Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TOP 10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TOP 10. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lipca 2015

35 POWODÓW DLA KTÓRYCH WARTO OGLĄDAĆ AZJATYCKIE HORRORY




Tak, prawda powód dla którego warto oglądać horrory jest jeden: naprawdę przerażający film. Im bardziej nas horror wystraszy, tym jest lepszy. Ale to banał a poza tym właśnie rozpoczęły się wakacje to po co sobie psuć wyśmienity nastrój upiorami, straszydłami i całym tym horrorowym paskudztwem. Horror ma też zaoferowania znacznie przyjemniejsze i ładniejsze widoki niż grozę i szok.

Dlatego też w ten relaksacyjny, wakacyjny nastrój wpisuje się także mój post. Tym razem nie mam się nad czym ani tym bardziej po co rozpisywać – post jest zdecydowanie do oglądania niż do czytania, bo i po co się przemęczać. Dodam tylko tytułem wyjaśnienia, że poniższa lista jest jedynie wybiórcza: zestawiłem na niej jedynie niektóre aktorki, które pojawiły się w azjatyckich horrorach, podobnie też postąpiłem z tytułami filmów, w których panie zagrały, wymieniając tylko kilka z nich.

No cóż miłego oglądania! Udanych wakacji a ja ponownie - nauczony sprawdzonym ubiegłorocznym zwyczajem – pojawię się na moim blogu z nowościami na początku września.
 
ps. Kliknij obrazek, żeby zobaczyć w oryginalnym rozmiarze


środa, 3 czerwca 2015

100 GREATEST ASIAN HORROR MOVIES - w jednym poście



Ponad dwa lata temu zdobyłem się na spory wyczyny i stworzyłem subiektywną listą 100 najlepszych azjatyckich horrorów. Wedle mojej wiedzy rzecz bez precedensu w polskim internecie, więc pomyślałem, że warto do niej wrócić i znacznie lepiej ją wyeksponować na blogu. Ponieważ oryginalnie lista ta była publikowana aż w pięciu częściach pomyślałem, że wygodniej i sensowniej będzie zebrać ją w jednym poście. I tak też uczyniłem. Zastanawiałem się także nad aktualizacją jej treści, ale ostatecznie dwa lata od jej opublikowania to zbyt mały upływ czasu, aby doszło w tym zestawieniu do jakichś znaczących zmian. 10 lat, no może pięć lat to już lepszy czas na nowe pozycje na liście.

Jeszcze tylko tak drobna uwaga: w niniejszym poście zamieściłem jedynie tytuły wyróżnionych filmów wraz z odnośnikami do poszczególnych oryginalnych części, w jakich to zestawienie umieszczałem na blogu. Warto kliknąć na owe odnośniki, aby zapoznać się z komentarzami do każdego z wymienionych obrazów. Mogą się one okazać pomocne zwłaszcza osobom, które zechciałby skonfrontować swój gust z moim.

A zatem jeszcze raz, ale w nowej odsłonie 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

TOP 10: NAJLEPSZE FILMY KIYOSHIEGO KUROSAWY



Niejako na marginesie zajęcia, które ostatnio wypełnia mi znaczną część wolnego czasu, tj, pisania polskiej monografii Kiyoshiego Kurosawy przyszedł mi do głowy pomysł na listę, które możecie przeczytać poniżej. Z pozoru proste zadanie, wszak jestem z Kurosawą na bieżąco i jego filmy widziałem po wielokroć, okazało się w rzeczywistości bynajmniej niełatwe. Właśnie dlatego, że tak dobrze znam filmy Japończyka i że, widziałem je prawie wszystkie. Choć TOP 10 filmów twórcy "Cure" jest jedno, to ich alternatywnych wersji było wiele, choć muszę przyznać, że pierwsza trójka za każdym razem pozostawała niezmienna. Dlaczego zatem zdecydowałem się w końcu na tę, która ostatecznie pojawia się w tym tekście? Bo to najbardziej różnorodne (horror, komedia, dramat, film zemsty itp) i reprezentatywne dla japońskiego artysty zestawienie jego twórczości.  

Mam nadzieję, że ci, którym Kiyoshi Kurosawa mylił się do tej pory z Akirą Kurosawą przekonają się do niezwykłego dorobku pierwszego z nich. Ze wszech miar warto!

niedziela, 18 stycznia 2015

FILMOWE PODSUMOWANIE ROKU 2014




No i stało się! Po raz drugi na moim blogu pojawia się roczne podsumowanie minionego roku. Podobnie, jak rok temu skupiam się przede wszystkim na filmach azjatyckich, obejrzanych premierowo w 2014 roku, osobno wybierając najlepsze i najgorsze (czy też najbardziej rozczarowujące) zeszłoroczne obrazy w kategorii nie-horror o horror. Wybór, jeśli chodzi o tę pierwszą kategorię nie był łatwy: miałem okazję zobaczyć wiele ciekawych, wartych wyróźnienia i polecenia filmów. O ile nie miałem problemu z wytypowaniem trzech najlepszych horrorów i lidera wśród najgorszych horrorów i nie-horrorów, to przy pozostałych typach nie było już tak łatwo. Ale ponieważ kino to dla mnie przede wszystkim emocje, więc ostateczny kształt wszystkich poniższych zestawień jest taki a nie inny. 


wtorek, 10 czerwca 2014

TOP 10: NAJLEPSZE AZJATYCKIE FILMY ZEMSTY



Zemsta - to jeden z najpopularniejszych motywów filmowych w kinie światowym, który w sposób szczególny upodobali sobie Azjaci. To właśnie na kontynencie azjatyckim powstaje najwięcej filmów zemsty, prezentujących też zazwyczaj wysoki poziom. Z pewnością to zamiłowanie do opowiadania historii o mścicielach ma zapewne związek z kulturą tego rejonu świata: w kulturze, której nie istnieje pojęcie Bożej sprawiedliwości i grzechu zemsta pełni formę zadośćuczynienia za wyrządzone krzywdy, jest elementem, który w odpłacie za popełnione zło znajduje formę przywrócenia zaburzonej harmonii świata dokonanym złem. Ale poza tym kontekstem kulturowym istotny jest też wymiar bardziej przyziemny motywu zemsty. Ów motyw jest po prostu doskonałym pretekstem do przedstawienia emocjonującej historii, daje możliwość łączenia kilku różnych konwencji gatunkowych (np. dramatu i horroru), jak też jest po prostu tzw. bezpiecznym tematem. Azjatyccy widzowie kulturowo predysponowani do oglądania tego rodzaju filmów, chętnie mierzą się z kolejnymi opowieściami o zemście w myśl zasady, że każdy lubi, to co dobrze zna. Ale być może właśnie z tego powodu twórcy o artystycznych ambicjach starają się wykraczać poza schematy revenge movies, sięgają po zemstę jako pretekst dla stawiania ważkich pytań, traktując kino zemsty jedynie jako punkt wyjścia dla rozważań wykraczających poza konwencję i czystą rozrywkę.

sobota, 18 stycznia 2014

FILMOWE PODSUMOWANIE ROKU 2013



Nie będę się specjalnie rozpisywał, bo atrakcją tego wpisu nie są moje dywagacje, ale filmowe - i rzecz jasna - azjatyckie podsumowanie minionego roku (kino zachodnie oglądam głównie dla rozrywki). Jedna tylko uwaga: ponieważ nie mam możliwości śledzenia na bieżąco azjatyckich nowości (i chyba nie jestem jednym, który takiej możliwości jest pozbawiony) toteż na listach (w sumie aż czterech) znalazły się produkcje nie tylko ubiegłoroczne, ale także z lat starszych. Zasada, której się trzymałem: były to filmy obejrzane premierowo w 2013 r. I jeszcze jedna uwaga: to był słaby rok dla azjatyckiego horroru (zwłaszcza Koreańczycy rozczarowali) dlatego, też w przypadku obu list "horrorowych" nie udało mi się skompletować dwóch pełnych "dziesiątek". 
I cóż... to chyba tyle uwag wstępnych.
Endżoj jorself!

