sobota, 14 grudnia 2013

ANGEL DUST (Enjeru dasuto, Japonia, 1994)



Angel Dust (1994) on IMDb

O co chodzi?

W każdy poniedziałek punktualnie o godzinie 18.00 w tokijskim metrze popełniane są morderstwa. Nieuchwytny zabójca, wykorzystując tłum podróżnych, wstrzykuje młodym kobietom śmiertelną truciznę. Do sprawy seryjnego zabójcy skierowana zostaje doktor psychologii Setsuko Suma, specjalistka w zakresie psychopatologicznych osobowości. Psycholog posiada także rzadki rodzaj empatii pozwalającej jej utożsamić się z umysłem zabójcy. Śledztwo okazuje się wyjątkowo trudne, a „dar” Setsuko jeszcze bardziej utrudnia jej prowadzenie sprawy. Tymczasem przybywa ofiar i dr Suma zwraca się o pomoc do swego byłego męża dr Aku Reia, eksperymentującego na umysłach pacjentów. Aku udziela kilku wskazówek Setsuko, ale jednocześnie kobieta coraz bardziej zaczyna podejrzewać ex-męża, że jest odpowiedzialny za zbrodnie. Eksperymenty dr Reia służą w istocie zdobyciu kontroli nad umysłem pacjenta. Setsuko ma przeczucie, że Aku kontroluje także jej, coraz bardziej skołatany, umysł. Nic nie jest pewne, poza tym, że kolejną ofiarą seryjnego mordercy ma stać się dr Suma.

Milczenie owiec” po japońsku?

Serial killer movies, czyli filmy o seryjnych mordercach, co nie powinno być zaskoczeniem, największą popularnością, cieszą się w kraju, w którym grasuje najwięcej (wykrytych) wielokrotnych zbrodniarzy. Czyli w USA. Ponieważ amerykańskie filmy docierają do każdego zakątka świata, nic dziwnego, że także Europejczycy, a nawet Azjaci odważyli się zmierzyć z tematyką seryjnych morderców. Co ciekawe, choć w USA powstają tak znane i uznane klaski tego nurtu jak „Siedem” Davida Finchera, to serial killer movies spoza Ameryki bardzo często górują artystycznym sznytem, oryginalnym podejściem, nietuzinkową fabułą. Przewaga europejskich czy azjatyckich obrazów o wielokrotnych zabójcach wynika być może z faktu, że za nurt ten niejednokrotnie zabierają się reżyserzy-autorzy a ich produkcja nie ma charakteru masowego, który narzuca ustalony szablon. Tezę ten potwierdza japoński serial killer movie „Angel Dust”, który wyreżyserował słynący z wyrazistego, osobnego stylu, wówczas jeszcze Sogo Ishii a dziś podpisujący się pod swoimi utworami jako Gakuryu Ishii.

O „Angel Dust” mówi się czasem, że jest japońską wersją „Milczenia owiec” Jonathana Demme. Rzeczywiście, istnieją pewne fabularne podobieństwa. W obu filmach młoda atrakcyjna pani psycholog, pracująca dla policji prowadzi sprawę nieuchwytnego seryjnego zabójcy i szuka pomocy u genialnego psychiatry/psychologa, który prowadzi z nią wyrafinowaną, niebezpieczną grę. Jest też kilka pomniejszych zbieżności wynikających jednak z reguł konwencji, wedle której zrealizowane zostały obydwa filmy. W obu przypadkach okazuje się np. że kluczem do rozwiązania kryminalnej zagadki jest pierwsze zabójstwo oraz, że faktycznym sprawcą jest kto inny niż sugerują nam to początkowo twórcy filmu. Na tym jednak zbieżności się kończą.

