Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KSIĄŻKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KSIĄŻKA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 października 2015

JEDNOSTKA 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych



Zrealizowany w 1988 r. hongkońsko-chiński shocker, „Men Behind the Sun” w reżyserii Mou Tun-feia opowiada o ostatnich latach tajnej japońskiej bazy znanej jako Jednostka 731. W jednostce tej prowadzono eksperymenty nad bronią biologiczną wykorzystując do tego celu chińskich i rosyjskich jeńców oraz okoliczną ludność. Obraz Mou zyskał status filmu kultowego i zapoczątkował hongkońską odmianę kina eksploatacji – Category III, lecz nade wszystko stał się jednym z pierwszych źródeł, obok opracowania Seiichi Morimury, o tajnym japońskim projekcie zaawansowanych prac nad bronią biologiczną. Oglądając „Men Behind the Sun”, którego twórca nie szczędzi najpotworniejszych obrazów okrucieństwa w imię abstrakcyjnie pojętej nauki, zastanawiałem się ile w tej naturalistycznej makabrze prawdy historycznej, a ile cynicznej gry pod publikę. Wydana w Polsce z ponad osiemnastoletnim opóźnieniem (ale lepiej późno niż wcale) książka Hala Golda „Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych” potwierdza szlachetne intencje chińskiego reżysera. To, co zobaczyliśmy w filmie zdarzyło się naprawdę. Co więcej skala bestialstwa, do której dochodziło w tytułowej jednostce i jej filiach porozrzucanych po całym regionie Wschodniej Azji znacznie przekraczała to, co widzowie mogli zobaczyć w hongkońsko-chińskim shockerze.

sobota, 23 listopada 2013

OSTATECZNE WYJŚCIE (Natsuo Kirino, 2005)



Zbrodnia to niesłychana,
Pani zabija pana.

/„Lilje”, Adam Mickiewicz/

Największe zło to tolerować krzywdę.
/ Platon /

Natsuo Kirino nie trzeba chyba specjalnie przedstawiać polskim czytelnikom. W Polsce zostały wydane cztery jej powieści: „Groteska”, „Prawdziwy świat”, „Wyspa Tokio” oraz recenzowane „Ostateczne wyjście”, co jest wprawdzie małą kroplą twórczości japońskiej pisarki, której dorobek obejmuje dziewiętnaście powieści, kilka cyklów powieściowych (m.in. cieszący się sporą popularnością seria o przygodach detektywa Miro Murano) oraz wiele nowel i opowiadań, niemniej te cztery powieści oddają skalę talentu i zainteresowań pisarki. Kirino swoją przygodę z profesjonalnym pisarstwem zaczęła w 1984 r. od powieści … romansowych, lecz sławę i międzynarodowe uznanie przyniosły jej zupełnie inny rodzaj literatury. Przełom nastąpił wraz z wydaniem w 1997 r. powieści „Auto” (Kodnasha) na Zachodzie znanej pod angielskojęzycznym tytułem „Out” w naszym kraju jako „Ostateczne wyjście”. Utwór Kirino nagrodzono najbardziej prestiżowym wyróżnieniem przyznawanym pisarzom powieści kryminalnych Mystery Writers Japan Award. Książka spotkała się także z entuzjastycznym przyjęciem także na Zachodzie. Jej angielskie tłumaczenie znalazło się w finale najważniejszej nagrody dla twórców literatury, m.in.kryminalnej, Edgar Award. Wszystkie te wyróżnienia i entuzjastyczne recenzje znawców gatunku, jak i zwykłych czytelników, otworzyły Kirino drzwi na świat i dziś Japonka jest jedną z najpopularniejszych autorek kobiecych powieści kryminalnych z Azji. Czy „Ostateczne wyjście” jest zatem faktycznie tak dobre, czy to tylko efekt jakiejś przejściowej mody?

piątek, 21 czerwca 2013

WYSPA TOKIO (Natsuo Kirino, 2012)



Natsuo Kirino, Wyspa Tokio, tłum. Renata Sowińska-Mitsui, Wyd. Sonia Braga, 2012

Gdy tylko pojawia się na półkach polskich księgarń kolejna powieść Natsuo Kirino (ur. 1951), sięgam po nią bez najmniejszego wahania. Chociaż w Polsce znane są ledwie cztery powieści Japonki z jej bogatego dorobku literackiego, obejmującego dwadzieścia cztery pozycje beletrystyczne, zbiory opowiadań i esejów, to nie mam żadnych wątpliwości, że kolejne dzieło autorki warte jest ze wszech miar zainteresowania. Kirino to gwarancja jakości, mimo iż następne po wybitnym „Ostatecznym wyjściu” (2006) powieści: „Groteska” i „Prawdziwy świat” spotykały się z mniej entuzjastycznym przyjęciem przez polskich czytelników. Najnowsza książki pisarki: „Wyspy Tokio” (wyd. oryg. 2008) wydana w naszym kraju zbiera różne recenzje, ale nikt nie podważa wysokiego poziomu tego utworu.

piątek, 22 marca 2013

JONI`S PROMISE (Janji Joni, 2005, Indonezja)




O co chodzi?

Joni jest młodym chłopakiem, który z oddaniem poświęca się swojej profesji: dostarczaniu taśm filmowych do kin. Chociaż praca nie jest najlepiej płatna, Joni jest z niej dumny, ponieważ jest najważniejszą osobą w procesie dystrybucji. Jeśli spóźni się z dostarczeniem rolek z filmami, projekcja zostaje wstrzymana. Poczucie dumy z wykonywanego zawodu nie idzie w parze z poczuciem szczęścia w relacjach z dziewczynami. Joni nikogo nie ma, ale chciałby mieć. Gdy pewnego dnia dostrzega w tłumie widzów czekających na pokaz piękną nieznajomą, zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Dziewczyna przyszła do kina ze swoim chłopakiem, ale nie jest szczególnie zadowolona z jego towarzystwa, bo jej partner to arogancki bufon. Joni ośmiela się zatem podejść do pięknej dziewczyny i nawiązać z nią rozmowę. Chłopak w końcu pyta o imię rozmówczyni, ta zaś stawia warunek: dostarczyć na czas rolkę filmu, który zamierza obejrzeć nieznajoma. Dla Joni`ego to chleb powszedni, więc przyjmuje warunek. Proste zadanie nieoczekiwanie komplikuje się, gdy złodziej kradnie chłopakowi motocykl. Od tego momentu całe miasto sprzysięga się przeciw Joniemu.

czwartek, 2 sierpnia 2012

KRAINA WÓDKI (Mo Yan)




Maotai to najpopularniejszy w Chinach alkohol – biała wódka wydestylowana ze sfermentowanych ziaren sorgo o zapachu sosu sojowego. Mimo specyficznej woni, przywodzącej na myśl… płyn hamulcowy, jest to trunek reprezentacyjny, którym raczony był m.in. prezydent USA, Richard Nixon, gdy w 1972 podczas wizyty w Chinach 1972 r. Ale powód, dla którego wspominam o tym alkoholu jest inny. Maotai ( i wiele innych alkoholi) jest bowiem także  „bohaterem” książki, „Kraina wódki”, chińskiego psiarza Mo Yana.

Mo Yan to literacki pseudonim artysty, który przyszedł na świat w 1955 r. jako Guan Moye. Mo jest w Polsce raczej mało znany: poza „Krainą wódki” (2006), wydano w naszym kraju jeszcze jego powieść „Obfite piersi, pełne biodra” (2007), natomiast na Zachodzie był uważany za poważnego chińskiego kandydata do literackiej nagrody Nobla. Ostatecznie najbardziej prestiżowe dla każdego twórcy wyróżnienie powędrowało w 2000 r. do rąk Gao Xingjiana, niemniej Mo pozostaje jednym z najwybitniejszych chińskich przedstawicieli współczesnej literatury Państwa Środka. Jego twórczość wyraźnie jest inspirowana dokonaniami Lu Xuna (1881-1936), ojca współczesnej literatury chińskiej, do którego w „Krainie wódki” Mo często nawiązuje (zwłaszcza do jego kanibalistycznego opowiadania „Dziennik szalonego”, 1918). Lu Xun słynął bowiem z niezwykle drapieżnych utworów, portretujących z dużym krytycyzmem chińskie społeczeństwo. Zachodnia krytyka społeczne odniesienia dostrzega również w twórczości Mo, co być może stało się powodem, dla którego jego książkami zainteresował się bodaj najsłynniejszy chiński reżyser, Zhang Yimou, podpora tzw. Piątej Generacji. Adaptacja „Czerwonego sorgo” (1987) była pełnometrażowym debiutem twórcy „Hero”, który po twórczości Mo sięgnął jeszcze raz, przenosząc na ekran nowelę pisarza, „Shifu: You'll Do Anything for a Laugh” jako „Happy Times” (2000).

piątek, 18 listopada 2011

MISS BANGKOK.WYZNANIA TAJSKIEJ PROSTYTUTKI (Bua Boonmee)


Tajlandia to piękny egzotyczny kraj. Oszałamia zachodnich turystów bujną tropikalną przyrodą, bogactwem i różnorodnością wiekowej kultury, wyrażającej się w zachwycających buddyjskich świątyniach wat czy też przepychem królewskich pałaców. A jednak zdecydowana większość obcokrajowców ceni sobie Tajlandię nie z powodu kulturowego bogactwa i dostarczania duchowych przeżyć, lecz ze znacznie mniej wzniosłych, bardziej przyziemnych atrakcji. Tajlandia, a konkretnie największe miasto kraju, Bangkok oraz coraz liczniejsze nadmorskie kurorty, m.in. Patpong, Pataja czy Puket to raje erotycznej seksturystki. Za śmiesznie małe pieniądze ( za ok. 20 euro) można spełnić każdą, najbardziej wyuzdaną fantazję niezależnie czy jest się mężczyzną, kobietą czy hermafrodytą. Prostytucja w Tajlandii oficjalnie jest zakazana, ale władza interweniuje tylko w sytuacjach najbardziej ewidentnych, gdy ktoś zostanie poszkodowany albo dojdzie do rażących zachowań. Nic dziwnego. Wpływy ze seksturystyki wynoszą ponad 3% tajskiej gospodarki, zapewniając zatrudnienie ok. dwustu tysiącom osób (niektórzy sądzą, że jest to liczba sięgająca nawet jednego miliona). W Tajlandii właściwie nie ma stręczycielstwa, a prostytucja jest powszechnie akceptowana. Niejednokrotnie biedne wiejskie rodziny wysyłają młode dziewczęta do miast i kurortów, by zarabiały swym ciałem, ponieważ mogą one przynieść dochód nierzadko równowarty miesięcznym zarobkom całej familii. Ale czy rzeczywiście wszystko przebiega tak gładko? Państwo zarabia, biedna prowincja zarabia, dziewczyny zarabiają a klienci z całego świata są wniebowzięci, otrzymując możliwość spełniania swych najdzikszych erotycznych fantazji za tanie pieniądze. Czyżby więc wszyscy byli zadowoleni? Otóż jednak nie wszyscy. Licząca ledwie sto siedemdziesiąt stron książka niejakiej Bua Boonmee, „Miss Bangkok. Wyznania tajskiej prostytutki” jest próbą przybliżenia polskiemu czytelnikowi żałosnego losu tajlandzkich dziewczyn, które zazwyczaj uciekając przed biedą, godzą się sprzedawać to, co mają najcenniejsze: swe młode, świeże ciała, stanowiące nie tylko ich osobisty, lecz także narodowy kapitał. Bo to dzięki tym anonimowym dziewczynom (ale i chłopcom) tajlandzki seks-biznes wciąż miewa się dobrze, przynosząc ok. czterech miliardów dolarów zysku.

czwartek, 22 września 2011

AKIRA KUROSAWA- TWÓRCA JAPOŃSKI, TWÓRCA ŚWIATOWY (wyd. zbiorowe)



„Tron we krwi” (1957) Akiry Kurosawy powszechnie uważany jest za najwybitniejszą filmową adaptację „Makbeta” Williama Szekspira. Ktoś mógłby pomyśleć: czy to możliwe, aby wyrwana z europejskiego kontekstu kulturowego, z elżbietańskiej scenerii, z judeochrześcijańskiego światopoglądu opowieść o Makbecie mogła zaistnieć w zupełnie odmiennej kulturze, czasie i miejscu? Dla Kurosawy - jak najbardziej możliwe. Co więcej, twórca „Rashomona” nie tylko przenosi akcję dramatu Szekspira w realia szesnastowiecznych wojen feudalnych na Hokkaido, ale właśnie w „Tronie we krwi”,  z obfitością niespotykaną w pozostałych filmach Japończyka, wprowadza elementy tradycyjnego teatru nō. „Tron we krwi” stanowi symboliczną esencję całej twórczości wybitnego japońskiego reżysera, której cechą jest coś więcej niż tylko kosmopolityzm. W jego filmach Szekspir koegzystuje razem z maskami z teatru nō, , a Dostojewski i amerykańskie kino gatunkowe z samurajami. W filmach Kurosawy Wschód spotyka się ze Zachodem. Kurosawa jest bowiem „japoński” a zarazem „światowy”.

czwartek, 26 maja 2011

JAK CZECH Z POLAKIEM: WYWIAD ZE MNĄ O HORRORZE, KSIĄŻCE I POLSCE


Mój czeski znajomy Honzo, używający nicka Eraserhead, który prowadzi  BLOG  o horrorach i który jest wielkim fanem Polski, polskich książek i polskiego języka przepytał mnie na okoliczność mojego zamiłowania do kina grozy, książce „Strach ma skośne oczy. Azjatyckie kino grozy”, horroru z Azji, popularności gatunku w Polsce i przyszłości światowego kina grozy. Honzo był dociekliwy, więc nie szczędził mi pytań. Efektem tego przepytanka jest "wywiad-rzeka" (no, może rzeczka), który pojawił się na największym czeskim portalu grozy  STUDNA NET. .Oryginalny wywiad przetłumaczony przez Honzo znajdziecie natomiast  TUTAJ

Wywiad ten (nieco skrócony) możecie przeczytać po polsku poniżej:         
  

Jak i kiedy zainteresowałeś się horrorem? Czy przypominasz sobie pierwszy horror (film lub książkę), który sprawił, że na dobre postanowiłeś zainteresować się tym gatunkiem?

Mój pierwszy kontakt z horrorem nastąpił za sprawą …teatru telewizji. W Polsce w każdy poniedziałek można zobaczyć telewizyjną wersję jakiejś znanej sztuki. Kiedy byłem dzieckiem zobaczyłem w ten sposób teatralną adaptację powieści Josepha Sheridana Le Fanu o wampirzycy Carmilii i był to mój pierwszy kontakt z grozą. Przez wiele lat interesowałem się filmem, ale niekoniecznie horrorem. Na dobre filmem grozy zacząłem się interesować, gdy obejrzałem w 1998 r. japoński horror „Ringu” Hideo Nakaty. 

Interesujesz się bardziej horrorem filmowym czy raczej literackim? Którym i dlaczego?

Zdecydowanie filmowy. Nie przypominam sobie żadnego literackiego horroru, który zrobiłby na mnie jakieś szczególne wrażenie. Jeśli podobają mi się powieści grozy to raczej te z gatunku thrillera, jak na przykład genialna powieść japońskiej pisarki Natsuo Kirino, „Out” (podaje oryginalny tytuł), czy też szokująca książka Breta Eastona Ellisa, „American Psycho”. Tę ostatnio zresztą trudno przyporządkować do jakiegoś konkretnego gatunku.

Czy masz ulubiona odmianę kina grozy? Zombie, slasher, duchy....? A który lubisz najmniej?

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

RECENZJE KSIĄŻKI : "STRACH MA SKOŚNE OCZY. AZJATYCKIE KINO GROZY"



A taką zbiorówkę recenzji zrobiłem, żeby było dla wnuków ;)
Żaden z poniższych tekstów - wierzcie lub nie - nie był sponsorowany. Niektóre zostały napisane przez osoby, które znają mnie tylko z okładki książki.


 KINO NR. 10/2011 Przemysław Lebida

Tekst recenzji publikuję za zgodą Redakcji KINA oraz autora


Azjatycka wędrówka w mrok

 Często mówi się, że lubimy się bać, choć zapewne wszyscy mamy uzasadnione wątpliwości wobec racjonalności tej tezy, wszak strach nie kojarzy się z emocją przyjemną ani specjalnie pożądaną. Nawet zdania na temat chęci jego odczuwania są podzielone. Jedni upatrują w tym zupełnie zwyczajną potrzebę podniesienia poziomu adrenaliny, inni wskazują, że pragniemy przeżywać lęk, aby tym wyraźniej poczuć ulgę, gdy jego źródło minie.

Poprzez proces projekcji-identyfikacji ta potrzeba również w kinie, gdzie zagrożenie spotykające bohatera odbieramy tak, jakby dotykało nas samych.  O irracjonalnej sile tej emocji, działającej uzależniająco, świadczy duża popularność horroru nie tylko w jego filmowej, lecz także literackiej i ludycznej postaci. Spostrzeżenie to wydaje się niezmienne od wieków i niezależne od szerokości geograficznej: zarówno w Polsce, USA, jak i Japonii.

środa, 23 marca 2011

Wywiad z autorem książki „Strach ma skośne oczy. Azjatyckie kino grozy”


Wywiad został zamieszczony 22.03.11 na łamach portalu


HORROR ONLINE: Nie od dziś wiadomo, że jesteś wielkim wielbicielem kultury i sztuki filmowej Dalekiego Wschodu. Jak to wszystko się zaczęło?

Gdybym miał wskazać na konkretne wydarzenie, to na pewno byłby to seans „The Ring-Krąg”. W rzeczywistości był to długi proces poprzedzony moim trwającym od szkoły podstawowej zainteresowaniem filmem. Kiedy zacząłem nałogowo oglądać azjatyckie filmy (nie tylko horrory), naturalną koleją rzeczy – przynajmniej dla mnie – stało się zainteresowanie kulturą i sztuką Dalekiego Wschodu. Azjatyckie kino jest zbyt mocno osadzone we własnej kulturze, by można było ją zignorować. Chyba, że kogoś zadawala bardzo pobieżne oglądanie filmów.

HO: Skąd pomysł na "Strach ma skośne oczy"?

Pomysł na „Strach ma skośne oczy” był rezultatem mojej fascynacji azjatyckim kinem grozy. Motywowało mnie także wyzwanie, którym było napisanie pierwszej w Polsce monografii poświeconej azjatyckiemu horrorowi.

HO: Książkę pisałeś 4 lata. To szmat czasu. Co było najtrudniejsze podczas Twojej pracy?

Rzeczywiście, książkę pisałem cztery lata, ale z przerwami. Jedna trwała nawet siedem miesięcy, ponieważ okazało się, że żadne z kilkunastu wydawnictw, którym przedstawiłem wstępną propozycję mojej książki, nie wyraziło nią zainteresowania. To był najtrudniejszy moment w sensie psychologicznym, bo właściwie niemal się poddałem. Ale tak często bywa, że gdy traci się już ostatnią nadzieję, los niespodziewanie się uśmiecha. I tak, zupełnie przypadkowo, natrafiłem na baner wydawnictwa Kwiaty Orientu. Ostatecznie to ono wydało moją książkę.

Natomiast w sensie organizacyjnym najtrudniejsze było gromadzenie materiałów. Zwłaszcza, że zdobywałem materiały wszelkimi dostępnymi sposobami: przez znajomych z zagranicy, przez kupno na Amazonie i innych księgarniach internetowych, dzięki uprzejmości przyjaciół, którzy pożyczali mi różne opracowania. Korzystałem również z prywatnych materiałów a także z niezgłębionych zasobów Internetu. Pozbierać te wszystkie materiały, zwłaszcza, że schodziły one do mnie w dość dużych odstępach czasowych, a potem zapoznać się z nimi i obejrzeć opisywane w książce filmy – to był rzeczywiście spory wysiłek.

HO: Z tego, co wiem, podczas pisania książki nie byłeś ani razu w bibliotece...

To prawda. Nie byłem ani razu, ponieważ przypuszczam, że w żadnej z polskich bibliotek nie znalazłbym książek, z których korzystałem. A na pewno nie znalazłbym tam filmów, które były dla mnie podstawową, obowiązkową „lekturą”.

HO: Jak wyglądał cykl Twojej pracy przy pisaniu "Strach ma skośne oczy"?

Cykl mojej pracy nad „Strach ma skośne oczy” uzależniony był od mojego wolnego czasu a jeszcze bardziej od dostępności materiałów w danym czasie. Zmieniała się także koncepcja książki. Początkowo miał to być klasyczny leksykon z rodzaju „100 horrorów” czy „Leksykon horroru”. Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że chce zbyt wiele napisać, by ta formuła okazała się wystarczająca. Później pojawiła się koncepcja, aby opisać wszystkie azjatyckie kinematografie i to tak egzotyczne jak Indie i Pakistan. I rzeczywiście opisałem horror indyjski i horror z krajów Azji Południowo- Wschodniej, ale wtedy dotarło do mnie, że książka będzie mieć ok. 1500 stron i nie ma żadnej szansy, by ktoś takiego giganta chciał wydać. W sumie więc gdzieś po dwóch latach wykrystalizowała się ostateczna forma książki.

HO: W swojej książce piszesz o filmografii kilku krajów. Masz swojego faworyta spośród tego grona?

Dobre kino nie zna granic geograficznych. Cenię sobie horror koreański ze względu na skłonność do ubogacania konwencji grozy o elementy dramatu psychologicznego i obyczajowego. W konsekwencji bowiem otrzymujemy takie perły filmowej grozy jak „A Tale of Two Sisters” czy „Epitaph”. Z kolei japońskie horrory są najbardziej zróżnicowane i najbardziej przerażające. Uwielbiam ten japoński patent na łączenie grozy z groteską i surrealizmem.

HO: Czy strach naprawdę ma skośne oczy? W czym tkwi przewaga kina azjatyckiego nad kinem zachodnim?

To pytanie, na które odpowiedź mogłaby mieć rozmiary obszernego artykułu. Generalnie przewaga Wschodu nad Zachodem polega na tym, że azjatyccy twórcy mają większą swobodę twórczą. Dzięki temu azjatyckie kino jest o wiele odważniejsze, bardziej bezkompromisowe, świeższe, nie ograniczone konwencją gatunkową i producenckim schematami. Azjaci nie są w aż takim stopniu jak ich zachodni koledzy skrępowani budżetem, który jest znacznie mniejszy oraz presją uzyskania jak najlepszego wyniku finansowego. Są też inne, pozafilmowe przyczyny, dla których Wschód góruje nad Zachodem. Można by je nazwać kulturowo-demograficznymi, czyli m.in wielka waga przywiązywana przez Azjatów do etosu pracy, kolektywny charakter dalekowschodnich społeczeństwo i znacznie większy pod względem demograficznym potencjał ludzki.

Oczywiście, trzeba dokonać pewnego zastrzeżenia. Powyższe uwagi odnoszą się do kina mainstreamowego, rozrywkowego, ponieważ na płaszczyźnie produkcji niezależnych nie widzę różnicy miedzy Zachodem i Wschodem. Bowiem kino niezależne kieruję się innymi priorytetami. To nie są filmy nastawione na kasę. Ich celem jest wyrażanie osobistych opinii ich twórców i podzielenie się nimi z widzami, którzy je podzielają. Nawet jeśli będzie to kilkuosobowa grupka, to i tak twórca niezależny może powiedzieć, że odniósł sukces.

HO: Uważasz, że filmy spod znaku Żółtego Kontynentu są w Polsce popularne?

Z tego co wiem, to w ubiegłym roku na ekranach polskich kin gościł – uwaga! – jeden film. Były to oscarowe, japońskie „Pożegnania”. Na dodatek film był wyświetlany tylko w kinach studyjnych. Owszem zdarzają się przeglądy azjatyckich kinematografii, jest Festiwal Pięciu Smaków i Nowe Horyzonty, ale można je potraktować jako wyjątki od reguły, która brzmi: kino azjatyckie nie jest w Polsce popularne. Smuci mnie to wielce, z drugiej strony, gdyby cieszyło się taką popularnością jak na Zachodzie Europy i w USA, prawdopodobnie nie napisałbym „Strach ma skośne oczy”. Bo dawno zrobiłby to już ktoś inny.

HO: Który azjatycki horror dał Ci najmocniej popalić?

Kandydaci są trzej. Pierwszy z nich to „The Ring-Krąg”, ponieważ był…pierwszy. Nic o nim nie wiedziałem, poza tym, że jest horrorem o nawiedzonej kasecie wideo. No i naprawdę dał mi popalić. Przez kilka następnych nocy miałem problemy z zaśnięciem, co najlepiej świadczy o sugestywnej mocy tego skromnego filmu. Dwaj pozostali kandydaci zajmują miejsce ex quo, ponieważ uważam je za równie przejmujące i wstrząsające. To „Audtition” Takashiego Miike oraz „A Tale Of Two Sisters”. Ten pierwszy dowodzi, że można pogodzić poetykę gore z piękną, niemal kontemplacyjną opowieścią o samotności i niemożności porozumienia, drugi zaś pokazuje, że nawet tak pośledni gatunek jak horror może być dziełem sztuki.

HO: Jakby dano Ci możliwość półgodzinnej rozmowy face to face z którymś z azjatyckich twórców grozy, to z kim chciałbyś porozmawiać i dlaczego?

Na pewno chciałbym przeprowadzić taką rozmowę z Takashim Miike – jednym z najinteligentniejszych współczesnych reżyserów z Azji. Ten gość ma talent, poczucie humoru, i naprawdę wiele wie o życiu, a na pewno o współczesnym kinie gatunkowym, z którego czerpie garściami. Drugim twórcą byłby Kim Ji-woon, ponieważ jest on jak mityczny król Midas: czego się nie dotknie, zamienia się w sukces. I nawet jeśli jego ostatni film „I Saw The Devil” nie zawojował rodzimej publiczności, to i tak prezentuje poziom dla większości nie osiągalny. Poza tym jako jeden z nielicznych koreańskich filmów z ostatnich lat doczekał się kinowej dystrybucji w USA.

HO: Jakie tytuły poleciłbyś osobie, która dopiero zaczyna swoją przygodę z grozą Dalekiego Wschodu?

Ten, kto chce zacząć przygodę z azjatycką grozą musi mieć świadomość, że to jest zupełnie inna estetyka. Azjatyckie kino wymaga pewnej estetycznej elastyczności i otwartości na innych rodzaj opowiadania strasznych historii. Wiele też zależy czy owa osoba chciałby obejrzeć horror nastrojowy czy gore. Jeśli ten pierwszy rodzaj, to wybór wydaje się oczywisty: „The Ring-Krąg” albo tajlandzki „The Shutter”. Natomiast jeśli ktoś gustuje w krwawym horrorze, to „Battle Royale”. A potem to już trzeba się tylko poddać wirowi azjatyckiej grozy.

HO: "Strach ma skośne oczy" to pierwsza Twoja książka. Ale czy ostatnia? Masz w planach kolejne tytuły?

Mam nadzieję, że nie ostatnia. Jest jeszcze tyle tematów związanych z azjatyckim kinem grozy, że na pewno pomysłów mi nie zabraknie. Na razie jednak otrzymałem propozycję napisania rozdziału do tomu poświęconego europejskiemu kinu gatunkowemu. To nie Azja wprawdzie, ale po napisaniu takiego kolosa jak „Strach ma skośne oczy”, przyda mi się odpoczynek od skośnookiego horroru.

HO: Piszesz recenzje i artykuły dla Horror Online, współpracujesz m.in. z Grabarzem Polskim, magazynem Tori i kilkoma innymi tytułami. Na dodatek, prowadzisz także własnego bloga. Sporo tych zajęć, jak na jedną osobę...

Jeśli robi się to, co się lubi, co jest pasją i co sprawia przyjemność, czas zawsze się znajdzie. No i bądźmy precyzyjni: prowadzę nie jeden, ale trzy blogi.

HO: Dzięki za rozmowę i powodzenia w dalszej pracy!

Rozmowę przeprowadził Mariusz M@rio Juszczyk 

piątek, 11 lutego 2011

„STRACH MA SKOŚNE OCZY. AZJATYCKIE KINO GROZY” – SZCZEGÓŁY UJAWNIONE!


Dla tych wszystkich, którzy jeszcze wahają się nad wydaniem pieniędzy i zakupem książki „Strach ma skośne oczy. Azjatyckie kino grozy”, mam podpowiedź. Odkrywam rąbka tajemnicy i ujawniam szczegóły treści książki. Oczywiście, nie wszystkie, lecz takie, które mam nadzieję, pozwolą podjąć słuszną decyzję, czyli zakupienie książki.

Oto lista filmów, którym poświęcam osobne, obszerne analizy:

JAPONIA:
The Ghost of Yotsuya
The Devil-Woman (Onibaba)
Kwaidan
House (Hausu)
Guinea Pig (seria)
The Evil Dead Trap
Tetsuo: The Iron Man
All Night Long
Naked Blood
The Ring-Krąg
Audition
Battle Royale
Voretx (Uzumaki)
Ichi The Killer
Pulse (Kairo)
Dark Water  
Sucide Club
Ju-on The Grudge
One Missed Call
Three…extremes

KOREA PŁD
Tell Me Something
Phone
Acacia
A Tale Two Sisters
Save The Green Planet
Spider Forest
The Red Shoes 
The Host
Epitaph
Hansel & Gretel

HONGKONG:
A Chinese Ghost Story
Men Behind The Sun
The Untold Story
Red to Kill
Horror Hotline…The Big Head Monsters
The Eye

TAJLANDIA:
Nang Nak
The Shutter
Sars Wars
13 Beloved
Re-Cycle

CHINY:
Suffocation

TAJWAN:
Double Visions

WIETNAM:
Spirits

KOREA PłN
Bulgasari

Poza tą listą filmów w książce omawiam jeszcze ok trzystu pięćdziesięciu filmów, lecz nie poświęcam im osobnych, obszernych analiz.
Jeśli zatem chcecie dowiedzieć się czego doszukałem się filmach, które zaprezentowałem powyżej oraz jakie jeszcze tytuły omawiam, nie ma rady – trzeba wejść w posiadanie książki „Strach ma skośne oczy. Azjatyckie kino grozy”.
Wciąż możecie przesyłać zamówienia na adres: marzena@kwiatyorientu.com. Kupując w księgarniach czy empiku wydacie na książkę  48 zł, a u wydawcy -po uprzednim dokonaniu przelewu na konto -  możecie ją mieć za 33 zł (+ 7 zł kosztów przesyłki)

Poza tym książka dostępną jest w sprzedaży internetowej:
Skąpiec.pl 
http://www.skapiec.pl/site/cat/1060/comp/495250#from42488  
Empik: 
http://www.empik.com/strach-ma-skosne-oczy-azjatyckie-kino-grozy-gonerski-krzysztof,prod59721264,ksiazka-p 
Allegro 
http://allegro.pl/listing.php/search?sg=0&string=strach+ma+sko%C5%9Bne+oczyhttp://allegro.pl/listing.php/search?sg=0&string=strach+ma+sko%C5%9Bne+oczy  

niedziela, 21 listopada 2010

DZIECI ZE SCHOWKA (Ryū Murakami, 2009)


Studiowanie życiorysów seryjnych morderców może się okazać niekiedy niezwykle pouczające. Okazuje się, że w dzieciństwie wielokrotnych zabójców odnajdziemy element wspólny dla niemal wszystkich z nich. To brak miłości ze strony rodziców. Niekiedy brak miłości wyraża się w sposób skrajny jako przemoc fizyczna i seksualna skierowanej wobec dziecka (m.in Henry Lee Lucas, Edmund Kemper ), ale rodzice, którzy wychowywali swe dzieci w emocjonalnej pustce, nawet jeśli nie stosowali wobec nich przemocy, hodowali w istocie przyszłych morderców. Brak miłości rodziców w stosunku do własnych dzieci jest źródłem emocjonalnych zaburzeń, które nawet jeśli nie prowadzą w dorosłym życiu do– psychopatii, to często do poważnych problemów z własną tożsamością i relacjami z innymi ludźmi. Brak miłości naznacza piętnem człowieka na całe życie, czyniąc go nieszczęśliwym i samotnym. Tak jak napiętnował on bohaterów powieści Ryu Murakamiego, „Dzieci ze schowka”.

Kiku i Hashi przyszli na świat w dworcowych schowkach na bagaż. Pozostawieni przez matki tylko cudem przeżyli. Ofiarowane przez los życie okazało się jednak koszmarem. Wychowywani wpierw w sierocińcu przez zakonne siostry trafili jako bracia do adopcji. Wraz z przybranymi rodzicami zamieszkali w małej osadzie, położonej na odizolowanej wyspie, gdzieś na krańcu Japonii. Wrażliwy, introwertyczny Hashi rozpaczliwie pragnie być kochanym. Silniejszy i sprawny fizycznie Kiku wyładowuje nadmiar energii w sporcie. Gdy Hashi dorasta pewnego dnia opuszcza bez słowa wyspę i wyrusza do Tokio z nadzieją na odnalezienie biologicznej matki. Szybko okazuje się, że w wielkim mieście nikt na niego nie czeka i musi radzić sobie sam. Aby przeżyć, zostaje męską prostytutką. Jednym z jego klientów jest producent muzyczny, który zafascynowany niezwykłym głosem Hashiego postanawia uczynić z niego gwiazdę muzyki pop. Tymczasem Kiku wraz z przybraną matką wyrusza do stolicy Japonii, by odnaleźć Hashiego. Poszukając swego „brata”, spotyka ekscentryczną dziewczynę – Anemonę, modelkę i właścicielkę na wpół oswojonego krokodyla. Hashi staje się wielką gwiazdą, żeni się ze swoją menadżerką i coraz bardziej pogrąża się w chorobie psychicznej. Kiku trafia do więzienia, ale nawet tam nie zamierza rezygnować swego planu. Ma zamiar zrzucić na Tokio chemiczne bomby i zniszczyć znienawidzony świat.

„Dzieci ze schowka” to debiut na polskim rynku wybitnego japońskiego pisarza Ryu Murakamiego ( niespokrewnionego z Harukim Murakami). Debiut, któremu patronują – trafnie wymieni – na odwrocie okładki Fellini, Gunter Grass, Dawid Bowie, Dostojewski i Marquez. „Dzieci ze schowka” są bowiem wybuchową mieszanką różnych gatunków i stylistyk. Tutaj  w szalone tango rzucają się surrealizm z realizmem, magia z naturalizmem, makabra  z poezją, magia z popkulturą.  Słowem - literacki postmodernizm najwyższych lotów. Ale nie służy on autorowi do intertekstualnej gry z czytelnikiem, lecz staje się najdoskonalszym medium dla wyrażenia paranoi współczesnej, japońskiej rzeczywistości.    

„Dzieci ze schowka” nie są lekturą łatwą, lekką i przyjemną. Powieść Japończyka jest bowiem niczym oceaniczny wir, który wciąg czytelnika, mimo iż już pierwsze zdania tłuką czytelnika po jego wrażliwości. Sceny homoseksualnych gwałtów, zabójstwo, okaleczeń rozgrywają się w ponurej, niemal turpistycznej scenerii Opuszczone fabryki, zrujnowane osiedla, zatruta miejska enklawa zamieszkała przez bezdomnych i społecznych wyrzutków, nocne kluby, tanie hotele, odizolowane wyspy, składy broni chemicznej a pośród tego ludzie – jakby niepełni, zredukowani, wyalienowani, okaleczeni fizycznie i emocjonalnie. Murakami zapełnia powieść tłumem ekscentryków, outsiderów, kalek, mutantów, dziwolągów, których na swej drodze spotykają Kiku i Hashi. Tak jakby chciał dowieść, że współczesna Japonia stała się chorym krajem zamieszkałym przez chorych, zdegenerowanych obywateli. Bo jego wizja rodzimego kraju nie ma w sobie nic pocztówkowego. Blisko jej do Japonii znanej choćby z kart powieści Natsuo Kirino, ale wydaje się, że Murakami w pasji tropienia patologii społecznej rzeczywistości Kraju Kwitnącej Wiśni posuwa się jeszcze dalej. Rzecz jasna, w tej sugestywnej, mrocznej wizji Japonii największą uwagę przykuwają główni bohaterowie.

„Dzieci ze schowka”, mimo pozorów gatunkowo-stylistycznego miszmasz czynią zadość schematowi Bildungroman, czyli gatunkowi powieściowemu, opowiadającemu o dorastaniu młodych bohaterów (np. „Wielkie Nadzieje”). Książka japońskiego pisarza korzysta ze schematu, ale czyni to w sposób przewrotny. Opisuje bowiem dorastanie - jak słusznie zauważa Piotr Koft w swojej recenzji - jako koszmar, jako antydojrzewanie. Kiku i Hashi brutalnie wyrzuceni z matczynego łona, pozostawieni sami sobie w schowkach-trumnach, naznaczeni piętnem pochodzenia tak naprawdę nie dorastają, nie dojrzewają. W głębi duszy pozostają pozbawionymi matczynej miłości dziećmi, które przez całe życie szukają tajemniczego dźwięku. Okazuje się nim odgłos bicia serca matki. Hashi zanim tęskni, Kiku go nienawidzi. Hashi będzie chciał być kochanym i akceptowanym, Kiku będzie przepełniony gniewem i złością. Obaj jednak, w skutek braku miłości, której bolesnym, materialnym symbolem stała się dworcowa skrytka na bagaż, pozostaną wyalienowani, rozbici i niekompletni w swym człowieczeństwie. Nie czeka ich żadna świetlana przyszłość. Sława, blichtr, pieniądze Hashiego okażą się jedynie ulotnym mirażem, destrukcyjne zapędy Kiku zaprowadzą go do więzienia. Ale to właśnie Kiku wykaże się mądrością. Zrozumie, że musi się narodzić na nowo, że świat musi narodzić się na nowo.

„Dzieci ze schowka”, jak każde ponadprzeciętne dzieło, jest utworem niezwykle bogatym w znaczenia. Bo to zarazem opowieść o świecie, który oszalał, historia koszmaru stawania się dorosłym, opowieść o piętnie życia bez miłości, jak też przejmujący obraz wyalienowania młodych Japończyków. Ale nie tylko. Murakami zawarł w swej powieści jeszcze jedno przesłanie: wszyscy jesteśmy zamknięci w schowkach. Otoczeni przez dobra konsumpcyjne, pieniądze, przez konformizm zabijający nasze prawdziwe ja. Osaczeni przez własne żądze i pragnienia, przez innych ludzi żyjemy w złotych klatkach, zatracając autentyczne uczucia i emocje, zatracając siebie. Jaki jest ratunek przed życiem w schowku? Odpowiedź zawiera, wstrząsający, apokaliptyczny finał powieści Murakamiego.

MOJA OCENA: 8/10

Ryū Murakami, Dzieci ze schowka (Coin Cocker Babies),  przekład Małgorzata Dutka, Świat Książki 2009

KIM JEST RYŪ MURAKAMI ?

Urodzony w 1952 r. w Saebo, w Nagasaki jako Ryūnosuke Murakami zawdzięcza swoje imię (w pełnym brzmieniu) głównemu bohaterowi samurajskiej powieści  „Daibosatsutoge” Nakazato Kaizan (1885–1944). Po ukończeniu edukacji w gimnazjum w Sasebo Murakami dostał się do liceum, w którym poza nauką, zajmował się m.in. graniem na perkusji w zespole rockowym oraz występowaniem w drużynie rugby. Okres dorastania Murakamiego przypadał na czas studenckich protestów i radykalizacji społecznych postaw młodych Japończyków. Podczas trzeciego roku nauki Murakami wraz z kolegami ustawił na dachu szkoły barykadę. Został ukarany za ten akt nieposłuszeństwa trzymiesięcznym zawieszeniem w prawach ucznia. W tym czasie Murakami znalazł się pod silnym wpływem subkultury hipisów co zaowocowało debiutancką, autobiograficzną powieścią, „Kagirinaku tōmeini chikai burū” („Almost Transparent Blue”, 1976). Debiut Murakamiego nagrodzono prestiżową Akutagawa Prize i stał się on początkiem jego artystycznej kariery.

Po ukończeniu nauki w szkole średniej, Murakami dostał się na Musashino Art University i ponownie zaczął się udzielać w zespole rockowym. Nakręcił także niezależny film, na 8 mm taśmie. Z kinem, w późniejszych latach wiązał się wielokrotnie. Już w 1979 r. zrealizował adaptację swej debiutanckiej powieści, w sumie stawał za kamerą pięciokrotnie. Jak do tej pory tylko dwie jego powieści zostały sfilmowane przez innych reżyserów. Pochodzący z 1999 r. kultowy horror Takashi Miike, „Gra wstępna” to filmowa wersja powieści  „Ōdishon” („Audition”, 1999) Murakamiego. Wersja Miike tak bardzo spodobała się pisarzowi, że zgodził się by kontrowersyjny japoński reżyser sfilmował także „Dzieci ze schowka”. Niestety, Miike nie zdołał zebrać funduszy na realizuję adaptacji i ostatecznie projekt przejął awangardowy włoski twórca Michele Civetta. W filmie mają zagrać m.in Tadanobu Asano, Val Kilmer i Asia Argento (prywatnie żona reżysera).

Ryū Murakami w 1981 r. napisał wspólnie z innym słynnym Murakamim, Harukim powieść „Walk, don`t run”.  Haruki ceni sobie zresztą młodszego o trzy lata kolegę. Zapytany o  ulubionego japońskiego pisarza bez wahania wskazał na Ryū Murakamiego.


wtorek, 31 sierpnia 2010

PRAWDZIWY ŚWIAT (Natsuo Kirino, 2010)


21 czerwca 2000 r. w Kyodo, w prefekturze Okayama popełniono brutalne morderstwo. Czterdziestodwuletnia gospodyni domowa została pobita kijem baseballowym tak dotkliwie, że wkrótce zmarła w szpitalu. Policja szybko wytypowała podejrzanego - siedemnastoletniego syna ofiary, ucznia trzeciej klasy szkoły średniej. Chłopiec po pobiciu matki wsiadł na rower i przez siedemnaście dni uciekał na nim na północ kraju. W ucieczce towarzyszyła mu przypadkowo spotkana dziewczyna. „Wyczyn” młodzieńca przez pewien czas komentowały media i tzw. eksperci, lecz długie życie zapewnili mu dopiero artyści. Zaintrygował ich nie tylko nagły wybuch agresji u niepozornego chłopaka, lecz społeczny kontekst zbrodni a następnie absurdalna ucieczka młodocianego zabójcy, „gdzie oczy poniosą”. W 2004. wybitny twórca kina niezależnego Koji Wakamatsu zrealizował film inspirowany wydarzeniami z czerwca 2000 r.. -„Cycling Chronicle: Landscapes the Boy Saw”, a w 2003 r. Natsuo Kirino napisała książkę, „Prawdziwy świat” („Riaru warudo”), której fabuła nawiązywała do tej zbrodni. Japońska autorka daleka jest od rekonstruowania makabrycznej zdarzenia - traktuje fakty związane z morderstwem pretekstowo, jedynie jako okazję do zaprezentowania gorzkiego portretu japońskiej młodzieży.

Jest wyjątkowo upalne lato, nad Tokio unosi się smog. Cztery szkolne koleżanki: wrażliwa Toshio, introwertyczna Terauchi, skrywająca homoseksualne preferencje Yuzan oraz beztroska Kirarin – uczęszczają na nudne zajęcia szkoły letniej yuku i tęsknią za „prawdziwym światem”. Marzy im się lepsze życie, z dala od tyranii dorosłych i wyjaławiającej rutyny codzienności. Nieoczekiwanie szansą na odmianę egzystencji wypełnionej nużąca nauką i uczuciową pustką staje się  straszliwa zbrodnia popełniona przez sąsiada Toshi, zwanego Glistą. Na skutek splotu okoliczności cztery nastoletnie bohaterki dają się wplątać w niebezpieczną grę z młodocianym mordercą. Jedna z nich, Kirarin przyłącza się do Glisty, licząc, że pomoże jej w zemście na byłym chłopaku. Każda z nich ma nadzieje, że dzięki grze, którą podjęły z uciekającym na rowerze Glistą, osiągną „prawdziwy świat”.

Kirino wykorzystuje znany z wcześniejszych powieści – „Ostateczne wyjście’ i „Groteska” schemat fabularny. Grupa kobiecych protagonistek skonfrontowana zostaje z brutalnym morderstwem. Autorka nie interesuje się specjalnie ani przebiegiem zbrodni ani motywami, którymi kierował się sprawca. Jej książki określa się „kryminałami” lub „thrillerami”, ale są to szufladki, w których powieści Kirino tak naprawdę się nie mieszczą. Pisarka przygląda się przede wszystkim psychologicznymi i moralnym postawom kobiecych bohaterek wobec dokonanego zła oraz pokręconym, niejednokrotnie dwuznacznym relacjom ze sprawcą. Powieściowe postacie nigdy nie działają w próżni. Kirino umieszcza je w niezwykle przekonująco i realistycznie przedstawionym otoczeniu społecznym, co pozwala nadać opowiadanym historiom szerszą, uniwersalną perspektywę. Nie ulega jednak wątpliwości, że z lektury książek pisarki najwięcej dowiemy się o współczesnej Japonii. A to, czego się dowiadujemy nie jest budujące.

Kraj Kwitnącej Wiśni jawi się w powieściach japońskiej autorki jako ponure miejsce, które nie ma nic wspólnego z pocztówkowym obrazem. Japonię Kirino zamieszkują bohaterowie (zwłaszcza kobiety) pogrążeni w beznadziei i paraliżującej rutynie dnia codziennego, wiodący puste i pozbawione perspektyw życie. Skazani są na samotność i alienację, które na krótką chwilę rozświetla mrocznym światłem tragiczne wydarzenie

W „Prawdziwym świecie” jest to brutalne pobicie matki przez syna zakończone śmiercią kobiety. Bohaterkami powieści są tym razem nastolatki, ale ich egzystencja, choć pozornie szczęśliwa i dostania, jest tak samo nie do pozazdroszczenia jak pracujących ponad siły pracownic fabryki produkującej jedzenie na wynos („Ostateczne wyjście”) czy ryzykujących życie prostytutek („Groteska”). Z pięciorga bohaterów „Prawdziwego świata” tylko Toshi wydaje się być osobą, która może się pochwalić w miarę zdrowymi relacjami z otoczeniem. Może dlatego, że chroni się przed nim w wymyślonej tożsamości Ninny Hori. Na przeciwległym biegunie znajduje się Glista, który tak bardzo ma dość tyranii nieustannie zrzędzącej matki, że w akcie ślepego sprzeciwu, przepełniony młodzieńczą nienawiścią, w końcu ją zabija. Nad wiek dojrzała Terauchi nie może pogodzić się z romansem matki, którą traktuje jak osobistą zdradę a także ze swoją introwertyczną naturą. Yuzan nie potrafi się uporać z poczuciem winy po śmierci matki i z faktem, że jest lesbijką. Kirarin nie może przeboleć zdrady chłopaka, którego pokochała. Każdy z nastoletnich bohaterów nosi własne brzemię i każdy z tęskni za innym, lepszym, „prawdziwym światem”. Paradoksalnie perspektywa jego osiągnięcia pojawia się, gdy Glista morduje matkę a bohaterki nawiązują z nimi spontaniczny, ale bliski kontakt. Niepozorny chłopak swą zbrodnią w brutalny sposób wyrażający sprzeciw wobec obcego, nieczułego świata dorosłych urasta w oczach w na bohatera. Miał odwagę zawalczyć o „prawdziwy świat”. To dlatego koleżanki Toshi nie tylko nie potępiają ohydnej zbrodni chłopaka, ale w różnym stopniu angażują się w pomoc i ucieczkę Glisty. Tylko Terauchi odmawia aktywnego zaangażowania się w relacje z młodym przestępcą. Być może zdaje sobie sprawę, że „przygoda”, w której pragną uczestniczyć jej koleżanki, jest żałosnym wygłupem sfrustrowanego nastolatka, który kompletnie zagubił się w świecie. 

Kirino zdaje się podzielać sposób rozumowania swej bohaterki. Tytuł powieści jest bowiem gorzko ironiczny. „Prawdziwy świat” – świat, w którym można być naprawdę sobą, świat bez sztucznych ograniczeń, konwenansów, społecznych nakazów, świat,  w którym nie ma zabijającego indywidualność systemu nauki, w którym nie ma zrzędzących, zobojętniałych dorosłych   - taki świat nie istnieje. To tylko iluzja, w którą rozpaczliwie chcą wierzyć przeraźliwie samotne, zagubione nastolatki. Za to pragnienie zapłacą tragedią.

Kirino w poszczególnych rozdziałach oddaje głos kolejnym bohaterom, którzy z własnej perspektywy relacjonują rozgrywające się wydarzenia. Dzięki temu zabiegowi narracyjnemu autorka tworzy zbiorowy portret współczesnych nastolatków. Nie udało się, niestety, w pełni skutecznie pogodzić ambicji wypowiedzenia się w imieniu młodego pokolenia Japończyków z pełnokrwistymi postaciami bohaterów. Kirino ma niezwykły dar kreowania postaci z krwi i kości, lecz tym razem nie sposób zauważyć, że bohaterki „Prawdziwego świata” bliższe są określonym typom charakterologicznym (wrażliwa, imprezowiczka, kujonka itp.) niż postaciom, które moglibyśmy spotkać w realnym świecie. Na szczęście talent pisarki sprawia, że owe uproszczenie nie przeszkadza zbytnio podczas lektury.

„Prawdziwy świat”, choć nie osiąga wielkości „Ostatecznego wyjścia”, ani nie odznacza się szczególnie skomplikowanymi i głębokimi postaciami bohaterów, potwierdza klasę Natsuo Kirino jako warsztatowo sprawnej pisarki, której powieści daleko wykraczają poza usilnie narzucaną jej konwencję „kryminału”/„thrillera”. W mizerii azjatyckich książek i w książkowej tandecie zalewającej nasz rynek - pozycja ze wszech miar godna uwagi.

MOJA OCENA: 7 + /10

KIM JEST NATSUO KIRINO?


Natsuo Kirino (właść. Mariko Hashioka) urodziła się w 1951 r., w Kanazawie, prefektura Ishikawa. Jej ojciec był architektem i Kirino wraz z dwoma braćmi podróżowała po całej Japonii nim na stałe rodzina osiadła w Tokio. Jako dziecko przyszła pisarka odznaczała się niezwykle żywym usposobieniem, była ciekawa świata i zdradzała wielki talent do posługiwania się słowem pisanym. Po skończeniu szkoły średniej Kirino imała się różnych zajęć: organizowała pokazy filmów, zajmowała się wydawaniem książek, pisaniem artykułów do magazynów. W wieku 24 lat wyszła za mąż i zajęła się profesjonalnym pisaniem. Sześć lat później urodziła córkę. Jak wspomina był to dla niej i jej rodziny ciężki okres w życiu. Początkowo Kirino pisała romanse, ale w Japonii nie ma wielkiego zainteresowania tego rodzaju literaturą. Przełom nastąpił wraz z wydaniem przez Kodansha w 1997 r. powieści „Out”. Książkę nagrodzono prestiżowym wyróżnieniem Mystery Writers of Japan Award. Z kolei edycję zagraniczną z 2004 r. uhonorowana nominacją do MWA Edgar Allan Poe Award. „Out” została entuzjastycznie przyjęta przez zachodnich czytelników i krytyków literackich, co przyczyniło się do upowszechnienia twórczości Japonki na Zachodzie. Dzięki temu ta znakomita pisarka psychologicznych kryminałów i thrillerów zaczęła być wydawana w Polsce. Wydawnictwo Sonia Draga opublikowała do tej pory „Ostateczne wyjście” (2005), „Groteskę”(2008) i „Prawdziwy świat” (2010).