sobota, 12 listopada 2011

THRONE OF BLOOD (Kumonosu-jô, Japonia, 1957)

 

 

Zwycięstwo rodzi nienawiść, pokonany żyje w zgryzocie.

Uciszony i w szczęściu żyje ten,

kto wyrzekł się zwycięstwa i klęski”.

 /Muttãvali, księga wpisów starobuddyjskich/

 

O co chodzi?

 

XVI w., okres wojny domowej zwanej Sengkou. Washizu oraz Miki, dwaj dowódcy wojsk księcia Suzukiego zmierzają do siedziby władcy, Pajęczynowego Zamku. Opromienieni chwałą zwycięzców w bitwie z armią wrogie daimyō błądzą w leśnym labiryncie i przez przypadek natrafiają na wiedźmę. Wiedźma przepowiada przyszłość obu wojownikom: Washizu zostanie władcą Pajęczynowego Zamku, ale rządy po nim sprawować będzie syn Mikiego. Wojownicy nie traktują proroctwa czarownicy nazbyt poważnie, lecz wkrótce przekonują się, że usłyszana przepowiednia zaczyna się spełniać. Kiedy Washizu zdaje relację ze spotkania z czarownicą w Pajęczynowym Lesie żonie, Lady Asaji, ta postanawia pomóc losowi. Nakłania męża aby zamordował księcia Suzukiego a następnie pozbył się Mikiego i jego syna. Washizu ulega namowom, pogrążając się coraz bardziej w kolejnych zbrodniach. Synowi Mikiego udaje się wydostać z pułapki i przyłączyć do dawnego wroga księcia. Washizu tymczasem dowiaduje się, że jego żona urodziła martwe dziecko, w którym pokładał wielkie nadzieję jako ewentualnym sukcesorze po nim. Coraz bardziej osamotniony, nękany przez upiory pomordowanych osób Washizu ponownie spotyka się z wiedźmą, która uspokaja go, że nie przegra żadnej bitwy, dopóki okalający fortecę Pajęczynowy Las nie podjedzie pod mury zamku.

 

O nieszczęśliwych ludziach

 

Szekspir + Akira Kurosawa (przede wszystkim) = arcydzieło światowego kina. Powyższe równanie tylko z pozoru wydaje się być oczywistą oczywistością, ponieważ scenariusz czepiący ze znakomitego dzieła literackiego nie stanowi prostego przełożenia na równie znakomity ekranowy rezultat. Rozpowszechniony jest nawet pogląd, że dobrej literatury (obojętnie w jakiej formie) nie można bez uszczerbku dla literackiego oryginału przenieść na ekran, ponieważ słowo pisane i obraz filmowy należą do dwóch całkowicie odmiennych form artystycznej wypowiedzi. Coś w tym jest, zwłaszcza gdy mowa o tak niefilmowych dziełach jak „Ulisses” czy W poszukiwaniu utraconego czasu”. To ostatnie próbował zaadaptować na potrzeby filmu Raul Ruiz i zdaniem wielu wyreżyserowany przez niego obraz pt:, „Czas odnaleziony” (1999) był prawie bliski ideału. Prawie – jak wiemy robi jednak różnicę. Dlatego też niektórzy artyści świadomi nieprzekładalności tekstu literackiego na tekst filmowy rezygnują z wierności na rzecz swobodnej reinterpretacji. Tym tropem podążył także Akira Kurosawa, który z dramatu Williama Szekspira, „Makbet” zaczerpnął jedynie ogólny zarys fabularny, bohaterów oraz pesymistyczną wizję człowieka i świata, wypełniając ją własnymi treściami. I kto wie, czy właśnie nie dlatego dzieło twórcy „Rashomona” uważane jest za najlepszą filmową adaptację sztuki elżbietańskiego dramaturga.

 

Ale nie chcę pisać o wzajemnych relacjach szekspirowskiej tragedii i dzieła Kurosawy, ponieważ napisano na ten temat mnóstwo opracowań. Nie mam też zamiaru zagłębiać się w „Tron we krwi” jak jego bohaterowie w mroczny, zdradliwy Pajęczynowy Las, bo w tym też zostałem uprzedzony przez dziesiątki interpretatorów twórczości Cesarza japońskiego kina. Chce natomiast rozwinąć myśl zawartą w tej oto wypowiedzi Kurosawy: „Patrząc obiektywnie na filmy, które dotychczas zrobiłem sadzę, że mówię w nich ciągle to samo: dlaczego ludzie nie próbują być szczęśliwi? Natomiast „Tron we krwi” odpowiada na pytanie – dlaczego ludzie muszą być nieszczęśliwi”(1). Co zatem sprawia, że naturalne dla człowieka dążenie do szczęścia i pomyślności, czasem zamienia się w nienaturalne unieszczęśliwianie i skłonność do autodestrukcji?