Styl ponad wszystko

Amerykański film jest efektownym, trzymającym w napięciu thrillerem, ze znakomitymi psychologicznymi portretami głównych bohaterów. Nie brak w nim ani zaskakujących zwrotów akcji, ani makabry, ani pełnych napięcia konfrontacji między główną bohaterką, agentką Starling a „geniuszem zbrodni” dr Hannibalem Lecterem. Zupełnie inne podejście prezentuje japoński reżyser. W jego filmie od suspensu, makabry i akcji ważniejszy jest wyrafinowany styl, atmosfera postępującego szaleństwa i psychologiczny portret Setsuko, która choć jest psychologiem, sama potrzebuje psychologicznej (psychiatrycznej) pomocy. Tego rodzaju strategia twórcza ma swoje konsekwencje. W gruncie rzeczy mało istotne staje się pytanie o to, kim jest seryjny zabójca. Na znaczeniu zyskuje natomiast inna kwestia: kim tak naprawdę jest pani psycholog? Sprawcą (współsprawcą) zbrodni czy raczej ofiarą kontroli umysłów? Pytań jest zresztą więcej, ale Ishii nie zamierza ułatwiać zadnia widzom i wiele z nich pozostawia bez odpowiedzi. Z pełną premedytacją przeplata napędzający akcję wątek poszukiwania mordercy z tokijskiego metra, symbolicznymi wizjami nękającym bohaterkę (sceny rozgrywające się w jaskini), koszmarami (sen z łóżkiem „płynącym” pośród lasu), czy świadomym podważaniem ontologicznego statusu ukazywanej rzeczywistości (spotkanie Setsuko z Aku w lesie). Cel tego rodzaju zabiegów jest oczywisty - kreacja niezwykłej atmosfery niepewności, niewidzialnego zagrożenia, narastającej paranoi. W realizacji tego celu pomaga mu nie tylko „rwana narracja”, dziwne wizje i senne koszmary, lecz także nastrojowe zdjęcia Norimichiego Kasamatsu („Zatoichi”) oraz industrialna muzyka Hiroyuki Nagashimy („946 Pinochio”). Do wizualnego kształtu dostrajają się także aktorzy na czele z odtwórczynią głównej roli Kaho Minami. Wszyscy zagrali, niezwykle oszczędnie, bez emfazy i teatralności typowej dla stylu azjatyckiego aktorstwa.

„Angel Dust” skłania też do kilku interesujących refleksji. Z jednej strony historia, którą oglądamy staje się sugestywną ilustracją znanych słów Friedricha Nitzshego, o otchłani, która „gdy za długo na nią spoglądamy, spogląda również w nas”. Setsuko, potrafiąca wnikać w umysły morderców, w końcu płaci cenę za ten „dar”. Zaczyna mieć problemy z samą sobą, w końcu zaczyna podejrzewać nawet siebie o popełniane w metrze zbrodnie. Jednak nie tego rodzaju wnioski są najciekawsze w filmie Ishiiego. Reżyser opowiada także o mieście molochu. Świetne są wszystkie sceny (w większości nieinscenizowane) filmowane pośród tłumu w wagonach metra, na peronach i podziemnych pasażach czy na ulicach. Reżyser ze zręcznością bystrego dokumentalisty wychwytuje spojrzenia ludzi, ich reakcje, obserwuje ich twarze. Tokio u Ishiiego przypomina posępne miejskie widmo, miasto, w którym zaludniające go tłumy ludzi, tylko jeszcze dobitniej wzmagają poczucie osamotnienia, alienacji. Nic dziwnego, że na takiej „glebie” zagubieni, mający problemy z własną tożsamością młodzi ludzie stają łatwym celem różnego rodzaju sekt. Najważniejszym tematem „Angel Dust” jest bowiem sekciarski fanatyzm. Sensacyjna fabuła jest jedynie przykrywką dla rozważań Ishiiego dotyczących psychologicznego wpływu na umysły podatnych osób. Nie bez powodu w filmie pojawia się wątek tajemniczego Kościoła Ostatecznej Prawdy, prania mózgu, wszczepiania fałszywych wspomnień, kontroli umysłów, sterowania ludźmi. Czyż nie mówimy o klasycznych technikach wywierania wpływu na członków różnego rodzaju sekt?

Życie dopisało epilog...

Nieoczekiwanego, złowrogiego kontekstu nadało fabule „Angel Dust” i jego przesłaniu jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w dziejach współczesnej Japonii, które miało miejsce rok po premierze filmu. 20 marca 1995 r. sekta Aum Shinrikyō założona przez Shōkō Asaharę przeprowadziła atak terrorystycznych na stacje tokijskiego metra. Podczas porannego szczytu komunikacyjnego, tuż po godzinie 8 rano, członkowie sekty rozpylili w pociągach kolei podziemnej na stacji Kasumigaseki gaz bojowy o nazwie sarin. Na skutek ataku zginęło 12 osób, a ponad 5 tys. zostało rannych. Czy obraz Ishiiego zainspirował Asaharę? Raczej nie. Natomiast w tajemniczy sposób zwiastował nieszczęście w tokijskim metrze, które rok później rzeczywiście się ziściło.

MOJA OCENA: 7/10


REALIZACJA
FABUŁA
DRUGIE DNO
Wyrafinowany, wizyjny, oniryczny, zacierający granice rzeczywistości, czyli styl jest najważniejszy.


Sogo Ishi vel Gakuryu Ishi w opowieści o pogoni za niechwytnym seryjnym zabójcą. Lecz to nie on jest najważniejszy, ale odpowiedź na pytaniem kim są, ci którzy go ścigają.
O alienacji i zagubieniu w mieście-molochu, w którym jednostka staje się łatwą ofiarą sekciarskiego fanatyzmu i wszechobecnej manipulacji. Plus tragiczna puneta, którą rok po premierze filmu dopisało życie.


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza