Listopadowa odsłona NA KRÓTKO to aż osiem filmów, które zdołałem premierowo obejrzeć. A wśród nich horrory, kino akcji, thriller, science-fiction oraz animacja. Waszej szczególne uwadze polecam jeden z najnowszych filmów niezawodnego Siona Sono, „Tag”, bo to być może jego najlepszy film od czasu „Cold Fish”. Miłym zaskoczeniem okazały się dla mnie dwa obrazy Dante Lama: „That Demon Within” oraz „Twins Effect”, których twórca praktykował u samego Johna Woo, a którego wpływów nie sposób nie dostrzec w filmach Lama. Niezłe wrażenie wywarły na mnie także dwie części „Parasyte”, przedstawiciela japońskiego horroru mainstreamowego, opowiadającego o tytułowych pasożytach pragnących przejąć kontrolę nad ludzkością. W kategorii ciekawostki/eksperymentu, ale całkiem udanego należy uznać też animowana mini-serię „Kowabon” zrealizowaną w technice rotoscopingu (konwertowania obrazu live action na animację). Za to bardzo zawiódł mnie powszechnie wychwalany „The Assassin”: mimo wizualnego piękna, wielka nuda. O „The Closed Door” w reżyserii słynnych, indyjskich twórców, braci Ramsay wspomnieć warto jedynie z obowiązku. Kto gustuje w złym kinie, będzie usatysfakcjonowany, dla pozostałych widzów to może być jedynie zły wybór.
Z grubym poślizgiem, ale jest kolejny odcinek NA KRÓTKO! Dwumiesięczny, bo i trochę chorowałem, i trochę nad książką pracowałem (3/4 już jest). Co do listy wrześniowo-październikowej, to dominują na niej horrory, w tym dwa warte jak najbardziej uwagi. „The Swimmers” Sopona Sukdapista dowodzi, że tajlandzki twórca „Ladaland” to nieprzypadkowy artysta, ale autor kina grozy konsekwentnie realizujący swoją wizję kina. Miłym zaskoczeniem zwłaszcza, jeśli lubimy sporą porcję dziwaczności, absurdu i groteski jest także obraz „Pet Peeve”. Wiele dobrego napisałem też o koreańskim „New World” ze świetną rolą niezawodnego Choi Min-shika a także o indonezyjskimi kinie... wy xia („The Golden Cane”). Natomiast sporym rozczarowaniem okazała się „Yakuza Apocalypce” Takashiego Miike i nieco mniejszym, ale jednak - „The Silenced” z Korei Płd. Warto też zwrócić uwagę na pierwszy laotański horror, „Chanthaly”.
Marzec pod względem filmowych premier - bez szaleństwem. Wolnego czasu wystarczyło na obejrzenie sześciu filmów, z których aż cztery - co nie jest przypadkiem - z udziałem pięknej i utalentowanej Fan Bingbing, chyba największej obecnie gwiazdy wśród chińskich aktorek. Tego rodzaju klucz wyboru filmów przyniósł całkiem ciekawe rezultaty w postaci kilku obrazów godnych uwagi. Wyróżniłbym zatem dwa filmy Li Yu: "Double Xposure" a zwłaszcza "Buddha Mountain", nie sposób tez nie wspomnieć o krótkometrażowce, ale jakże uroczej Kiyoshiego Kurosawy, "Beautiful", która podobała mi się nawet bez angielskich napisów. W kategorii filmowych widowisko warto też zwrócić uwagę na azjatycką koprodukcję "The Battle of Wits" (znaną też jako "Battle of The Warriors"). Ilościowo nie był więc marzec imponujący pod względem filmowym, ale za to ilość nadrobił jakością.
