i producent zaprezentował publiczności w 1985 r. „The Scream” („Cheekh”), opowieść o przypadkowej zbrodni, ukrytym w rzeźbie martwym ciele, tajemniczych morderstwach i zemście. Bhakri odniósł wielki sukces u rodzimych widzów monster movie pt. „Khooni Mahal” (1987), strasząc widzów wilkołaczopodobną kreaturą z wielkimi sztucznymi kłami. Podobieństw do filmów braci Ramsay`ow można się także dopatrzeć w horrorze, „Kabrastan” (1988) opowiadającym o zemście zza grobu zazdrosnego męża z poparzoną przez kwas twarzą. Natomiast „Deadly Corpse” (‘Khooni Murdaa”, 1989) świadczy o tym, że Bhakri nie tylko inspiruje się produkcjami Ramsay Brothers, lecz także klasykami współczesnego kina grozy z Zachodu. „Deadly Corpse” jest bowiem niskobudżetową indyjską wersją „Koszmaru z ulicy Wiązów”, z tym że zamiast Freddy`ego Kruegera, straszy widzów spalony trup niejakiego Ranjita, obsesyjnego kochanka i mordercy.

Horror Bhakiri wpisuje się w trzeci niezwykle istotny nurt w indyjskim horrorze. To nurt „naśladowczy”. Okazuje się, że indyjska publiczność gustuje w rodzimych wersjach światowych przebojów kina grozy, choć nie tylko. Istnieje bowiem na przykład indyjski „Nagi instynkt” a nawet indyjska „Śmierć i dziewczyna”, filmu w oryginalne wyreżyserowanego przez Romana Polańskiego. Wracają do horrorów, to widoczną „inspirację” wspomnianym filmem Wesa Cravena znać w produkcji braci Ramsay`ów w „The Monster” („Mahakaal”, 1993), w którym pojawia się jegomość ze spaloną twarzą i rękawicą z długimi ostrzami. Wcześniejszy o trzynaście lat „Depth” („Gehrayee”, 1980) w reżyserii Vikas Desai i Aruna Raje to indyjska wersja „Egzorcysty”, kopiująca klasyczne sceny z obracającą się dokoła głową, lewitacją i wymiotowaniem. „Papi Gudia” (reż. Lawrence D'Souza, 1996) jest z kolei indyjską kopią „Laleczki Chucky”.  „There Must Be Something” (‘Kucch To Hai, reż. Anurag Basu i Anil V. Kumar, 2003) to pierwszy indyjski slasher, czepiący pełnymi garściami z “Krzyku” i “Koszmaru minionego lata”. Czy może zatem dziwić, że Hindusi doczekali się własnej wersji mega przeboju ostatnich lat -„Paranormal Activity”? Film nosi tytuł "Ragini MMS" (reż. Pavan Kirpalani, 2010) i podobno od oryginału rożni się większą dawką…erotyki.


„Kserograficznej” tendencji nie oparły się także azjatyckie hity kina grozy – „Evil Eyes” („Naina”, reż. Shripal Morakhia, 2005 ) to rodzima wersja „Oka” braci Pang, zaś „Click” (2009) Sangeetha Sivana to przeróbka tajlandzkiego „The Shutter –Widmo” oraz remake tamilskiego „Sivi”(reż. K. R. Senthil Natan, 2007), chronologicznie pierwszej indyjskiej przeróbki horroru z Tajlandii.

Zniecierpliwiony czytelnik może zadać pytanie czy niestraszne romanse grozy, B-klasowe produkcje oraz kopie zagranicznych horrorów, to wszystko na co stać filmowców z Indii? Na szczęście nie. Nadzieja na kino oryginalne i autorskie wiązać należy przede wszystkim z osobą Rama Gopala Varmy. Twórca ten cieszy się w Indiach opinią  nowatorskiego artysty śmiało wykraczającego poza skostniałe reguły masala movies, jak określa się standardowe produkcje z Bollywood. Już jego debiut filmowy - „Shiva” z 1990 r. oraz przede wszystkim „Satya” (1998) zwróciły uwagę krytyków na realizm i naturalistyczną brutalność, przywodzącą na myśl trylogię „Ojca chrzestnego” Francisa Forda Coppoli  (którego indyjski twórca uważa za swego ulubionego reżysera). Kolejne filmy, choć przeplatane również obrazami bardziej konwencjonalnymi (np. „Rangeela”) i lżejszymi w tonie (np. „Love Ke Liye Kuchh Bhi Karega”), potwierdziły klasę Varmy, jako autora realistycznych, mrocznych dramatów z życia półświatka Bombaju, nazywanych czasem mumbai noir.
Varma może poszczycić się także kilkoma produkcjami grozy. „Night” („Raat”, 1992) to nastrojowa, intensywna opowieść o nowoczesnym apartamencie, którego kwestia nawiedzenia pozostaje otwarta. „Who's There?” („Kaun?”, 1999) jest natomiast najbardziej nowatorskim przedsięwzięciem Varmy. Jest to minimalistyczny obraz, sfilmowany w jedynym wnętrzu z trojgiem aktorów (nie licząc martwego ciała oraz nieruchomo stojących statystów). Bohaterka jest zamknięta w swym luksusowym apartamencie. Gdzieś w okolicy grasuje niebezpieczny seryjny morderca. Kobieta nieopatrznie wpuszcza do mieszkania podejrzanego osobnika. Wkrótce w mieszkaniu zjawia się policjant ścigający zabójcę. Dochodzi do pojedynku między mężczyznami, który wygrywa nieznajomy. Finał przynosi zaskakujące rozwiązanie: mordercą okazuje się bohaterka, która uciekła ze szpitala dla psychicznie chorych i ukryła się w apartamencie. „Who's There?” to najlepszy horror Varmy być może dlatego, że znacznie bliżej mu do psychologicznego thrillera, w którym oczywisty i jasny podział na kata i ofiarę nieustannie ulega zmianie. Ten film intryguje i trzyma w napięciu (choć nie od pierwszych minut). Rewelacyjna gra Urmili Matondkar w roli głównej dopełnia udanej całości.


„Duch” („Bhoot”, 2003) to natomiast najbardziej znany i najpopularniejszy horror indyjskiego reżysera. Zrealizowana w stylu japońskiej „szkoły grozy” spod znaku J-horroru zwraca uwagę przede wszystkim błyskotliwym wymieszaniem snu i jawy oraz przesłaniem, że „szkiełko i oko” bywają zawodne, gdy przychodzi się zmierzyć z istotami nadprzyrodzonymi. „Darling” (2007) jest już horrorem bardziej klasycznym, gdyż jego fabuła koncentruje się wokół zemsty zza grobu zamordowanej kochanki. Niestety dwa najnowsze horrory Varmy -  „Phoonk” (2008) oraz   „Agyaat” (2009) świadczą o obniżce formy, co jednak nie przeszkodziło stać się pierwszemu z wymienionych filmów kinowym hitem 2008 r. i doczekać się w 2010 r. sequela. W ostatnich dwóch latach twórca więcej uwagi poświęcał realizacji filmów innych gatunków: kinu akcji, kryminałom a nawet komedii („Katha Screenplay Darsakatvam Appalaraju”, 2011)


Varma nie tylko reżyseruje, lecz także produkuje (w Varma Productions). Jednym z ciekawszych przedsięwzięć indyjskiego reżysera w roli producenta jest debiut Prawala Ramana, „Getting Scared is Forbidden” („Darna Mana Hai”, 2003). Punkt wyjścia przypomina amerykański serial grozy „Opowieści z krypty” (1989-96) oraz „Campfire Tales”(1997). Grupa siedmiu przyjaciół na skutek awarii samochodu zmuszona jest spędzić noc w ciemnym lesie. Czekając na nadejście świtu, zaczynają się raczyć przerażającymi historiami. Najciekawiej prezentują się opowieści: druga, o pewnym psychopatycznym właścicielu motelu stosującym wstrząsającą terapię antynikotynową; trzecia – o nauczycielu prześladowanym przez uczennice, będącej  reinkarnacją zmarłej dziewczyny; czwarta – o gospodyni domowej, która zakupuje jabłka od tajemnicza sprzedawcy, nie zdając sobie sprawy, że konsumpcja owoców powoduje przemianę ludzi w …jabłka oraz szósta historia, opowiadająca o nieśmiałym studencie, który zyskuje zdolność zatrzymywania czasu. Każda z tych opowieści toczy się na tle historii ramowej, której treścią są kolejne morderstwa młodych bohaterów.

Obraza Ramana zaskakuje niemal nieobecną w indyjskim horrorze dawką groteski i surrealizmu oraz brakiem taneczno-wokalnych przerywników. Opowiastki są pomysłowe, sprawnie zrealizowane i większości kończą się w sposób nieprzewidziany. Całość na tle pozostałych indyjskich produkcji grozy prezentuje się oryginalnie i choć puenta historii ramowej nie wypada nazbyt przekonująco, to z pewnością warto zwrócić uwagę na debiut Ramana.


Warto również zwrócić uwagę na horror Vikram Bhatt, pt „1920” (2008). Bhatt zasłynął z reżyserii z filmu grozy „Secret” („Raaz”, 2002), którym udowodnił, że jego specjalnością jest godzenie tradycji rozrywkowego kina indyjskiego (piosenki, wewnętrzna przerwa) z wymogami nowoczesnego, głownie amerykańskiego kina. „Secret” jest więc indyjską wersją filmu Roberta Zemeckisa, „Gdzie leży prawda?” (2000) z Harrisonem Fordem i Michelle Pfeiffer, zaś „1920” to próba połączenia oryginalnej historii o nawiedzonym domu z wątkiem opętania znanym z „Egzorcysty” (1973) Williama Friedkina czy z „Egzorcyzmów  Emily Rose” (2005) Scotta Derricksona. Podobieństwa są widoczne, ale nie przeszkadzają one zbytnio w oglądaniu historii młodego małżeństwa, które zamieszkuje w ogromnej rezydencji. Jak się wkrótce okazuje dom jest nawiedzony przez siły zła, które w końcu opętują Lisę. Indyjski reżyser zdołał przedstawić zwartą, sprawnie poprowadzoną historię, która jest na tyle interesująca, że warto poświęcić jej dwie godziny. Udało się także Bhattowi w sposób wiarygodny pokazać opętanie a zjawiskowo piękna Adah Sharma (Lisa) w tych scenach prezentuje się autentycznie przerażająco. Aż trudno uwierzyć, że opętaną bohaterkę gra ta sama aktorka.


Kolejnym bollywoodzkim horrorem, który świadczy o tym, że w dziedzinie kina grozy dokonują się nieśmiałe zmiany na lepsze, jest obraz  Vikram K. Kumara, „13B” (2009). Film zaczyna się jak większość indyjskich filmów grozy: liczna rodzina Manohara wprowadza się do luksusowego apartamentowca. Wszyscy są zadowoleni z przeprowadzki, która jest widoczną poprawa społecznego statusu. Tylko Manohar narzeka. A to widna w bloku wydaje się złośliwie nie działać, kiedy tylko mężczyzn wejdzie do jej wnętrza. A to z jakiegoś powodu nie można urządzić pokoju modlitwy. Pies niewidomego sąsiada wpada w szał, gdy ma przekroczyć próg mieszkania Manohara. Najwyraźniej coś jest nie tak z nowym lokum rodziny bohatera. Tymczasem matka mężczyzny, jego zona i siostra nie odczuwają niczego niezwykłego i zapamiętaniem oglądają serial, z bohaterami, którzy stanowią niepokojące odzwierciedlenie rodziny Manohara. Kiedy bohater odkrywa, że serial opowiada o wydarzeniach z jego życia i że jest odbierany tylko w jego mieszkaniu, zaczyna poważnie niepokoić się o swoją rodzinę. Z pomocą przyjaciela policjanta postanawia rozwiązać tajemnicę serialowej rodziny.

Początkowo obraz Kumara wydaje się przegadany a pomysł z nawiedzonym serialem, mówiąc delikatnie, absurdalny. Lecz w drugiej części filmu, kiedy Manohar zaczyna zagłębiać się w coraz mroczniejszej i krwawej tajemnicy serialowej rodziny, historia nabiera rumieńców i autentycznie trzyma w napięciu. Napięcie podsyca umiejętne wymieszanie masowego mordu, z postacią psychopatycznego zabójcy, z elementami haunted movie  i filmem obyczajowy. Niewątpliwie horror Kumara to więcej niż przeciętna indyjska produkcja grozy.


Z kolei pochodzący z 2010 r. „Help” w reżyserii Rajeev Virani`ego  to kolejny przykład dostosowywania się do gustów publiczności nie tyle rodzimej, ale …światowej. Nie znajdziemy w nim typowych dla horrorów bollywoodzkich melodramatycznych konwencji ani scen wokalno-tanecznych. Młode małżeństwo, Vic i Pia wyjeżdża na Maurtius by zaopiekować się ciężko chorym ojcem Pia. Bohaterka spędziła na wyspie pięć pierwszych lat ze swego życia i nie były to czasy, które chciałaby zapamiętać. Kiedy Pia zachodzi w ciążę, potężny, złowrogi demon opętuje kobietę. Zaczyna także w brutalny sposób mordować osoby z najbliższego otoczenia Pia. Wydaje się, że demon ma związek ze zmarłą w dzieciństwie siostrą-bliźniaczką Pia, Dia. Vic ma tylko 36 godzin by rozwikłać mroczną tajemnicę rodziny Pia i powstrzymać klątwę. W przeciwnym razie Pia i jej nienarodzone dziecko - umrze.


Najlepszy jak do tej pory indyjski horror powstał w koprodukcji z Anglikami. To „Sacred Evil” (2006) w reżyserii  Abhigyana Jha  i Abhiyana Rajhansa. Reżyserski tandem, korzystając z najlepszych wzorców europejskiego kina psychologicznego i koreańskich dramatów grozy opowiada historię zakonnicy, Marthy z zakonu w Kalkucie. Kobieta jest  prześladowana przez widmo mrocznej przeszłości, zagrażającej jej psychicznemu zdrowiu. Z pomocą zakonnicy niespodziewanie przychodzi Ipsita Roy Chakraverti (postać autentyczna), przedstawicielka neopogańskiej religii Wicca. Seanse z Ipsitą pozwalają wejrzeć uzdrowicielce w przeszłość Marthy, której losy krzyżują się z młodą Angielką, Claudią, osamotnioną pośród indyjskiej społeczności i obsesyjnie szukającą swojej matki.

„Sacred Evil” jest obrazem zupełnie osobnym jeśli przyłożyć do niego miarę przeciętnych indyjskich filmów grozy. To bardziej dramat psychologiczny wnikliwe analizujący pogmatwane losy trojga bohaterek niż klasyczny horror. Elementy nadnaturalne są jedynie dodatkiem do opowieści o wierze, samotności i o życiu, które niekiedy jest dziwniejsze niż całe zastępy duchów. Katolickie stowarzyszenie, The Catholic Secular Forum oprotestowało filmu, zarzucając mu promocję czarnej magii, przemocy i indoktrynacji zła widzom. Niestety, nawet taka negatywna reklama niewiele pomogła „Sacred Evil”. Obraz Jha i Rajhansa przepadł u rodzimej publiczności. Nadal nie został zakupiony do dystrybucji w Europie i USA. Wielka szkoda.

Horror w Indiach wciąż stanowi niszę na polu kina rozrywkowego. Niemniej z roku na roku coraz więcej filmów grozy ma swoje premiery stopniowo zdobywając coraz większą popularność, zwłaszcza wśród młodzieży. Zdecydowanie podniósł się także pozom realizacyjny indyjskich horrorów. Pojawiło się kilka interesujących i obiecujących młodych twórców (Prawal Raman, Vikram K. Kumara). Pod wypływem zagranicznych produkcji Central Board of Film Certification  poluźniło nieco cenzurę. Wprawdzie nadal nagość, przemoc, okrucieństwo znajdują się na liście zakazanych rzeczy, lecz mimo wszystko urząd jest bardziej otwarty na filmowy terror, koncentrując się bardziej na politycznej poprawności. Przyszłość indyjskiego horroru z całą pewnością rysuje się w jasnych barwach.    

Getting Scared is Forbidden na YouTube

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza