(…)
choć może i żyjemy w obszarach fizycznie zatłoczonych,
egzystencjalnie często znajdujemy się samotni i zagubieni w pustej
przestrzeni.
/Kiyoshi Kurosawa, wywiad dla
„Outlaw of Masters
Japanese Cinema” Chris D./
Samotny
statek wtopiony w bezkres morza. Oto jedno z pierwszych ujęć,
otwierające jeden z najbardziej niezwykłych filmów grozy w
dziejach gatunku - „Puls” (2001) Kiyoshiego Kurosawy. Sfilmowane
z helikoptera, z ogromnej wysokości ujęcie towarowego statku
przemierzającego pustkę oceanu w nieznanym celu i kierunku jest
obrazem-mottem historii przedstawionej w filmie japońskiego
reżysera. Ujęcie otoczonego przez ogrom wody statku konotuje bowiem
skojarzenia z z zagubieniem, osamotnieniem, pustką – które w
późniejszej narracji stanowić będą dominujące motywy, znajdując
niezwykle przejmujące i wnikliwe rozwinięcie zarówno na poziomie
fabuły, jak też specyficznego stylu. Warto jednak zaznaczyć na
początku, że postrzeganie „Pulsu” jedynie przez temat
wyobcowania, zaniku międzyludzkich relacji, czy też niemożność
porozumienia, jest mimo wszystko zubożeniem głębi obrazu twórcy
„Kuracji” (1997). Niemniej w tej analizie to właśnie na
problematyce wielkiejmiejskiej samotności i alienującej roli
technologii w życiu mieszkańców wielkich metropolii skupię swą
uwagę. Wybieram tę tematykę w bogatym w poruszane kwestie filmie
Japończyka, także z tej przyczyny, że to właśnie ona czyni obraz
Kurosawy czymś więcej niż jeszcze jedną opowiastką o duchach w
J-horrorowym stylu. Smutek „Pulsu” nie przybiera formy
przygnębienia, jak w innych zanalizowanych przeze mnie w dziale
„Kino boli” filmach, ale wydaje się, że choć jest mniej
dobitny, to drąży równie głęboko a może nawet głębiej.
Opowiada o doświadczeniu samotności, które w mniejszym lub
większym stopniu jest udziałem każdego z nas.