Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SINGAPUR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SINGAPUR. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 czerwca 2012

SINGAPURSKIE KINO GROZY


Singapur to niewielkie państewko-miasto, słynące w świecie z nowoczesnej, wielokultorowej stolicy oraz z wręcz sterylnych ulic, lecz jest ono mało znane z produkcji filmowych. Lata 50. i 60. odznaczały się wprawdzie sporym ożywieniem lokalnego przemysłu filmowego, lecz przez następne dwie dekady singapurska kinematografia znalazła się w stanie głębokiej zapaści. Dopiero lata 90. wyrwały produkcje filmową z produkcyjnego marazmu. Wsparcie państwa, entuzjazm młodych filmowców oraz pieniądze prywatnych inwestorów postawiły miejscową kinematografię na nogi.

sobota, 30 stycznia 2010

Ciemne strony singapurskiego raju



W styczniowym numerze National Geographic natrafiłem na niezwykle interesujący artykuł o blaskach i cieniach Singapuru. To miasto-państwo, zajmujące obszar wielkości półtorej Warszawy, na mapie świata jako niezależny twór polityczny pojawiło się dopiero w 1963 r.. Państwo jest młode, lecz już zdążyło zdobyć tytuł jednego z najbogatszych na świecie. Dochód PKB - 49, 7 USD na głowę (w USA – 45, 8) jest jedynym z najwyższych na świecie. Stopa bezrobocia utrzymuje się na poziomie 3 %, kraj posiada ogromne rezerwy dewizowe, edukacja i system opieki zdrowotnej są lepsze niż na Zachodzie, a 90 % mieszkańców mieszka w domach jednorodzinnych, ciesząc się z niskich podatków. Na dodatek ulice są czyste nawet w najbardziej zatłoczonych miejscach w mieście, a poważne przestępstwa zdarzają się wiele razy rzadziej niż w innych wysoko uprzemysłowionych krajach. Raj na ziemi?

Autor artykułu, Mark Jacobson zadaje pytanie jaka jest cena dobrobytu i bezpieczeństwa mieszkańców Singapuru. Twórcą „singapurskiego modelu” jest Lee Kuan Yew (ur. 1923) – najpopularniejsza osoba w państwie, prawdziwy „ojciec narodu”. Lee stworzył Singapur przypominający „doskonale funkcjonująca korporacje”, w której z jednej strony mamy dynamicznie rozwijającą się gospodarkę a z drugiej – ścisłą kontrolę praw i wolności obywatelskich. Najważniejszym słowem dla Singapurczyka stało się słowo kiasu co oznacza „strach przed porażką”. W szkołach monitoruje się wyniki klasówek dziesięciolatków i na ich podstawie klasyfikuje je do grup zaawansowania. Poziom wyższy oznaczają: „wyjątkowy”, „bystry”, zaś przyznanie oceny „normalny” jest równoznaczne ze skazaniem w przyszłości na fizyczną pracę w fabryce lub sektorze usług. Niesamowita presja na osiąganie jak najlepszych wyników zamienia dorosłe życie Singapurczyków w nieustanny wyścig szczurów. Ale nawet dotarcie na szczyt nie daje pełnej satysfakcji, gdyż „pasmo sukcesów może się skończyć”. Gdy w 2005 r. Singapur stracił tytuł najbardziej przepustowego portu na świecie na rzecz Szanghaju całe społeczeństwo popadało w przygnębienie.

Singapurczycy, otoczeni przez znacznie większych sąsiadów, żyją w poczuciu nieustannego zagrożenia. Budżet armii na 2009 r. – jak podaje Jacobson – wyniósł 11, 4 mld dolarów, co jest jedną z najwyższych na świecie kwot przeznaczonych na armię. Co więcej wiele nowoczesnych domów wyposażonych w schrony przeciwatomowe. Gdy do Singapuru dotarła epidemia świńskiej grypy, na bramkach do modnych klubów ochroniarze mierzyli każdemu temperaturę termometrami.

Sterylna czystość ulic z których słynnie Singapur to efekt niezwykle drakońskich przepisów. Obywatel przyłapany na śmieceniu otrzymuje mandat w wysokości 200 dolarów, za recydywę grozi zaś kara przymusowego sprzątania ulic. Za handel narkotykami grożą kary cielesne, a turystom odwiedzającym kraj wręcza się kartę wyjazdu na którym czerwonymi literami umieszczono ostrzeżenie, że przemyt narkotyków grozi kara śmierci.

Singapur trzyma na smyczy swoich obywateli także w kwestii wolności obywatelskich. Polityczna opozycja prawie nie istnieje, a każdy kto odważy się skrytykować politykę rządu powinien liczyć się z konsekwencjami. Indywidualistyczne zapędy mieszkańców „singapurskiego raju” ukracane są przez wszechobecną cenzurę. „Playboy” jest do tej pory zakazany w Singapurze, ale młodzi ludzie nie pogodzeni z autorytarną władzą i cenzurą znajduje nisze dla swego wolnomyślicielstwa w Internecie. Jednak gdy zechcą się pobrać się i założyć rodzinę państwo znów wkracza ze swą bezduszną polityką. Propagowane są bowiem małżeństwa między osobami posiadającymi to samo wykształcenie. Absolwenci wyższych uczelni z absolwentkami wyższych uczelni a średnio wykształceni ze średnio wykształconymi – wszystko po to, by podnieść jakość narodowych genów.

Jacobson kończy swój artykuł wiele mówiącą o naturze obecnego „singapurskiego raju” historyjką. Autor wybrał się na najwyższy punkt wyspy, 163 metrowe wzgórze w rezerwacie Bukit Timah Nature Reserve, lecz zamiast spodziewanej przez niego pięknej panoramy miasta zobaczył zardzewiałą wieżę telekomunikacyjną oraz płot z siatki z tablicą –„miejsce strzeżone”. Tablica przedstawiała dwoje ludzików, z których jeden celował z karabinu w drugiego, stojącego z podniesionymi rękoma. Jacobson zwierzył się z tego, co zobaczył znajomemu Singapurczykowi, który uśmiechając się, powiedział, że nastąpił jakiś postęp. Poprzednio na tablicy jeden z ludzików leżał już martwy.

Na podstawie artykułu „Projekt Singapur” Marka Jacobsona w National Geographic, Nr 1 (124), styczeń 2010, s. 24-35.

KILKA POCZTÓWEK Z SINGAPURU