Nie tak tak dawno przedstawiłem moją listę najlepszych i najgorszych filmów minionego roku, zasadne zatem wydaje się by napisać co nieco o tym, co czeka fanów kina azjatyckiego w rozpoczynającym się roku. A będzie na co czekać: nowości od Park Chan-wooka, Hirokazu Koreedy, Takashiego Miike, Siona Sona. Takashiego Kitano i wielu innych. Za ściągę posłużyła mi lista zapowiedzi na 2015 r. umieszczona na stronie na www.wildgrounds.com i obejmuje ona jedynie te wyczekiwane premiery, które mnie w sposób szczególny interesują (dlatego też nie wspominam np. o drugiej części „Przyczajonego tygrysa, Ukrytego Smoka” ).
Zachodnia Sumatra, Indonezja. Yuda, kontynuując praktykowaną od stuleci przez społeczność Minang tradycję „merantau”, udaje się z domu rodzinnego do Dżakarty. Ponieważ jest mistrzem silat, rodzimej sztuki walki, ma nadzieję na założenie w stolicy Indonezji szkółki dla dzieci. Na miejscu okazuje się, że nikt nie odbiera telefonu, pod który miał zadzwonić, gdy znajdzie się w mieście. Bez noclegu, samotny i na dodatek okradziony w barze przez chłopca imieniem Adit. Kiedy udaje mu się po pościgu za małym złodziejem, odzyskać portfel z pieniędzmi, staje się przypadkowym świadkiem kłótni między Jonim a Astri. Jak się okazuje Astri jest siostrą Adita i także tancerką go go. Gdy wściekły na dziewczynę Joni, bije Astri, Yuda interweniuje. Interweniuje także następnego wieczoru, widząc jak Astri jest porywana z ulicy. Podążając za porywaczami wdaje się w starcie z gangsterami i odbija z ich rąk dziewczynę. Ratger, szef bandytów okaleczony w wyniku walki, rozkazuje odzyskać Astri i pozbyć się Yudy.
Rama, bohater „The Raid: Redemption”, wraz z dwoma rannymi policjantami uchodzi z życiem z rzezi, która miała miejsce w wieżowcu, należącym do barona narkotykowego, Tamy. Podążając za radą swego brata, Andiego Rama kontaktuje się z nieprzekupnym gliniarzem Bunawarem. Bunwar stoi na czele niewielkiej grupy policyjnych agentów zwalczających korupcję i zorganizowaną przestępczość. Stara się on przekonać Ramę, iż dzięki jego pomocy mogą postawić przed wymiarem sprawiedliwości największych bossów świata przestępczego, Banguna oraz Goto, szefa yakuzy działającej w Indonezji, a także skorumpowanego szefa policji, Rezę. Rama, choć początkowo odmawia, w końcu decyduje się podjąć nowego zadania, obawiając się, iż przestępcy mogą zagrozić jego rodzinie. Zadanie Ramy polega na tym, aby pod zmienionym imieniem, Yuda dostać się do więzienia i zaprzyjaźnić się z synem Banguna, Uco, a następnie przeniknąć do organizacji zarządzanej przez jego ojca. Rama jest zdany tylko na siebie i na własne nieprzeciętne umiejętności w sztukach walki. Dzięki nim udaje mu się przeżyć w więzieniu i zdobyć zaufanie Uco. Po dwóch latach odsiadki wdzięczny za uratowanie życia, Uco wprowadza Ramę/Yudę w szeregi organizacji. Tymczasem na arenie pojawia się Bejo, morderca Andiego i „młody wilk”, pragnący przejąć władzę w przestępczym świecie. Nieoczekiwanie zyskuje sprzymierzeńca w ambitnym Uco. Wojna przestępczych organizacji na niespotykaną skalę wydaje się być przesądzona.
Z poślizgiem, ale jestem! Po dwumiesięcznej wakacyjnej przerwie powracam do zamieszczania nowych - i mam nadzieję - regularnych wpisów na moim blogu. Startuje od podwójnej, bo obejmujące lipiec i sierpień, edycji odcinka "Na krótko", czyli zbioru krótkich komentarzy do premierowo obejrzanych przez mnie azjatyckich filmów. Zaczynam od tego cyklu, aby udowodnić, iż nie próżnowałem w czasie letniego wypoczynku, i nie tylko obejrzałem przez ten czas piętnaście gatunkowo różnych filmów, ale do wielu z nich napisałem recenzje, które sukcesywnie będą pojawiać się na blogu.
Końcowe lata XIX w., restauracja Meji. Oskarżona o morderstwo Saya rodzi w więzieniu dziewczynkę, której nadaje imię Yuki (śnieg). Tuż przed swą śmiercią w wyniku porodu kobieta prosi swe współtowarzyszki z więziennej celi, aby wychowały Yuki dla zemsty. Trenowana od dziecka przez mnich Dokaia dziewczyna wyrasta na mistrzynie sztuk walki, biegle władającą mieczem. Celem jej życia staje się zemsta na bandzie niejakiego Gishiro, która zamordowała męża Sayi oraz jej syna, starszego brata Yuki, matkę zaś brutalnie zgwałciła. Dzięki pomocy włóczęgów i żebraków dziewczyna dociera do pierwszego z bandytów – Banzo. Banzo jest wrakiem człowieka: schorowany, pogrążony w alkoholizmie i długach, żyje tylko dzięki poświęceniu swej córki, Kobue, która jest prostytutką. Gdy Yuki natrafia na Banzo, ratuje go przed linczem oszukanych graczy gry w kostki, tylko po to, aby – mimo jego błagań – zabić go z zimną krwią. Podążając ścieżką zemsty tropi kolejnych oprawców swej matki i brata, ale ich pomszczenie okazuje się nie takie proste ani oczywiste.
Akiko przybywa do Władywastoku, w Rosji. Tam bowiem zatrzymał się przystojny biznesmen Matsunaga, z którym kiedyś raz się spotkała i które to spotkanie odmieniło jej życie. Wygląda na to, że Akiko zakochała się w mężczyźnie, lecz Matsunaga ledwo sobie przypomina dziewczynę i nie jest zainteresowany dalszą znajomością. Akiko jednak nie ma zamiaru pozostawić Matsunagi w spokoju i ciągnąc za sobą wielką walizkę podąża za mężczyzną. Nie zraża się nawet towarzystwem rosyjskiej mafii, z którą Matsunaga prowadzi szemrane interesy. Natrętność Akiko w końcu wywołuje reakcję mafiosów, którzy zarzucają dziewczynie worek na głowę i wywożą za miasto. Pozbawiona bagażu i pieniędzy znajduje zatrudnienie w japońskiej knajpce we Władywastoku prowadzonej przez Saito. Nie rezygnuje jednak ze znalezienia Matsunagi i co więcej wciąga Saito w jego śledzenie. Tymczasem okazuje się, że interesy, które prowadzi jej ukochany są wyjątkowe niebezpieczne: dotyczą przemytu elektronicznych urządzeń znajdujących się na wyposażeniu bomby atomowej. Wkrótce poleje się krew.
Tak jak zapowiadałem: gdyby uzbieram odpowiednią ilość obejrzanych filmów, podzielę się swoimi komentarzami w niedawno powstałym cyklu "Na krótko" . Tak więc oto i on w swej drugiej odsłonie.
Nowość na moim blogu. Treść tej nowinki zawiera się w powyższym tytule tego posta. Nie zawsze mam czas i ochotę rozpisywać się nad obejrzanymi filmami (zwłaszcza nad tymi, które mnie zawiodły), a i też - i rozumiem to doskonale - nie zawsze jest czas i ochota czytać moje zazwyczaj długie recenzje i jeszcze dłuższe artykuły. Zatem "Na krótko" to chyba rozsądny kompromis pomiędzy mną a czytelnikami blogu. Gdy więc uzbieram z kilka azjatyckich tytułów na posta, to z pewnością pojawi się on w cyklu, którego inaugurację tym dzisiejszym wypisem rozpocząłem. Jest też jeszcze jedna zasada, której będę się trzymał: opisuje czy raczej komentuje w tym cyklu filmy obejrzane premierowo, nawet jeśli nie będą one najnowsze.
Rok 1935. Foshan,
południowe Chiny. Yip Man jest mistrzem słynnej szkoły sztuk walki
wing chun. Żyje mu się dostatnio a on sam cieszy się
powszechnym szacunkiem mieszkańców miasta. Życzliwy, pogodny
charakter Yip Mana oraz sława niepokonanego mistrza sztuk walki
czyni z niego osobę powszechnie szanowaną i lubianą. Gdy w Foshan
pojawia się banda Shan Zao, który w brutalny sposób rozprawia się
z mistrzami innych stylów walki, tylko Yip Man jest go w stanie
powstrzymać i przepędzić z miasta. Idylla kończy się jednak wraz
z nadejściem japońskiej okupacji w 1937 r. Yip Man zostaje
wyrzucony ze swojej posiadłości zamienionej na główny sztab
oddziałów, okupujących Foshan, a on sam i jego rodzina: żona i
syn cierpię biedę i głód. Aby zarobić na ryż Yip Man zatrudnia
się przy załadunku węgla. Ponieważ wśród robotników jest wielu
dawnych mistrzów sztuk walki i ich uczniów częste wizyty składa
im pułkownik Sato, który za worek ryżu werbuję chińskich
ochotników do walk z Japończykami. Gdy podczas jednej z tych walk
giną: jeden z mistrzów, przyjaciel Yip Mana i jeden z jego uczniów,
mistrz wing chun zgłasza się na ochotnika, by pomścić
zamordowanych przyjaciół. Nie wie jeszcze, że będzie musiał
stawić czoło nie tylko zastępom walecznych Japończyków, ale
generałowi Miurze, mistrzowi karate.
Historia trojga braci z małej
nadmorskiej osady, Bunohan: nauczyciela i biznesmena, Bakara, płatnego zabójcy,
Ilhama i młodego kickboxera Adila, uczestniczącego w nielegalnych zawodach
boksu tajskiego. Ich drogi rozeszły się wiele lat temu, ale splot okoliczności
sprawił, że wszyscy troje przybywają do rodzinne miejscowości. Kierują nimi
rożne motywy. Bakar pod pozorem opieki nad chorym ojcem, pragnie ubić interes
życia. Ma nadzieję sprzedać ziemię, należącą do jego ojca, lecz ten uparcie nie
wyraża zgody na transakcję. Bakar również jest uparty. Jest gotów na największą
podłość, by dopiąć celu. Ilhama w rodzinne strony sprowadza… zlecenie. Ma
odnaleźć Adila i zlikwidować. Ilham jest profesjonalistą, więc nie robi mu
różnicy, że jego celem jest młodszy, przyrodni brat. Na miejscu jego uwagę
zaprząta co innego: ktoś przeniósł groby, w tym grób jego matki z cmentarza na
plaży w jakieś nieuświęcone miejsce. Ilham uznaję, że najważniejsze jest
przywrócenie właściwego miejsca zmarłej matce. Jest również najmłodszy z braci:
Alid. Trafia do wioski wbrew sobie. Zostaje bowiem porwany z ringu przez
Malezyjczyków i wywieziony w rodzinne strony. Pobity znajduje przystań w
rodzinnej wiosce, w której przyjdzie mu się zmierzyć z przeszłością i z
rodzinnymi, mrocznymi sekretami.
Pierwszą część relacji z Festiwalu Filmowego 5 Smaków znajdziecie TUTAJ
Sobota, 27 października
Sobotni dzień festiwalowy zacząłem
od seansu tajwańskiego „Czwartego portretu” (reż. Chun Mong-hong). Reżyser - jak czytamy w
opisie tego filmu na stronie festiwalu – „wierny
stylowi klasyków nowej fali z Tajwanu, zafascynowany kinem François'a Truffauta
(szczególnie jego debiutem "400 batów")” – przedstawia historię dziesięcioletniego
Xianga, który po śmierci ojca, zostaje przygarnięty przez matkę. Nawet jej nie
pamięta. Matka większość czasu spędza w nocnych klubach, w domu jak intruza,
traktuje go znajdujący się w depresji ojczym (w tej roli gwiazda tajwańskiego kina – Leon
Dai). Jedyną bliską osobą dla samotnego, zaniedbanego Xianga
staje się włamywacz-nieudacznik (do jego największego wyczynu należy
obrabowania… dzieci z klasy chłopaka). Chun umiejętnie balansuje między dramatem a
gorzką komedią, którą to umiejętność zaprezentował w swym debiucie, „Parkingu”.
Tym razem jednak wzbogaca swój obraz o wątek kryminalny. Xiang bowiem śni o
swoim zaginionym bracie, którego zniknięcie owiane jest tajemnicą. Chłopak
przeczuwa jednak, że zaginięciem brata stoi ojczym. Wkrótce dochodzi do
konfrontacji między Xiangiem a mężczyzną.
Byłem, zobaczyłem, wróciłem. Byłem
w Warszawie na 6 Festiwalu Filmowym 5 Smaków, zobaczyłem kawał porządnego
azjatyckiego kina i wróciłem pełen pozytywnych wrażeń, nie tylko przekonawszy
się, że kino z dalekiej Azji wciąż jest w znakomitej formie, ale również, że
nie jestem osamotniony w mojej miłości do skośnookich filmów. To, co
przeczytacie za chwilę nie jest jednak klasyczną relacją z wydarzenia
artystycznego, jakim niewątpliwie był organizowany po raz szósty Festiwal 5
Smaków. Bo jak na typową festiwalową relację obejrzałem za mało filmów (ledwie
siedem na trzydzieści) i spędziłem na festiwalu tylko cztery, i to niecałe, dni
z siedmiu przewidzianych przez organizatorów na pokaz wszystkich filmowych
propozycji. Nie będzie to zatem klasyczna relacja, ale rodzaj zapisków z mojego
festiwalowego pobytu.
Kino Praha - miejsce, w którym spędziłem większość
czasu podczas festiwalu zdj. z fanpage`u Festiwalu 5 Smaków na Facebooku
Masashi i Zin bardzo się kochają.
On jest yakuzą, ona dziewczyną szefa miejscowego gangu, który nie zwykł oddawać
swojej własności. Kochankowie skazani są więc na rozłąkę, jeśli chcą zachować
życie. Masashi wraca zatem do Japonii, zaś Zin samotnie zajmuje się wychowywaniem ich dziecka – Zen. Zen urodziła się jako
autystyczna dziewczynka: nie potrafiła chodzić ani mówić. Jednak wraz z wiekiem
coraz bardziej jej uwagę zaczęła przykuwać grupa młodych adeptów boksu tajskiego,
trenująca w pobliżu jej domu oraz filmy z mistrzami sztuk walki. Zen zaczęła ich
naśladować. Wkrótce okazało się, że posiada nieprzeciętny talent w tym
kierunku. Tymczasem matka dziewczynki ciężko zachorowała. Leczenie pochłaniało
olbrzymie pieniądze. Aby pomóc Zen jej córka oraz przygarnięty przez nich,
chłopak Moon, postanowili pomóc chorej kobiecie. Przez przypadek odkryli
dziennik Zin, w którym kobieta zapisywała swoich dłużników. Moon i Zen ruszają
zatem by pościągać dawne długi, a ponieważ żaden z zadłużonych nie ma zamiaru
dobrowolnie oddawać pieniędzy, do akcji wkracza Zen. Okazuje się być
niezrównaną mistrzynią sztuk walki. Jej sława dociera w końcu do byłego szefa
Zin, wciąż pałającego żądzą zemsty za zdradę, której dopuściła się matka Zen.
Dżakarta. Na peryferiach miasta, w dzielnicy slumsów dumnie
wznosi się piętnastopiętrowy aparatamentowiec. Chociaż mieszkają w nim zwykli
ludzie, jest on siedzibą barona narkotykowego, Tama, człowieka, który rządzi
przestępczym podziemiem. Wieżowiec jest właściwie twierdzą nie zdobycia. Wrogie
gangi, policja – nikt nie był w stanie dopaść Tama, ukrywającego się na
ostatnim piętrze budynku. Gangstera strzeże bowiem wierna armia uzbrojonych po
zęby zbirów pod wodzą Andiego i Wściekłego Psa – zastępców Tama. Mimo
nieudanych prób pojmania barona narkotykowego, oddział specjalny kapitana Jaka
otrzymuje zdanie nalotu na siedzibę Tama i jego pojmanie. Wśród funkcjonariuszy
jest Rama: prywatnie mistrz sztuk walki, którego żona spodziewa się dziecka. Tymczasem
funkcjonariusze przybywają do budynku Tama i bez większych kłopotów docierają
do piątego piętra. Nie wiedzą jeszcze, że wpadli w pułapkę, z której jedyne
wyjście prowadzi przez piekło.
Taki piękny łomot
Dla przeciętnego zjadacza filmowego chleba kino Azji to
przede wszystkim Kurosawa, Godzilla oraz filmy sztuki walki (wu xia, na Zachodzie – kung fu). Przez wiele lat ostoją tego
ostatniego był Hongkong, w którym realizowano filmy, opisujące dzieje mistrzów
sztuk walki z częstotliwością większą niż w Polsce kręci się komedie
romantyczne. Można by rzecz, że kino wu
xia stało się towarem eksportowym a jego gwiazdy takie jak Jakie Chan, Jet
Li a zwłaszcza Bruce Lee zdobyły sławę międzynarodową. Gdy jednak w 1997 r.
Hongkong przejęty został przez Chiny, które zyskały miano światowego centrum
filmów sztuk walki, to oni przejęli pałeczkę po Hongkongu. A jednak chociaż
Chińczycy nie żałują pieniędzy na regularnie realizowane widowiska wu xia, które rozmachem nie ustępują
największym hollywoodzkim superprodukcjom, to coraz donośniej dają o sobie znać
inne kinematografie, lansujące rodzime sztuki walki. W tej grupie dominują
Tajlandczycy, którzy doczekali się dwóch rozpoznawalnych na całym świecie
gwiazd: Tony`ego Jaa („Protector”, „Ong-bak”) oraz JeeJe Yanin („Chocolate”,
„Raging Phoenix”). Jaa specjalizuje się w tajskim boksie (muay thai) zaś Yanin w mieszance tajskiego boksu oraz taekwondo (jest mistrzynią w tej dziedzienie
sportu walki). Ale inni też nie są gorsi. Wietnamczycy w takich przebojowych
obrazach jak „The Rebel” czy „Clash” zaprezentowali vovinam (Viet Vo Dao) a
Indonezyjczycy w wielkim historycznym widowisku „Merantau” – pencak silat, który na jeszcze większą
skalę możemy oglądać w omawianym filmie Garetha Evansa , „The Raid” („Nalot”).
Film składa się z trzech części układających się w historię o losach kolejnych właścicieli ….tasaka. Przedmiot ten ma magiczne właściwości – wykuty został bowiem z Czarnego Żelaza, do którego surowca dostarczyły miecze największych wojowników ówczesnych czasów. Część pierwsza zatytułowana „Desire” opowiada o rzeźniku imieniem Chopper, który zakochuje się w pięknej kurtyzanie Madame Mei. Pragnie wykupić ją z domu czerwonych latarni, ale na przeszkodzie staje mu potężny rywal, Big Beard – niepokonany wojownik. Bohaterem drugiej opowieści, pt.: „Vengeance” jest głuchoniemy młodzieniec, który zyskuje zaufanie mistrza chińskiej kuchni. Mistrz powierza sekret jego słynących w okolicy ośmiu dań, których zamierza skosztować cesarski eunuch Li. Młodzieniec ma względem niego ukryte zamiary: pragnie zemścić się na dostojniku za śmierć bliskich zamordowanych z jego rozkaz. Trzecia cześć – „Greed” opowiada o chciwym wojowniku Dugu Cheng, który pragnąc dorównać sławą swemu ojcu Old Dugu wykrada z jego grobowca Czarne Żelazo i zmusza kowala Fat Tonga do wykucia z niego niezniszczalnego miecza.
Teldyskowy zawrót głowy
Realizm i kreacja – oto dwa bieguny między którymi egzystuje sztuka, nie tylko filmowa. Realizm ma ambicję być zwierciadłem rzeczywistości, a kreacja co najwyżej krzywym zwierciadłem. Realizm dąży do uchwycenia prawdy o ludziach i otaczającym świecie, a kreacja tę prawdę ubarwia, zniekształca, deformuje. Realizm pragnie coś ważnego powiedzieć o rzeczywistości i ludziach, kreacja zaś to ucieczka w nieskrępowaną wyobraźnię.
Najsłynniejszy na świecie klasztor, klasztor Szaolin przeżywa trudne chwile. Duch walczy w nim z materią, a konkretnie z pieniędzmi. Kolebka chińskich sztuk walki wu shu (niesłusznie zwanych na zachodzie kung fu), jedno z najważniejszych miejsc buddyzmu chán (japoński odpowiednik to buddyzm zen) z miejsca świętego i mistycznego niepostrzeżenie staje się turystyczną atrakcją i komercyjnym przedsiębiorstwem.
Nieco historii
Początki klasztoru Szaolin (Shaolin si – „świątynia w młodym lesie”, „świątynia w lesie góry Shaoshi”) sięgają V w. n.e (ok. 495 r., choć spotkałem się także z datą 377 r.). W tamtym czasie obszar gór Song (obecnie prowincja Henan) znajdował się we władaniu cesarzy z północnej dynastii Wei. Został wybudowany dla świątobliwego mistrza buddyjskiego Ba Tuo, lecz jego duchowym ojcem stał się indyjski mnich, Da Mo (Bodhidharma) zaproszony przez cesarza Lianga ok. 525 r. Bodhidharma był dwudziestym ósmym patriarchą buddyzmu indyjskiego w prostej linii od Buddy i pierwszym patriarchą buddyzmu chán. Początkowo nie został wpuszczony za bramy klasztoru, zamieszkał więc w pobliżu jaskini (którą dziś można zwiedzać), gdzie przez dziewięć lat medytował. Jak głosi legenda, mnisi praktykujący w Shaolin, docenili godną uznania postawę Bodhidharmy i pozwolili mu w końcu przekroczyć bramę klasztoru. Mnich zauważył, że mnisi są senni i postanowił wprowadzić jakieś ćwiczenia ruchowe, żeby ich nieco ożywić. Zaproponowany przez Bodhidharmę trening wzmacniający ciało i duszę stał się czasem zaczynem sztuk walki – wushu. Podobno nieocenione w formowaniu przyszłego kung-fu były doświadczenia jakie Bodhidharma zdobył podczas swych wędrówek, gdy napotykał rzezimieszków i dzikie zwierzęta, którym musiał sam stawić czoła.
Ching Siu-tung, reżyser „Cesarzowej i wojowników”, zasłynął jako twórca kultowych „Chińskich duchów” („A Chinese Ghost Story”, 1987) – niezwykłej mieszanki kina wu xia, komedii i horroru o duchach. Ching jest również jednym z najlepszych tzw. martial arts. director, czyli reżyserem scen walki. Swój talent w tej dziedzinie zaprezentował tworząc niewiarygodną choreografię do słynnych filmów wu xia Zhanga Yimou – „Hero” oraz „Dom latających sztyletów” oraz do wielu filmów Tsui Harka, hongkońskiego mistrza kina kopanego. Ching reżyserował także sceny walki w omawianym filmie, lecz tym razem zafundował widzom bardziej realistyczne, choć wciąż imponujące potyczki bohaterów, przede wszystkim z użyciem mieczy.
Akcja „Cesarzowej i wojowników” rozgrywa się bowiem w okresie historycznym znanym jako Okres Dziesięciu Królestw (907-960 n.e.). Królestwa te powstały w południowej części Chin i jednym z nich było państwo Yan. I na tym kończy się historia w filmie Chinga – reszta to już fikcja. Po skrytobójczej śmierci króla Yan rządy przejmuje jego córka, księżniczka Feirei co wzbudza zawiść w podstępnym i żądnym władzy siostrzeńcu monarchy. Nasyła na młodą cesarzową tajnych zabójców, ci zaś ranią ją podczas pogoni za Feirei. Dziewczyna trafia do żyjącego w lesie trudniącego się ludową medycyną, Duan Lanquan – niegdyś członka okrutnej kasty bezlitosnych wojowników, który miał dość wojen i mordowania. Pod wpływem rozkwitającego uczucia miłości do Duana księżniczka zmienia swe wojownicze usposobienie i zaczyna inaczej patrzeć na świat i zarządzanie państwem. Sielanka nie trwa jednak długo. Ojczyna – otoczona przez wrogie wojska i targana wznieconym przez siostrzeńca króla buntem – jest w potrzebie. Feirei stanie przed dramatycznym wyborem: szczęście osobiste czy obowiązki wobec kraju?
Podczas oglądania najnowszej produkcji Chinga po głowie chodziło mi wciąż jedno słowo: „ładny”. Bo ten film właśnie taki jest. Pełen pięknych, zachwycających chińskich plenerów , pięknych duchowo i fizycznie bohaterów, którzy postępują tylko szlachetnie i mądrze, a także pięknego, romantycznego uczucia miłości, które łączy Feirei i Duana. Owszem nie brak w tym filmie niegodziwców i łajdaków a szczęście bohaterów co chwila zostaje wystawiane na próbę przez ciągłe bitwy, bunty i niecne knowania. Co więcej zwycięstwo Dobra, które dla każdego oglądającego jest tak oczywiste jak dzień i noc, okupione zostaje ofiarami. A jednak „Cesarzowa i wojownicy” są ładnym filmem. Urzeka, paradoksalnie, prostota, a nawet naiwność całej przedstawionej historii. Żadnego skomplikowania, żadnej ambiwalencji i niejednoznaczności w zachowaniu postaci. Czy zatem film Chinga jest banalny i błahy? Z całą pewnością nie, jeśli potraktujemy go jako baśń historyczną, w której rajce dobra i zła porozdzielane są jedynym pociągnięciem scenariuszowego pędzla. Baśń jest przepięknie sfilmowana, niektóre sceny odznaczają się poetycką urodą, sceny batalistyczne trzymają wysoki poziom chińskich superprodukcji (a wiec tysiące prawdziwych, a nie komputerowych żołnierzy, rozmach i dramaturgia), a sceny walki, choć ustępują tym znanym z filmów Zhanga Yimou, są zrealizowane po mistrzowsku. Krótko mówiąc „Cesarzowa i wojownicy” ogląda się z przyjemnością. Zakłóca ją nieco zbędny patos, który pojawia się pod koniec filmu (scena walki gen. Myuonga z setkami przeciwników).
W dobie filmów epatujących przemocą i moralną ambiwalencją, film Chinga nieoczekiwanie wyróżnia się przejrzystością, wiarą w heroizm jednostki (kto chce niech doszukuje się politycznych aluzji) oraz romantycznym obrazem miłości – czystej, niewinnej i pięknej. Właśnie przez wątek romansowy – wyjątkowo obszernie rozbudowany – śmiało można polecić „Cesarzową i wojowników” na walentynkowy wieczór we dwoje. Gwarantuję: ukochana wypłacze się Wam w rękaw jak nigdy wcześniej.