 

 Każdy kto miał okazję obejrzeć „Tron we krwi” bez zająknienie odpowie: żądza władzy,  skłonność do przemocy, nielojalność, giętki kręgosłup moralny, uległość podszeptom zła a   także fatum, przeznaczenie, zły los. Jeśli jednak przyjrzeć się poszczególnym przyczynom, okazuje się, że sprawa nie jest tak oczywista. Choćby żądza władzy, która sprowadza Washizu na drogę ku zagładzie. Niewątpliwie ambicje  bohatera Toshiro Mifune, sięgają znacznie dalej niż do Fortu Północnego, którego panem zostaje w nagrodę za dzielność i waleczność w zwycięskiej bitwie. Ale czy to tylko kwestia wygórowanych ambicji? Przecież gdyby nie diaboliczna małżonka samuraja, Asaji , roztaczającą przed Washizu perspektywę, w której zamordowanie księcia Suzukiego oraz przejęcie władzy staje się niemal „koniecznością dziejową” - gdyby nie ta „zła kobieta” być może dzielny wojownik nadal pozostałby lojalnym poddanym księcia? Ale może to nie wina Asaji, lecz po prostu przeznaczenia, którego nić tka spotkana w lesie starucha? A być może to obiektywna rzeczywistość, historyczny moment w dziejach Japonii, który nie pozostawia Washizu wyboru? „Żyjemy w świecie, w którym musisz zabijać, żeby nie być zabitym” stwierdza nie bez racji Asaji. Jest wiele powodów, dla których Washizu zaczyna kroczyć drogą zdrady i zbrodni, na końcu której czekać go może tylko śmierć. A jednak Kurosawa tak konstruuje swój tekst, że ostatecznie na ławie oskarżonych zasiada opuszczony przez wszystkich bohater Mifune (choć z pewnością nie bez znaczenia jest tocząca się wojna domowa, która wyzwala w tym samym Washizu z jednej strony niebywała waleczność i odwagę a z drugiej strony ułatwia mu kolejne niegodziwości). Czy bowiem Asaji nie jest symbolem mrocznej strony duszy bohatera? Nieruchoma niczym maska teatru nō twarz Asaji, jej niesprecyzowany byt ontologiczny świadomie zawieszony pomiędzy realnym a nierealnym (zabieg typowy dla teatru nō, w którym granica miedzy światem nadprzyrodzonym a materialnym jest niezwykle płynna) – wszystkie te elementy sugerują symboliczny charakter tej postaci. Podobnie symboliczny wymiar ma wiedźma spotkana w lesie (zwłaszcza drugie spotkanie, gdy wiedźma przybiera kolejne coraz to rożne postacie). Czy zatem starucha wzorowana na Yamaubie – górskiej wiedźmie, obdarzonej nadprzyrodzoną mocą nie jest personifikacją ukrytych pragnień Washizu? Ktoś powie: pachnie Freudem. Ale nie ma na myśli słynnego Austriaka.

 

Umysł – zwodniczy malarz

 

„Umysł stwarza swe otoczenie, podobnie jak artysta maluje obraz”(2) – to nie Freud, ale Budda. Być może więc i wiedźma, i Asaji są dziełem umysłu Washizu a według buddystów nawet on sam jest jedynie zbiorem umysłowych funkcji, które składają się na iluzoryczne „ja”. Dlatego też: „Umysł, który tworzy otoczenie nigdy nie jest wolny od wspomnień, narzekań na teraźniejsze życie i lęku przed przyszłością, wynikają one bowiem z niewiedzy i pożądania”(3). Prawdziwym powodem dla których ludzie się unieszczęśliwiają jest bowiem niewiedza. Niewiedza jest najważniejszą przyczyną cierpienia. Ludzie cierpią ponieważ, według nauk Buddy,  nie zdają sobie sprawy, że: 

 

Są też cztery prawdy tego świata: pierwsza, że wszystkie istoty wyrastają z niewiedzy; druga, że wszystko, czego pożądamy, jest nietrwałe, niepewne i bolesne; trzecia, że wszystko, co istnieje, jest również nietrwałe, niepewne i bolesne; czwarta, że nie istnieje na świecie nic, co można określić słowem „ja”, lub o czym można powiedzieć „mój”.(4)

Żądza władzy, która jest największym „grzechem” Washizu nie jest więc przyczyną jego drogi ku samozagładzie. Nie jest nim też fatum, przeznaczenie czy zły losy rozumiany jako niezależna od czynów człowieka, potężna siła wrzucająca go z góry ustalone koleiny życia. Tak naprawdę (w każdym razie zgodnie z prawda buddyjską) jest nim niewiedza o tym, że żądza władzy czy też dola, która staje się udziałem bohatera są prawdziwą przyczyną cierpień Washizu. Pragnienie czy też żądza pojawiają się tam, gdy dający się zwieść iluzji człowiek wierzy, że istnieje coś takiego jak „ja”. Washizu zaczyna pragnąć (mniej lub bardziej świadomie) uznania, bogactwa, władzy, nie zdając sobie sprawy, że skoro jego „ja” jest nietrwałe, to wszystko czego pragnie jest również nie trwałe. Nie bez kozery Kurosawa zatapia filmowy świat w gęstej mgle. W sensie alegorycznym otumaniony iluzją, buddyjską mają bohatera porusza się jak we mgle, kierując się zgubnymi żądzami. Warto też zwrócić uwagę na motyw labiryntu (las, mgła itp), który podkreśla zagubienie Washizu między tym co wartościowe a tym co jedynie wydaje się za takie uchodzić, a w istocie jest ulotne, przemijające i prowadzące do zagłady. Jednak dla postaci granej przez Toshiro Mifune nie ma ratunku. Ponieważ żądze, które go oplatają są: „jak pragnienie człowieka, pijącego słoną wodę, które nie jest zaspokojone, lecz staje się coraz większe”(5). Zdobycie władzy przez Washizu wcale nie przynosi mu spokoju – wręcz przeciwnie nękany przez duchy zmarłych, otoczony przez wrogów a na dodatek pozbawiony nadziei na potomka musi szukać ukojenia w słowach wiedźmy. Ale znajduje go tylko na chwilę. W „Tronie we krwi” bowiem wszystko dzieje się „na chwilę”: Washizu na chwilę jest zwycięskim generałem w bitwie, lojalnym żołnierzem księcia, oddanym przyjacielem, komendantem Fortu Północnego, władcą Pajęczynowego Lasu, ojcem przyszłego dziedzica tronu, strzeżonym przez „moce zła” niezwyciężonym wojownikiem.

      

Powtórzymy pytanie: „Czy zatem ludzie muszą być nieszczęśliwi?” Kurosawa w swym wybitnym dziele odpowiada (a przynajmniej sugeruje taką interpretację): Nie muszą być skazani na porażkę, ale będą, jeśli nie odkryją najważniejszego prawa rządzącego światem i ludzkim życiem:

 

 Nie jest to prawo tego miasta ani tego rynku,
Nie tyczy się tylko tego czy tamtego domu.
Na całym świecie i we wszystkich światach Bogów
Jest tylko jedno prawo: nietrwałość wszystkich rzeczy.(6)

Jedno krótkie i jedno długie zdanie na koniec

„Tron we krwi” – imponujące arcydzieło światowego kina aż głupio jest oceniać. Wystawienie cenzurki wydaje się wręcz nie na miejscu, ale ponieważ taką przyjąłem konwencję dla recenzji (ale znowu wyszła mi taka tam analiza) na tym blogu, więc oto i ocena, która inna nie mogła być:


MOJA OCENA: 10/10


Przypisy:
(1)   Stanisław Janicki, Film japoński. Fakty – dzieła - twórcy, Warszawa 1982, s. 107.
   (2), (3), (4), (5) Nauka Buddy, Tokio 1984, s.43 i nast. – wyd. w formacie PDF.
   (6) Kennetha Paula Kramera, Śmierć w różnych religiach świata, Kraków 2007



REALIZACJA

FABUŁA

DRUGIE DNO

Gdy za film zabiera się Mistrz Kurosawa,  wszystko musi chodzić jak w szwajcarskim zegarku i być zapięte na ostatni guzik. „Perfekcyjne” mu na imię!

Weź trochę Szekspira, trochę teatru nō, trochę malarstwa sumi-e, sporo talentu Kurosawy i jego ekipy oraz  Mifune, a otrzymasz jedno z największych arcydzieł kina.

Drugie, trzeci, czwarte – ten film doczekał się tylu analiz, opracowań  interpretacji, że jest w czym wybierać.

 

         

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza