There is no revenge so complete as forgiveness
/cytat z filmu/
W Hongkongu dochodzi do dwóch okrutnych morderstw. Ktoś napada na ciężarne kobiety i dokonuje na nich brutalnej aborcji, wyrywając z ich brzuchów płód. Kobiety na skutek wykrwawienia umierają. Zbrodnie wiele ze sobą łączy, lecz najważniejszą cechą wspólną jest to, że zmarłe kobiety były żonami policjantów. Jeden z nich zostaje uznany za zaginionego, drugi zaś zostaje zamordowany. Detektywi szybko namierzają i pojmują podejrzanego – młodego mężczyznę Chan Kita. Chłopak zostaje poddanym brutalnemu przesłuchaniu, którego celem jest wymuszeniem na nim informacji o miejscu ukrycia zaginionego detektywa. Przesłuchanie jest brutalne nie tylko z tego powodu, ani nie tylko dlatego, że Kit zabił kolegę policjantów. Okazuje się, że przesłuchujących go detektywów łączy z podejrzanym wspólna mroczna przyszłość. I zemsta. W obszernej retrospekcji poznajmy okoliczności, w jakich nieśmiały, uliczny sprzedawca, którym niegdyś był Kit staje się bezwzględnym mścicielem. Życie chłopka zmienia się, gdy zakochuje się w Cheng Wing, nieco opóźnionej w rozwoju ślicznej dziewczynie. Zanim zdążą się nacieszyć szczęściem bycia ze sobą razem, w ich życiu pojawia się brutalny gliniarz Ge Du. Ten sam, który później będzie nadzorował przesłuchanie Kita.
Zemsta nie jest słodka
Zemsta najlepiej smakuje po azjatycku. Do takiego wniosku można by dojść, mając na uwadze ubiegły rok, który przyniósł wiele głośnych obrazów, opowiadających historię z motywem zemsty. Japońskie „Confessions”, koreańskie: „I Saw The Devil” i „Bedevilled” oraz hongkońskie “Revenge: Love Story” w reżyserii Ching-Po Wonga. Od razu wyjaśnijmy, że dla kina zemsty rok 2010 był szczególny nie z powodu liczby filmów poruszających tę tematyką, ale dlatego że wszystkie wspomniane revenge movies okazały się obrazami ponadprzeciętnymi (choć można byłoby się sprzeczać o wartość „Bedevilled” – najbardziej konwencjonalnego z grona wymienionych).