ps. A i jeszcze jedno: choć to oczywiste, wyraźnie chce podkreślić, że to MOJE zestawienia, wyrażające MOJE UPODOBANIA i nikt nie musi się z obecnością (lub nieobecnością) takiego czy innego filmu zgadzać.

sobota, 23 lutego 2013

ANEKS: 100 GREATEST ASIAN HORROR MOVIES




Oto i zapowiedziana przez mnie ponad tydzień temu niespodzianka. ANEKS do 100 najlepszych azjatyckich horrorów zawiera bowiem wszystkie te filmy grozy (używam świadomie tego zwrotu, bo w niniejszym zestawieniu jest też  kilka mrocznych thrillerów), które w skali od 1-10 oceniam na  „dobry” czyli „7” (a dokładniej na około „7” ). Dlaczego o nich wspominam? Bo warto. Nie znalazło się dla nich miejsce w pierwszej setce, ale są na tyle godne uwagi, że warto je polecić. Także i niniejszy aneks można potraktować jako swoisty przewodnik po azjatyckim horrorze: co warto obejrzeć szczególnie a co mniej szczególnie. „Propozycje” przedstawione w tym zestawieniu (jak i w „100 najlepszych”), choć to oczywiste, są moim subiektywnym wyborem. Za gusta innych nie odpowiadam. Ale mam nadzieję, że większość z przeglądających poniższe rankingi, będzie miało z nich wiele pożytku.

Enjoy!

czwartek, 14 lutego 2013

FINAŁ: 100 GREATEST ASIAN HORROR MOVIES


/kadr ze zwycięskiego filmu/

Nareszcie! Po czterech kolejnych częściach listy 100 GREATEST ASIAN HORROR MOVIES nadeszła pora na jej zwieńczenie - Wielki Finał. Finał,  który przynosi kilka niespodzianek, aczkolwiek tworząc to zestawienie nie kierowałem się pragnieniem zaskoczenia czytelnika, a przede wszystkimi subiektywną sympatią do poszczególnych filmów. Niby to oczywiste, ale zawsze pojawiają się głosy rozczarowania, że ten a ten film jest za wysoko a tamten za nisko a inny w ogóle nie znalazł się w rankingu. Na mojej liście są moje filmy. I jeśli wciąż mam wątpliwości co do pozycji filmów od miejsca 20 i wyżej, to w pierwszej 19 nie zmieniłbym niczego, a na pewno nie w pierwszej 10. Preferowałem i chyba zawsze będę preferował bardziej obrazy o emocjonalnym niż intelektualnym charakterze, dlatego w czołówce wiele filmów serwujących potężne dawki emocji. Zawsze uważałem też i nadal tak uważam, że  najlepszy horror, to ten który ma jak najmniej z horroru, ponieważ tego rodzaju obrazy świadczą o przezwyciężeniu ograniczających konwencji, od których horror się ugina. 
Ale dosyć ględzenia, niech przemówią TYTUŁY!
Enjoy! 

sobota, 9 lutego 2013

(Cz.IV) 100 GREATEST ASIAN HORROR MOVIES 39-20

/ zdj. "The Intruder", Hongkong, 1997/

Część czwarta i przedostatnia mojego rankingu na 100 najlepszych azjatyckich horrorów. Napięcie rośnie coraz bardziej, atmosfera wyczekiwania gęstniej, pojawia się coraz więcej znanych filmów.... Ale nie przedłużam. Oto one: horrory z miejsc 39-20.

sobota, 2 lutego 2013

(Cz. III) 100 GREATEST ASIAN HORROR MOVIES 59-40


/zdj. z "Kwaidan", 1964/

Kontynuuje prezentację mojej listy 100 najlepszych azjatyckich horrorów wszech czasów.
Poniżej zamieszczam odnośniki do dwóch poprzednich część zestawienia: 

CZEŚĆ PIERWSZA



piątek, 25 stycznia 2013

(Cz.II) 100 GREATEST ASIAN HORROR MOVIES 79-60


(kadr z "Missing", Korea Płd, 2009)

Druga część mojego zestawienia 100 najlepszych azjatyckich horrorów wszechczasów: tym razem filmy z miejsc 79-60.

Ci, którzy przegapili pierwszą część rankingu mogą zobaczyć ją TUTAJ

A zatem zapraszam na kolejną porcję zupełnie subiektywnej, ale mam nadzieję, że inspirującej do własnych poszukiwań, listy azjatyckich horrorów ever.

sobota, 19 stycznia 2013

100 GREATEST ASIAN HORROR MOVIES 100-80



Początek Nowego Roku to tradycyjny okres wszelkiego rodzaju zestawień i podsumowań, przeważnie dotyczących poprzednich dwunastu miesięcy. Wpisuję się w tę powszechną tendencję, lecz na swój sposób. Zamiast listy najlepszych i najgorszych filmów 2012 r. proponuję ranking na o wiele większą skalę, być może jedyny taki w polskim Internecie, obejmujący nie tylko ubiegłoroczne produkcje, ale z lat wcześniejszych. Obejmujących nie tylko tak znane kraje Japonia czy Korea Płd 100 najlepszych azjatyckich horrorów wszech czasów. Inna sprawa, że nie udało mi się obejrzeć najbardziej oczekiwanego przez mnie horroru minionego roku, „Modus Anomali” Yoko Anwara a o pozostałych filmach nie warto wspominać chyba, że w kontekście kuriozów takich jak „Sadako 3D”

piątek, 30 listopada 2012

TOP 10: THE BIGEST BAD GUYS IN ASIAN CINEMA




„Nie ma porządnego filmu, bez porządnego czarnego charakteru” – nie wiem kto to powiedział, ale czy jesteście sobie w stanie wyobrazić Batmana bez nieobliczalnego Jokera, „Obcego” bez oślizgłego xemomorfa a „Ichiego- zabójcę” bez szalonego Kakihary? Bo film, w którym pozytywny bohater nie ma godnego przeciwnika w walce o przywrócenie zaburzonej harmonii świata, to nudy i flaki z olejem. To filmowe dranie tak naprawdę nakręcają akcję, budzą emocje i przyciągają uwagę. Bowiem mrok jest zawsze bardziej fascynujący niż słoneczny blask. Zwłaszcza, że zło, w imieniu, którego śmierć, zniszczenie i chaos sieją różnej maści typy spod ciemnej gwiazdy, jest efektowne, ale zarazem bezpieczne jak seks w prezerwatywie. To takie oglądanie mroków świata i ludzkiej natury przez szybę pancerną.     

czwartek, 29 grudnia 2011

TOP 10: THE BEST ASIAN HORROR MOVIE`S DIRECTORS




Koniec roku to tradycyjna pora wszelkiego rodzaju podsumowań, zestawień i list the best of. I ja się w tę tradycję wpisuję, lecz nie zamierzam Was zanudzać tym, co znajdziecie na każdym większym portalu poświeconym kinu czy na co drugim blogu o tematyce filmowej, czyli zestawem najlepszych filmów minionego roku. Proponuję coś znacznie ciekawszego, bo rzadziej pojawiającego się  – TOP 10 Najlepszych reżyserów horrorów (azjatyckich). Dlaczego tylko horrorów? Pomysł aby wybrać dziesiątkę the best of twórców filmowych niezależnie od uprawianego gatunku upadł z trzech powodów. Po pierwsze tłok w pierwszej „10” byłby zbyt wielki – aż tylu byłoby kandydatów, po drugie: nigdy w doborze filmów nie kieruję się nazwiskiem reżysera, lecz wartością danego filmu, a to oznacza, że nie znam na wylot filmografii wielu z nich. Po trzecie zaś dlatego, że lubię kino grozy i naprawdę się na nim znam, zwłaszcza gdy chodzi o Daleki Wschód.

środa, 15 czerwca 2011

TOP 10: THE MOST DANGEROUS FEMALE CHARACTERS IN ASIAN HORROR MOVIES




Kto powiedział, że kobiety to słaba płeć? Raczej na pewno nie ten, kto miał okazję zobaczyć któryś z azjatyckich horrorów. Bo kobiety w filmach grozy to nie tylko beztroskie dziewczęta pchające się ochoczo pod nóż zwyrodnialca. W horrorze, owszem kobieta bywa ofiarą męskiej żądzy mordu, a także stereotypów (co potwierdza obsadzanie w roli ofiar kobiet mówiąc delikatnie mało bystrych, za to o wybujałych kształtach). W azjatyckich horrorach los kobiecych bohaterek rzucanych na żer męskiej chuci i niepohamowanego głodu mordowania jest wyjątkowo okrutny. Akt zabijania przedstawicielek płci pięknej rozciągnięty jest do granic możliwości, bo destrukcja kobiecości ma charakter sadystycznego widowiska, w którym kobiece ciało jest głównym daniem, mającym zaspokoić chorą, męską wyobraźnię. Japońskie kino pinku eiga, w zwłaszcza skrajnie brutalne AV splattery, łączące pornografię hard core z kinem gore, jak też hongkońskie kino eksploatacji tzw. Category 3 osiągnęły w tej materii stopień największego, sadystycznego wyrafinowania. Nic dziwnego, że poniżane, gwałcone, kaleczone, zabijane i ćwiartowane kobiety wzięły w końcu sprawy w swoje ręce.

Drugą rolą, którą twórcy horrorów wyznaczają bohaterkom, to mścicielki, psychopatki, zabójcze femme fatale i inne filmowe modliszki i czarne wdowy. Bo choć mordowanie kobiet na ekranie może się wydać podniecające, to jeszcze bardziej perwersyjne jest mordowanie mężczyzn przez kobiety, które im piękniejsze, tym bardziej niebezpieczne. I bardziej szalone. Piękno bowiem zwabia nieświadomych zagrożenia mężczyzn w pułapkę, z której jedyne wyjście prowadzi na tamten świat. Ale niech żaden pan nie łudzi się, że droga ku śmierci będzie szybka i bezbolesna. Piekło, które fundują swoim męskim ofiarom kobiety, to apokalipsa cierpienia i psychicznego terroru. Jeśli chcesz poczuć co to jest prawdziwy ból, poproś skrzywdzoną kobietę. Nikt tak nie potrafi mścić się za krzywdy, jak kobieta, która nie ma nic do stracenia. Nie wierzycie? To, przeczytajcie poniższe zestawienie kobiecych bohaterek, których jedynym celem istnienia jest zamienienie życia każdego faceta w najgorszy z możliwych do wyobrażenia koszmarów.

niedziela, 2 stycznia 2011

TOP 10: NAJLEPSZE AZJATYCKIE HORRORY DEKADY (2001-2011)


Zgodnie z obietnicą prezentuje „10 najlepszych azjatyckich horrorów dekady”. Tym razem więcej niż połowa to produkcje japońskie, co nie powinno dziwić zważywszy na fakt, że Japończycy mają zamiłowanie do grozy w genach (vide japoński folklor pełen przerażających, śmiertelnie niebezpiecznych istot). Wybór był niezwykle trudny, zwłaszcza, że azjatycki  horror to mój żywioł i średnio oglądam po dwa, trzy filmy grozy z Azji na tydzień. Nie miałem wątpliwości co do dwóch pierwszych miejsc, natomiast co do pozostałych wahałem się. Ostatecznie postawiłem na różnorodność i nieoczywistość, także jeśli chodzi o kraje pochodzenia. Są zatem ghost story, krwawe horrory gore, dramaty grozy oraz gatunkowe mieszanki. Dominują – jak już wspomniałem - filmy z Japonii, ale są także dwie produkcje z Hongkongu i nawet jedna z egzotycznej Indonezji. A co do reszty… wszystko znajdziecie w komentarzach.

Acha, zrezygnowałem z listy 10 najlepszych azjatyckich reżyserów dekady, bo co za dużo, to niezdrowo. Ten ranking zostawię sobie na inną okazję ;)
       
A zatem  10 NAJLEPSZYCH AZAJTYCKICH HORRORÓW DEKADY



10. 

FORBIDDEN DOOR 
(reż. Joko Anwar, Indonezja, 2009)

  
Najbardziej oryginalny horror dekady. Kino grozy z Indonezji to w zdecydowanej większości nudne do bólu, kiczowate i tandetne historyjki o miejscowym wampirze – kuntilanaku, będące nieudolnymi przeróbkami „Klątwy Ju-on” lub „The Shutter-Widmo”. Tym bardziej godny odnotowania i miejsca w „10 dekady” jest niezwykły horror Joko Anwara, „Forbidden Door” z 2009 r.. To niecodzienna gatunkowo-stylistyczna hybryda dramatu psychologicznego, thrillera, krwawego horroru gore, filmowej groteski, filmu noir, estetyki komiksu i filmu obyczajowego. Nieco przypomina twórczość Davida Lyncha, zwłaszcza jego „Blue Velvet” i „Ogniu krocz za mną”, lecz podobieństwa są powierzchowne i w niczym nie zmieniają faktu, że „Forbidden Door” to jedna z najoryginalniejszych filmowych historii szaleństwa, będącego skutkiem traumatycznego dzieciństwa. Każdy z nas ma bowiem drzwi, których nie powinien otwierać. Czai się za nimi koszmar, który uwolniony z zamknięcia, może raz na zawsze odmienić nasze życie. Stylowe, mroczne i zaskakujące kino. Gdyby nie przekombinowane zakończenie obraz Anwara byłby znacznie wyżej na liście.

>


9. 

HUMAN PORK CHOP 
(reż. Benny Chan, Hongkong, 2001)


Najbardziej wstrząsający horror dekady. Podobnie jak w przypadku „Strange Circus” (4 msc na liście) bardziej to dramat niż horror, na dodatek znacznie mniej artystycznie wyrafinowany, ale być może właśnie dlatego tak porażający. „Human Pork Chop” to chłodna rekonstrukcja autentycznej, bestialskiej zbrodni, której na chińskiej prostytutce dopuścili się trzej gangsterzy z chińskiej triady ( w filmie jest to sutener i dwaj jego znajomi i ich dziewczyny). Ofiara była przez kilka tygodni przetrzymywana w mieszkaniu jednego z nich i poddawana okrutnym torturom (m.in. zmuszano ją do zjadania ekskrementów). W końcu zmarła z wycieńczenia (w filmie z powodu przedawkowania narkotyków). Jej ciało zostało poćwiartowane, z niektórych części sprawcy przyrządzili kotlety, pozostałe fragmenty ciała wyrzucili w foliowych workach na śmietnik, a głowę schowali w wielkim pluszowym misiu. Film Benny`ego Chana jest beznamiętną relacją z tej zbrodni i autentycznie przeraża, szokuje i wstrząsa. Mocne kino o bestialskiej naturze człowieka. 

Fragment filmu:
>


 8.

THE MACHINE GIRL
(reż. N. Iguchi, Japonia, 2007)
i
VAMPIRE GIRL VS FRANKENSTEIN GIRL (reż. Y, Nishimura, N. Tomomatsu, Japonia, 2009)




Najbardziej szalone horrory dekady. Na ósmej pozycji dwa filmy, ponieważ trudno było mi zdecydować, który bardziej zasługuje na miejsce na liście. „The Machine Girl” de facto rozpoczęło modę na „nowe gore”, ale „The Vampire Girl vs Frankenstein Girl” stanowi rozwinięcie i dopełnienie słynnego filmu Noboru Iguchiego. Bez wątpienia obydwa filmy są najbardziej udanymi przedstawicielami krwawej fali „nowego gore”. Obydwa mają to, co najlepsze w tym nurcie: nieokiełznaną energię i twórczą siłę armatniego pocisku, anarchistyczne poczucie humoru, bezlitosną, szyderczą krytykę japońskiej popkultury i szalony, pozbawiony hamulców melanż gatunków i estetyk. To się nazywa kino totalne!

The Machine Girl
>

Vampire Girl Vs Frankenstein Girl
>


7.

HORROR HOTLINE…THE BIG HEAD MONSTER
(reż. Cheang Pou-Soi, Hongkong, 2001)


Największa, pozytywna niespodzianka dekady. Mało znany hongkoński horror z nie najwyższą oceną na IMDB, a ja nie mam pojęcia dlaczego?. Bo „Horror Hotline…” to wzorcowy popis nastrojowej, inteligentnej grozy. Gdyby ktoś mnie zapytał, jak powinien wyglądać idealny horror, straszący atmosferą i niedopowiedzeniami, wskazałbym bez wahania na film Cheanga Pou-Soia . No i ten finał! Porównuje się go do zakończenia „The Blair Witch Project”, ale tak naprawdę nie ma czego porównywać. Amerykański horror co najwyżej zasiewa niepokój w sercach widzów, podczas gdy finał „Horror Hotline…” dosłownie wgniata w fotel.

>


 6.

THE BUTCHER 
(reż. Kim Jin-won, Korea Płd, 2007)



Najbrutalniejszy film dekady. O „The Butcher” pisałem już na moim blogu, wiec nie będę się rozpisywał. Kino niezależne, undergroundowe, ale profesjonalnie wykonane. Filmowy eksperyment (oglądamy filmowe wydarzenia bezpośrednio z perspektywy ofiar i oprawców), ale nie pozbawiony głębszego dna. Niewyobrażalna dawka okrucieństwa, ale nie dla bezmyślnego epatowania przemocą. I nieoczekiwana porcja specyficznej, ożywczej, gryzącej ironii. Krótko mówiąc „The Butcher” to coś więcej niż prymitywny shocker! A poza tym żaden film taką mną nie sponiewierał jak obraz Kima, co oczywiście – gdyby ktoś miał wątpliwości – jest wielkim komplementem.



5.

EPITAPH 
(reż. Jeong Brothers, Korea Płd, 2007)


Najpiękniej sfilmowany horror dekady (aczkolwiek tylko o milimetry wyprzedził „A Tale Of Two Sisters”). Bracia Jeong wykreowali odchodzący w zapomnienie świat szpitala Anseong w sposób tak dalece malarski, poetycki, zachwycający, że można go podziwiać w nieskończoność. Nie jest to jednak kino pustego efektu – cała warstwa wizualna i skomplikowana narracja podporządkowana jest naczelnej tematyce filmu – przemijaniu i pragnieniu unieśmiertelnienia przepływającego świata. Ale to nie wszystko. „Epitaph” to również, wprawdzie niezbyt liczne, ale za to rewelacyjnie zainscenizowane sceny grozy (wątek dziewczynki Asako i nawiedzających ją sennych koszmarów). Obok „A Tale Of Two Sisters” najlepszy koreański horror wszechczasów.  

>



4.

STRANGE CIRCUS
 (reż. Sion Sono, Japonia, 2005)


Najbardziej przejmujący horror dekady. Ale jednak „Strange Circus” bardziej jest dramatem niż rasowym horrorem, toteż dopiero na czwartym miejscu. Reżyser filmu Sion Sono korzysta w  mistrzowski sposób z poetyki ero guro ( kierunku artystycznego, którego istota zawiera się w jego pełnej nazwie – ero guro nansensu (erotic, grotesque, nonsense czyli erotyka, groteska, nonsens). Zapełnia więc film groteskowo zdeformowanymi postaciami, ekscentrykami, dziwolągami i potworami (najbardziej przerażające wrażenie sprawia pozbawiony rąk i nóg korpus człowieka). Jednak największą grozę budzi w filmie seksualna przemoc wobec matki i córki, której dopuszcza się mąż i ojciec oraz tragiczne skutki zniszczenia psychiki ofiar. Wstrząsający obraz, choć kompletnie nie straszny w potocznym rozumieniu.

>



3. 

JU–ON THE GRUDGE 1 & 2
(reż. Takashi Shimizu, Japonia, 2002, 2003) 


Najlepsza azjatycka ghost story dekady. Na trzecim miejscu dwa filmy, ponieważ dla mnie prezentują niemal identyczną wartość – dwie kinowe wersje „Ju-on The Grudge”. Zaletą obydwu filmów Takashiego Shimizu jest przede wszystkim różnorodność w sposobach straszenia widzów. Mamy tutaj dosłownie wszystko: od straszenia nastrojowego, przez jump scene`s aż po gore. W dodatku każda z tych metod prezentuje najwyższy z najwyższych poziomów. Jest też sporo ożywczej dawki surrealizmu i groteski (zwłaszcza w drugiej części kinowej „Ju-on”) oraz wiele autentycznie przerażających, „klasycznych” momentów grozy (scena na schodach!). Nie sposób też nie wspomnieć o  najważniejszej bohaterce serii – Kayako, bogini ekranowego strachu! Dorzućmy koniecznie także niezwykłą, przejmującą atmosferę smutku, opisującą filmowy świat, którym niepodzielnie rządzi bezlitosna śmierć.

Ju-on The Grudge
>

Ju-on The Grudge 2
>


 2. 

PULSE
(reż. Kiyoshi Kurosawa, Japonia, 2001) 

  
Najambitniejszy horror dekady. Okazuje się, że w rękach artysty takiego jak Kiyoshi Kurosawa,  nawet tak wtórny i pośledni gatunek jak horror może stać się narzędziem artystycznej wypowiedzi. „Pulse” tylko z pozoru jest kontynuatorem konwencji J-horroru i japońskich techno-horrorów. W istocie to przejmująca elegia o samotności, egzystencjalnej pustce i o spotkaniu z Tajemnicą. Kino jest sztuką konkretu, a jednak talent Kurosawy pozwala dokonać niemożliwego – na ekranie oglądamy bohaterów skonfrontowanych z transcendencją (najlepsza scena grozy zobacz: Top 10: Najlepsze sceny grozy w azjatyckich horrorach). Co wynika z tej konfrontacji samotnych, pogrążonych w uczuciowej pustce bohaterów? Czarne plamy na ścianach, które rozsypują się w pył rozwiewany przez wiatr. Przejmujące, niezwykle bogate w znaczenia kino i dowód, że horror nie musi być głupi i prymitywny.    

>


1.

A TALE OF TWO SISTERS
(reż. Kim Ji-woon, Korea Płd, 2003) 

 

Arcydzieło gatunku. O filmie Kim Ji-woona więcej pisze w komentarzu do „10 najlepszych azjatyckich filmów dekady”, w tym miejscu dodam tylko, że „A Tale of Two Sisters” jest niezwykle oszczędny w filmową grozę. Ale za to stawia na jakość – nieliczne „straszne” sceny są perełkami filmowego strachu. Kim nawet z głupiego buuu! (scena z upiorem pod zlewozmywakiem) potrafi uczyć majstersztyk grozy. A do tego ta gęsta niczym smoła atmosfera kompletnej paranoi i szaleństwa.  I lovet it! 

>


Mam świadomość, że na powyższej liście powinno znaleźć się jeszcze co najmniej 10 filmów, które jedynie w niewielkim stopniu ustępują wymienionym. Ale taki już urok wszelkich zestawień, że chętnych jest wielu, a miejsc niewiele. Może druga dziesiątka horrorów? Zastanowię się... 

środa, 29 grudnia 2010

TOP 10: NAJLEPSZE AZJATYCKIE FILMY DEKADY (2001-2011)



Już za dwa dni koniec roku. Ale podczas najbliższego Sylwestra będziemy świętować nie tylko zakończenie 2010 r., lecz także pierwszej dekady nowego tysiąclecia. Czyż to nie wyśmienita okazja, by przyjrzeć się minionym latom w azjatyckim kinie i wyłowić z nich najlepszych z najlepszych? Rzecz jasna, „najlepszych z najlepszych” w moim prywatnym, subiektywnym odczuciu. Okazuje się, że wybór nie był łatwy i bynajmniej nie ułatwiał go fakt, że z różnych powodów nie udało mi się obejrzeć wielu znaczących, znakomitych filmów (głównie japońskich). Przyjąłem jednak nieskomplikowane kryterium wyboru, ale za to w moim mniemaniu najważniejsze – emocje. Emocje, jaki dany film wywarł na mnie. Im większe, tym wyższa pozycja na liście. Jasne, nie jest to kryterium nazbyt precyzyjne, ale czyż nie gratyfikujemy tych obrazów, które budzą w nas największe emocje, które swym emocjonalnym potencjałem wgryzają się w naszą pamięć i pozostają w niej mimo upływu czasu?

piątek, 24 września 2010

TOP 10: NAJSTRASZNIEJSZE SCENY W AZJATYCKICH HORRORACH


Po dłuższej przerwie powracam do zestawienia TOP 10. Tym razem prezentuje dziesięć najstraszniejszych scen  z azjatyckich horrorów. To, co nas straszy jest tak samo indywidualną i nieprzewidywalną sprawą, jak to, co nas śmieszy. Gdy jedni wzruszają ramionami, inni umierają ze strachu. Co więcej ta sama scena może raz budzić w nas przerażenie a innym razem nie sprawiać na nas większego wrażenia. Reakcja na ekranowy strach jest bowiem wypadkową naszej wrażliwości i podatności na filmowe sztuczki (czyli praca kamery, montaż, zdjęcia, sceneria, muzyka) oraz czynników zewnętrznych, czyli czasu kiedy oglądamy horror i towarzystwa ( nie od dziś wiadomo, że horrory  najlepiej oglądać nocą, samemu i na dodatek ze słuchawkami na uszach).  

Nie ma więc w tym niczego zaskakującego, że poniższy zestaw najstraszniejszych scen w azjatyckich horrorach jest skrajnie subiektywnym wyborem. Jeśli jest coś wspólnego dla poszczególnych pozycji, to dwie rzeczy: wrażenie jakie dana scena na mnie wywarła oraz niepokojący, surrealistyczny wydźwięk. Starałem się również nie przywoływać scen z filmów mało znanych, bo w „10” są tylko dwa raczej nieznane szerszemu ogółowi film grozy (z Indonezji i Hongkongu). Reszta to sami Wasi dobrzy znajomi

UWAGA: JEŚLI NIE ZNASZ CAŁEGO Z PREZENTOWANYCH TU FILMÓW, STANOWCZO ODRADZAM OGLĄDANIE JEGO FRAGMENTU.


10. 

SHUTTER -WIDMO (Tajlandia, 2004)



Sekwencja w hotelu

W zestawieniu nie mogło zabraknąć tajlandzkiego “The Shuter - Widmo”, który choć jest filmem właściwie jednorazowym, wystraszył  mnie bardziej niż przereklamowane „Oko” braci Pang -  też częściowo tajlandzkie. Twórcy filmu przechwalili się, że wypróbowali w swym horrorze sześćdziesiąt dziewięć sposobów straszenia widzów i coś w tym jest. W trwającej cztery minuty i dziesięć sekund sekwencji w hotelu otrzymujemy serię scen grozy i każda jest inaczej zainscenizowana. Sekwencja rozpoczyna się od sceny z czołgającym się po łóżku upiorem, potem mamy surrealistyczny moment z duchem idącym po suficie, następnie scenę na schodach z zjawą, która przybrała postać Jane, dziewczyny głównego bohatera. I na koniec najlepszą scenę tej sekwencji – na zewnątrz budynku, rozgrywającą się na…drabinie. Rewelacyjnie duet młodych tajlandzkich reżyserów zagrał zmienną perspektywą horyzontalno-wertykalną, nadając scenie irracjonalnego, przerażającego charakteru. 

9. 

KLĄTWA JU-ON 2 (Japonia, 2003)   


Scena z peruką 

Po raz pierwszy, ale nie ostatni pojawia się w tym zestawieniu seria „Ju-on”, ale nie bez powodu. Jej twórca Takashi Shimizu prezentuje cały arsenał sposobów straszenia widzów. Mnie najbardziej podobają się te, w których łącz krwawy horror z surrealistycznymi pomysłami. Na przykład takimi jak „żyjąca” peruka, spod której „wyrasta” zakrwawiona Kayako. Może to i bardziej groteskowe niż straszne, ale i tak zasługuje na wyróżnienie. Scena jest bowiem wzorcowa pod względem inscenizacji. Groza stopniowana jest po mistrzowsku (uruchamia ją spadająca nagle z półki peruka), trwa odpowiednio długo i jest spuentowana mocnym, przerażającym akcentem ( krwawiącą Kayako). Cała scena jest na dodatek wzbogacona o wzmagające pouczcie niepokoju elementy surrealistyczne. I tym sposobem mamy jedną z najlepszych scen w azjatyckim horrorze.
Z powodu niedostępności opisanej przez mnie sceny, proponuję podobną scenę z włosami w roli głównej.   

8. 

GRA WSTĘPNA (Japonia, 1999)

>

Scena z poruszającym się workiem

Jedna z najlepiej znanych scen (a właściwie ujęć)  grozy ze względu na dużą popularność filmu Takashi Miike w naszym kraju. Scena czerpie swą moc z mistrzowsko rozegranej opozycji ruchu-bezruchu oraz ciszy – hałasu. Mistrzowsko również wykorzystano element niespodzianki – jest nim tajemniczy pakunek w worku, który nagle ożywa. Perełka filmowego strachu!

7. 

EPITAFIUM (Korea Płd, 2007)


Sekwencja koszmaru dziewczynki

Twórcy, “Epitafium” bracia Jeong są fanami azjatyckiego horroru. W każdym razie do takiego wniosku można dojść oglądając sekwencje koszmaru jednej z bohaterek ich filmu, dziewczynki Asako. Trzeba wyjaśnić, że dziewczynka cierpi na senne koszmary wywołane poczuciem winy – jest przekonana, że to ona spowodowała wypadek, w której zginęła jej matka, ojczym oraz starsza kobieta z dzieckiem. Tyle wyjaśnienia. Sekwencja koszmaru, który śni Asako wykorzystuje dobrze znaną receptę na straszenie widza. Jest zatem tajemniczo i nastrojowo, jest makabrycznie (okaleczona twarz matki) oraz surrealistycznie (wielkie lustro ustawione na zaśnieżonej drodze). Bracia Jeong uzupełniają te elementy o mistrzowską grą zmieniającą się jak w kalejdoskopie scenerią. Raz bohaterka jest w swoim łóżku, potem nagle w korytarzu, na drodze. W ten sposób zostaje wprowadzony czynnik dezorientacji a świat zostaje wyrwany ze swego racjonalnego kontekstu. 

Warto dodać, że kilka minut po sekwencji koszmaru z matką dziewczynki pojawia się jego równie znakomita kontynuacja, gdy Asako spotyka staruszkę i swego ojca. Oboje są makabrycznie odmienieni. 

6. 

ANGKERBATU (Indonezja, 2007)


Scena: Zjawa na hotelowym korytarzu (dostępny jest tylko trailer)

Okazuje się, że na straszne sceny monopolu nie mają tylko Japończycy i Koreańczycy. „Angkerbatu” to horror indonezyjski, który opowiada o pewnym wyludnionym miasteczku opanowanym przez duchy. Jeden z duchów pojawia się na korytarzu hotelu, w którym zatrzymała się telewizyjna ekipa. Scena jest autentycznie przerażająca, nietuzinkowa i zapada w pamięć. W czym tkwi jej moc? Po pierwsze trwa odpowiednio długo i jest udanie spuentowana. Po drugie mamy w niej wiele perspektyw z punktu widzenia kilku postaci, które w niej występują. Po trzecie nie nadużywa efektów (jedyny efekt dotyczy  niezwykłego sposób poruszania się zjawy ). Po czwarte twórcy filmu unikają w tej scenie dosłowności (tylko przez chwile widać straszliwą twarz upiora), umiejętnie tym samym pobudzając wyobraźnię widzów. Po piąte wreszcie: scena zawiera element niesamowitości związany ze sposobem w jaki zjawa się przemieszcza. Wszystkie te czynnik zgrały się świetnie i mamy moment filmowej grozy na szóste miejsce.     

5. 

HORROR HOTLINE…THE BIG HEAD MONSTER  (Hongkong, 2001)

Pierwsza część ( ok 2 min 24 sek)
>

Druga część
>

Sceny: Końcowy fragment filmu

Tzw. filmowanie subiektywne to częsta metoda spotykana w reportażach, gdy kamerzysta podąża za dziennikarzem, filmując trzymaną w ręku kamerą zastaną, nie zainscenizowaną rzeczywistość i spontaniczne reakcje osób przed kamerą. W tej metodzie opowiadania tkwi sukces takich filmów jak „The Blair Witch Project”, „[rec]” czy „Paranormal Activity”. Ale są też minusy reporterskiego stylu. Wiele ujęć to roztrzęsione kadry pokazujące np. czyjeś nogi lub ściany. Cheang Pou-Soi, reżyser „Horror Hotline…” zdawał sobie z tego sprawę, dlatego w jego filmie tylko niektóre fragmenty są zrealizowane metodą „reporterską”. W tym, oczywiście końcowe, finałowe sceny. Taki sposób filmowania, jak się okazuje, sprawdza się znakomicie. Drugą rzecz, której dokonują twórcy filmu, to taktyka znana  choćby z „Ringu”. Film opowiada o „śledztwie”, które prowadzi pewna dziennikarka i radiowiec, a którego celem jest rozwiązanie zagadki tytułowego potwora z wielką głową (jest nim straszliwie zdeformowane dziecko). Twórcy filmu przez cały czas trwania akcji mnożą dziwne, niepokojące zdarzenia, ale nie pokazują potwornego dziecka. Słyszymy o nim przerażające relacje i widzimy reakcje przerażonych ludzi na widok dzieciaka, ale jego samego nie. Tym sposobem reżyser podsyca wyobraźnię widzów, by w finałowych scenach, korzystając z metody reporterskiej, dowalić serią niesamowitych, surrealistycznych (kobieta bez twarzy), przerażających obrazów. Istotą finałowych scen jest zderzenie realistycznego sposobu filmowania z irracjonalnym zachowaniem pojawiających się postaci i zdarzeń. Efekt jest niesamowity! Warto dodać, że po napisach końcowych film trwa nadal. Reżyser pokazuje scenę, gdy dziennikarka odwiedza córkę jednego z mężczyzn, który zetknął się osobiście z potwornym dzieckiem. Obie sceny: ta kończąca właściwy film i ta dodana po napisach dają tak wycisk nerwom, że wszystkie "reki" i "paranormale aktiwiti" wydają się przy nich dobranockami.      

4. 

OPOWIEŚĆ O DWÓCH SIOSTRACH (Korea Płd, 2003)


Scena: Duch wyskakujący zza kanapy.

W „Opowieści o dwóch siostrach” są tylko cztery sceny grozy, ale każda z nich to perełka filmowego strachu. Wybór tej jednej nie był łatwy, w końcu jednak zdecydowałem się na scenę ze zjawą wyskakującą zza kanapy. Jest to moment grozy najbardziej „ringowy”, ale właśnie dlatego go wybrałem. Niby znana konwencja J-horroru: długowłosy upiór i specyficzny sposób poruszania, a reżyser filmu, Kim Ji-woon potrafi uczynić tę scenę autentycznie przerażającą. Znów zagrała sceneria najbezpieczniejszego miejsca pod słońcem, czyli sypialni, która została zderzona z irracjonalną rzeczywistością. Tym razem jest ona niejako podwójnie irracjonalna, bo bohaterka film Su-mi widzi zmarłą matkę, a zarazem postać ta jest senną marą. Okazuje się bowiem, że dziewczyna śni senny koszmar. Koreański reżyser nie tylko inteligentnie zreinterpretował konwencje J-horroru, ale ukazał na czym polega istotą koszmaru.  Na tym, że po przebudzeniu trwa nadal.

Fragment filmu ze wyżej opisaną sceną został usunięty z You Tube, a zatem proponuje scenę rodzinnego obiadu, a zwłaszcza to, co rozegrało się w kuchni już po wyjściu gości.

3. 

JU-ON THE CURSE (Japonia, 2000)


Scena: Kayako spełza ze schodów

I pewnie wiele osób poczuje się rozczarowanych. Ale ja uważam scenę z Kayako spełzającą za schodów za jedną z najlepszych w dziejach gatunku. Takashi Shimizu stosuje podobną taktykę jak Nakata w „Ringu”. Przez znaczną część filmu wznieca niepokój widza mnożąc różne dziwne, budzące grozę zdarzenia, by w kulminacji zaprezentować taką sceną jak ta z Kayako i schodami. Dwie rzeczy tworząc moc tego niezapomnianego fragmentu z serii „Ju-on”. Po pierwsze połączenie estetyki J-horroru (długowłosy upiór, nastrój itp.) oraz estetyki gore (wygląd Kayako - zakrwawionej, z potwornie okaleczoną twarzą). Po drugie nieludzki charakter postaci upiora: Kayako nie schodzi ze schodów czy jak przystało na ducha – płynnie w powietrzu, lecz niczym wielki wąż spełza z nich, wlokąc swe ciało. Kayako nie wypowiada ani jednego słowa, zamiast słów z jej ust wylewa się ohydna krwawa maź. Twarz słynnej bohaterki w tej scenie przypomina maskę demona, potwora. Mimo pozorów  kobiecych kształtów nie ma ona charakteru ludzkiego. 

Zwróćmy też uwagę na jeszcze jeden element. Realizm. Moc tej sceny podkreśla niemal całkowita rezygnacja z efektów specjalnych. Wszystko załatwia się odpowiednią charakteryzacją, pracą kamery i grą aktorów.
Z powodu niedostępności omawianej sceny z "Ju-on.The Curse" - niemal identyczna, ale z kinowego "Ju-on The Grudge".

2. 

RINGU (JAPONIA, 1998)


Scena: Sadako wypełza z telewizora 

Jedna z najsłynniejszych scen w dziejach horrorów. Wydać się może, że wybór tej sceny na tak wysoką pozycję, jest banalny i kompletnie nie zaskakujący. Ale widziałem „Ringu” po raz pierwszy, kiedy tylko nieliczni w Polsce mieli okazje zobaczyć ten film, a Internet był społecznym luksusem. To bardzo ważne, by podchodzić do filmu, a zwłaszcza horroru ze świeżym umysłem, niezmąconym zwiastunami, recenzjami i opiniami innych. 

Scenie z telewizorem zawdzięczam kilka nieprzespanych nocy. Dlaczego? Warto zwrócić uwagę na taktykę, którą Nakata zastosował w swym słynnym horrorze. Przez cały „Ringu” dzieją się różne dziwne rzeczy, ale nie są one szczególnie przerażające. To nie szkodzi. Wystarczy, ze zasiewają w serach widzów niepokój, konsekwentnie utrzymywany aż do sceny kulminacyjnej z Sadako, wyłażącej z telewizora. Inaczej mówiąc Nakata urabia wrażliwość widza. Jednocześnie z premedytacją odracza moment eskalacji filmowego strachu, wzbudzając w odbiorcy przekonanie, że „już nic strasznego się nie zdarzy”. Nie bez znaczenia jest też sama mistrzowska aranżacja sceny, w której rzeczywistość doskonale znana i oswojona (pokój z  telewizorem) zostaje zderzona z rzeczywistością irracjonalną, wymykającą się rozumowemu poznaniu ( wszak postacie nie wychodzą z telewizora). Nakata w mistrzowski sposób dowodzi, że nawet powszechnie używany telewizor może być przerażającym narzędziem wywoływania strachu.

1. 

PULSE (2002)

>

Scena: Zjawa płynąca w powietrzu

Wybór tej sceny na zwycięzcę zestawienia „najstraszniejszych scen” może wydać się zaskoczeniem. Ale tylko pozornie. “Pulse” Kiyoshi Kurosawy to niezwykły obraz między innymi za sprawą sceny „ze zjawą płynącą w powietrzu”. Kurosawa  umieścił scenę, która rozpisana w scenariusz, w ogóle nie powinna się znaleźć w horrorze. Co może być przerażającego w tym, że nieznajoma kobieta, której twarzy nawet nie widać, zaczyna w spowolnionym tempie kroczyć w stronę bohatera? A jednak! Kurosawa dobrze wie, że przeraża to, co wykracza poza nasze życiowe doświadczenie, poza racjonalną wiedzę., poza rozumowe ogarnięcie.  Aby dogłębnie przerazić człowieka nie trzeba straszyć go tłumami potworów ani rozlewać litrów krwi. Wystarczy mały zgrzyt w otaczającej nas rzeczywistości, by z oswojonej i bezpiecznej stała się groźna i niebezpieczna. Dlatego Kurosawie wystarcza dziwnie poruszająca się kobieta.  Kurosawa wie także, że im mocniejszy efekt chce się osiągnąć, tym bardziej realistyczne musi być przedstawienie nierealnego. Tajemnicza kobieta z omawianej sceny nie jest realna – pojawia się nagle, ale cała scena jest zrealizowana maksymalnie realistycznie.  Japoński reżyser stawia także na ascetyzm, świadomy minimalizm środków filmowych, a wszystko po to, by nie rozcieńczać mocy grozy zbędnymi ornamentami w postaci charakteryzacji czy efektów specjalnych. Jedyny „ornament” to spowolniony ruch zjawy, kreujący wrażenie płynięcia w powietrzu. Wszystkie te czynniki sprawiają, że Kurosawa osiąga niemożliwe. Tworzy tak silną sugestię, iż wydaje się, że sfilmował prawdziwego ducha a nie aktora udającego zjawę. Jeśli kiedykolwiek udało się dotknąć Innego Wymiaru, to dokonał tego w tej scenie Kiyoshi Kurosawa.

A na deser 20 najstraszniejszych azjatyckich horrorów wg You Tube (niektóre typy dość kontrowersyjne)

 

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

TOP 10: The Most Weird Things in Asian Horror Movies


HOUSE 
(Japonia, 1977)


Krwiożerczy fortepian 

Kategoria: tworzywo i twórca. Fortepian. Piękny instrument kojarzący się ze sztuką przez duże “S”, muzyką poważną, konkursem Chopinowskim, wytworną salą koncertową i elegancko ubraną, elitarną publicznością. Ale nie w horrorze. I to w tak szalonym jak obraz Nobuhiko Obayashi, „The House” („Hausu”) – istnej psychodelicznej orgii, w której malowane w pstrokatych kolorach niebo i animowany pociąg są na porządku dziennym. Ostentacyjna sztuczność świata przedstawionego jest świadomą strategią reżysera, a jednym z najbardziej niezwykłych jej wyrazów jest scena z krwiożerczym fortepianem. Kto wie może jesteśmy okłamywani i nasz narodowy geniusz Fryderyk Chopin wcale nie zmarł na gruźlicę, lecz spotkało go, to co bohaterkę filmu Obayashiego? Wersja o gruźlicy jest znacznie łatwiejsza do przyjęcia niż o makabrycznej śmierci we wnętrznościach żarłocznego fortepianu.





UNDEAD POOL
(Japonia, 2007)


Laserowe łono 



Kategoria: parytety. Jeśli ktoś na oglądał się japońskiego kina grozy, a zwłaszcza erotycznego może dojść, do skądinąd słusznego wniosku, że Japończycy panicznie boją się kobiet. Żeby oswoić swoje lęki w niezliczonej ilości filmów poniżają panie, biją, gwałcą i mordują na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby. Jest też druga metoda egzorcyzmowania kobiecości, czyli prezentowanie przedstawicielek płci pięknej jako bestii z piekła rodem. Nawet Bogu ducha winny wdowiec nie może czuć się bezpieczny umawiając się z nieśmiałą, uległą dziewczyną, bo może się okazać, że trzyma w domu, w worku jakiegoś nieszczęśnika („Gra wstępna”)? A już o japońskich uczennicach w kusych spódniczkach nawet nie ma w co wspominać. Bo albo bywają są żywymi trupami („Stacy”) albo w najlepszym razie zamiast ramienia mają karabin maszynowy („The Machine Girl”). Ale nie są to bynajmniej wszystkie niebezpieczeństwa czyhające ze strony pań. Okazać się bowiem może, że niewinnie wyglądając nastolatka jest wyszkolonym w zabijaniu tajnym agentem i że jej najskuteczniejszą bronią jest…laserowe łono! Nie wierzycie? To polecam japoński horror Kôji Kawano, „Undead Pool” („Joshikyôei hanrangun”)





THE ETERNAL EVIL OF ASIA 
(Hongkong, 1995)


Człowiek-penis 

Kategoria: dosłowność. “Dickhead” to angielski wulgaryzm oznaczający “fiuta”, “kutasa” itp.. Ale czy to tylko słowo? Twórcy hongkońskiego filmu z nurtu Cat. III, czyli kina eksploatacji, „The Eternal Evil of Asia” („Nan yang shi da xie shu”) postanowili udowodnić, że jeśli kogoś określamy mianem „dickhead”, to nie powinniśmy rzucać słów na wiatr. Ten ktoś po prostu musi być „fiutem”. I to dosłownie! Niewiarygodne? To spróbujcie obrazić tajlandzkiego czarownika takim epitetem, a przekonacie się co jest niewiarygodne a co nie. W każdym razie bohater filmu Chin Man Keia przekonał się o tym na własnej skórze, a raczej własnej głowie. Poniższa scena z filmu jest tego dowodem.

OK. 2.55 min.





TOKYO GORE POLICE
(Japonia, 2008)


Kobieta-fotel 



Kategoria: meble. Jesteście może młodym małżeństwem i zamierzacie się wprowadzić do nowego przestronnego mieszkania? Szukacie gustownych a przy tym niebanalnych mebli? Być może Yoshihiro Nishimura, reżyser i specjalista od efektów specjalnych mógłby wam pomóc. Myślę, że za rozsądną cenę mógłby wam odsprzedać jeden z rekwizytów z planu zdjęciowego jego groteskowo-makabrycznego splattera, „Tokyo Gore Police”. Co byście powiedzieli na kobietę-fotel (przy czym słowo „kobieta” może być nieco kłopotliwe w odniesieniu do tego nietypowego przedmiotu (osoby?)). Zresztą sami zobaczcie.


Poniżej zamiast kobiety-krzesła, dziewczyna-aligator 




ROBO-GEISHA
(Japonia, 2009)


Gejsze androidy 

Kategoria: wizytówka kulturalna. Japonia to ciekawy kraj, zwłaszcza jeśli zapragnęlibyśmy zamieszkać w nim w nieodległej przyszłości. Jeśli akurat nie nawiedziłaby go epidemia samobójstw („sucide Club”), uczennic-zombie („Stacy”), tudzież mutantów (‘Mutant Girls Squad”), to moglibyśmy trafić w sam środek wojny. I to wojny między gejszami. Przynajmniej taką wizję roztacza przed nami Noburo Iguchi, w „Robo-Geisha”. Przy czym w jego filmie gejsze, tylko z pozoru przypominają miłe panie w bogato zdobionych kimonach, z wachlarzami w dłoniach. W rzeczywistości są to bojowe androidy wyposażone w ostrza wyskakujące z pośladków, piły tarczowe z ust oraz lasery z oczu. Co więcej owe „gejsze” potrafią przeobrazić się w opancerzone pojazdy bojowe. Na serio? W „Robo- Geisha” (przy którym maczał place także Yoshihiro Nishimura) nic nie jest na serio, ale ten niezwykły wynalazek w postaci zrobotyzowanych, śmiertelnie niebezpiecznych gejsz dopisuje do listy najbardziej zwariowanych azjatyckich rzeczy.





ROBO-VAMPIRE 
(Hongkong, 1988)


Wampir-goryl i Robot-wampir 

Kategoria: chińska podróbka. „Robo-Vampire” Godfreya Ho zdradza wyraźną tęsknotę jego twórców za rodzimą, swojską wersją Robocopa, a nawet King Kongiem. Swojską, czyli tanią, głupią i tandetną do potęgi. W Hongkongu nie jest o to trudno, skoro kręci się w nim filmy o tak znaczących tytułach dla kinematografii światowej, jak „Holy Virgin vs. the Evil Dead”. Co więcej w Hongkongu kręci się również jedyne na świecie horrory, w których wampiry z bliżej nieznanych powodów podskakują z wyciągniętymi przed siebie rękoma. Wyobraźmy sobie, albo lepiej, pogódźmy się z faktem, że Godfrey Ho i jego ekipa przyszykował widzom obraz wręcz szokujący. Ubrany w posrebrzany uniform z ortalionu Robocop ściga podskakującego wampira z maską goryla (kupioną na festynie odpustowym), a ów „wampir” w stroju mandaryna strzela laserami z dłoni. To nie żart, to „Robo- Vampire”!






DEMONIC BEAUTY 
(Tajlandia, 2002)


Latająca głowa z wnętrznościami 

Kategoria: atrakcje turystyczne. Tajlandia, jak wiadomo, kraj egzotyczny, toteż nie powinniśmy się szczególnie dziwić, że na prowincji dzieją się tam zastanawiające rzeczy. Jesteśmy sobie na przykład na romantycznej randce, przy świetle księżyca, w powietrzu latają malaryczne komary, w trawie syczą jadowite węże i nagle coś się porusza miedzy gałęziami drzew. Wiewiórka? Sowa? Nasz przodek sprzed kilku milionów lat? O nie! To latająca głowa, z której zwisa kawałek kręgosłupa i wnętrzności. Ohyda! A pomyśleć, że owa makabryczna głowa to miejscowy rodzaj wampira zwany kraseu i jedna z atrakcji turystycznych tajlandzkiej prowincji. Mimo wszystko wolimy nasze swojskie rusałki, wiedźmy, ewentualnie gargulce.





SHAKE, RATTLE & ROLL 
(Filipiny, 1984)



Nawiedzona lodówka 

Kategoria: nawiedzone AGD. W biednych krajach, takich jak choćby Filipiny, trzeba uważać na to, co się kupuję. A nuż natrafimy na przykład na nawiedzoną lodówkę. Niby zwykła lodówka, a tu tymczasem okazuje się, że ów przedmiot jest niezwykle żarłoczną bestią połykającą każdego, kto na swe nieszczęście otworzy jej drzwi. Zamiast przychodzić gospodynią domowym z pomocną dłonią, owa zdradziecka lodówka te dłonie pożera. A mówią, że największe buble produkują w Chinach.

Filmik z tą sceną został usunięty z You Tube, a zatem coś zastępczego



ANAK NI ZUMA
(Filipiny, 1987)


Czarodziej z gumowym wężem

Kategoria: reklama przemysłu gumowego. We filipińskiej dżungli, gdyby zdarzyło się nam do niej trafić, można natknąć się na wyjątkowo egzotyczne istoty. Ot, choćby na łysego czarodzieja błąkającego się po okolicy z dwugłowym wężem wokół szyi (zamiast szala). Nie wpadajmy w panikę ani nie wpadajmy w osłupienie. To tylko reklama przemysłu gumowego, z którego ów wąż jest wykonany. ( Całkiem możliwe, ze napotkamy także człowieka w gumowej masce jaszczurki i z gumowym ogonem – to tylko reklama konkurencyjnej firmy zajmującej się produktami gumowymi.).




THE OILY MANIAC 
(Hongkong, 1976)


Olejowy człowiek 

Kategoria: sposób na problemy dnia codziennego. Rzuciła cię dziewczyna, komornik zajął ci łóżko, szef pominął przy awansie, pies sąsiada nasikał na wycieraczkę? Twórcy hongkońskiego horroru „The Oily Maniac” („Sou gui zi”) znaleźli sposób na te i inne dolegliwości życia codziennego. Wystarczy wykopać sobie po środku domu dziurę w podłodze i wypowiedzieć kilka zaklęć, a pochłonie nas wrzący olej, z którego wyłonimy się całkowicie odmienieni. Staniemy się olejowym człowiekiem, który rozwiąże wszystkie nasze problemy. Odbije dziewczynę z rąk bufonowatego konkurenta, przepędzi komornika, przerazi szefa i zamieni pieska w plamę oleju, a i jeszcze dotankuje sobie zupełnie gratis paliwa. Tylko dlaczego olejowy człowiek wygląda jak uczestnik zapasów w błocie?