piątek, 23 grudnia 2011

AZJATYCKICH SEXY ŚWIĄT!


I już za chwilę Święta Bożego Narodzenia. Rok temu pisałem o tym jak obchodzą ten szczególny okres Chińczycy, o czym możecie poczytać TUTAJ . Generalnie Święta Bożego Narodzenia są pozbawione z wiadomych powodów kontekstu religijnego. Choć wspólnoty chrześcijan są rozrzucone po całym świecie i nie brak ich również na kontynencie azjatyckim, to z uwagi na dominację na tym obszarze religii buddyjskiej, taoistycznej, hinduistycznej czy innych, Święta mają odmienny charakter niż na Zachodzie. Okres świąteczny, czy to w Chinach, Japonii, Korei czy w innych krajach Dalekiego Wschodu, traktowany jest jak czas radości, życzliwości, możliwości spędzenia wspólnego czasu z rodziną, odwiedzenia znajomych i przyjaciół. Ot, taka nieco inna wersja Walentynek. 

niedziela, 18 grudnia 2011

FILIPIŃSKIE KINO GROZY Cz. 3: Horror współczesny



Ale nie samym folklorem i wampirami filipiński horror żyje. Dużym powodzeniem wśród widzów cieszą się także nowelowe filmy grozy (potocznie zwane „antologiami”).  Pierwszą taką produkcją było „Gabi ng lagim” (1960), składający się aż z  czterech nowel. Tylko w 1960 r. powstały jeszcze trzy tego rodzaju filmy, a forma tego rodzaju filmowej prezentacji popularna jest po dziś dzień (m.in. „Matakot ka sa karma”, 2006). Cieszącą się największym powodzeniem antologią stał się horror „Shake, Rattle & Roll” (1984) wyreżyserowany przez trójkę reżyserów. Film tak bardzo spodobał się publiczności, że doczekał się aż dwunastu części (ostatnia pochodzi z 2010 r.) Pierwsza składał się z trzech nowel: „Baso” (reż. Emmanuel H. Borlaza), „Pridyider” (reż. Ishmael Bernal), oraz „Manananggal” (reż. Peque Gallaga). Najbardziej niezwykłą opowieścią była druga historia, w której nawiedzona…lodówka pożerała każdego, kto do zajrzał do jej środka. „Baso” to typowa ghost story o zemście zza grobu a nowela trzecia to kolejna opowieść o filipińskim wampirze manananggalu. Pierwszy film serii ustanowił dwie podstawowe kanony: każda następna część składała się z trzech nowel oraz przynajmniej jedna z nich nawiązywała do rodzimego folkloru.   

wtorek, 13 grudnia 2011

FILIPIŃSKIE KINO GROZY Cz. 2: Filipińskie wampiry i potwory Romero




Trzecim z najpopularniejszych nurtów w filipińskim kinie grozy są horrory, które moglibyśmy nazwać „wampirycznymi”. Nie jest to grupa filmów jednorodnych, bo pojawiają się w niej także produkcje z wątkami demonicznymi, jak również nie brakuje w nich straszydeł, nawiązujących do lokalnych legend i mitów. Jednym z pierwszych przedstawicieli tego nurtu jest komediowy „Mga manugang ni Drakula” (reż. Artemio Marquez ,1963), w którego tytule imię najsłynniejszego wampira w dziejach kina nie pojawia się bez powodu. Na Filipinach zrealizowano całkiem pokaźną liczbę horrorów, których bohaterem był transylwański hrabia. Filipiński Dracula po swym słynnym filmowym przodku, wypromowanym przez horrory z Universalu, odziedziczył długą pelerynę ze stojącym kołnierzem i ostre kły oraz, oczywiście, głód krwi. W postać słynnego wampira wcielił się we wspomnianym filmie a także m.in. w „Drakula Goes to R.P.” (reż. Tony Cayado, 1973) wielki gwiazdor kina filipińskiego, Dolphy (właściwie: Rodolfo Vera Quizom), który nazywany był „Królem Komedii”, bo choć występował w filmach różnych gatunków, to komedie przyniosły mu największą popularność. Filipińczycy nakręcili także żeńską wersję słynnego wampira pod tytułem „Drakulita” (reż. Consuelo P. Ostrio, 1969). Najbardziej jednak charyzmatyczną, porównywaną z kreacją Christophera Lee postać wzorowaną na Draculi stworzył Ronald Remy w „The Blood Drinkers” (1964) Gerardo de Leona. Nieco dalej wrócimy do tego filmu.

środa, 7 grudnia 2011

FILIPIŃSKIE KINO GROZY Cz. 1: Diabły i aswangi



Film jest jedną z najbardziej popularnych form rozrywki Filipińczyków. Filipińskie kino to także ogromny przemysł, zatrudniający dwieście sześćdziesiąt tysięcy osób i generujący rocznie około pół biliona PHP (filipińskich peso) (1). W latach 50. produkowano nawet do trzystu pięćdziesięciu filmów rocznie, by 2007 r. liczba filmów spadła do trzydziestu w ciągu roku (2). Zmniejszenie produkcji jest skutkiem recesji z połowy lat 90., która dotkliwie dotknęła kraje azjatyckie, lecz także efektem ogromnej popularności telewizji oraz zagranicznych produkcji (głownie amerykańskich). Na szczęście rozwój technologii pozwalającej tanio kręcić filmy sprawił, że coraz  więcej słychać o kinie niezależnym i eksperymentalnym. Rząd pracuje również nad ustawami, które mają wesprzeć rodzimy przemysł filmowy (3).

Horror na tle całości kina filipińskiego nie prezentuje się nadzwyczajnie. Choć pod względem ilości produkowanych filmów z tego gatunku Filipińczycy ustępują jedynie Japończykom (tylko w 2009 r. na ekranach kin pojawiło się osiem premierowych horrorów), to pod względem jakości są to produkcje wybitnie komercyjne, w większości reprezentujące kino klasy B, a czasem nawet i z dalszych liter alfabetu. Wiele jednak z tych pozycji zyskało status dzieł kultowych i wiele z nich warto poznać bliżej.

czwartek, 1 grudnia 2011

PUNISHED (Bou ying, Hongkong, 2011)



O co chodzi?

Wong Ho Chiu jest właścicielem dobrze prosperującej firmy developerskiej. Mieszka w luksusowej willi, ma piękną żonę i dwoje nastoletnich dzieci. Wydaje się być człowiekiem spełnionym, a jednak to tylko pozory. Firma próbuje bezskutecznie wyrwać z rąk drobnych posiadaczy cenne grunty, żona jest jego drugą małżonką, syn nie zamierza studiować medycyny – znacznie bardziej interesuje go muzyka, zaś z dorastającą  córką, Daisy w ogóle nie może nawiązać kontaktu. Dziewczyna jest zbuntowana, chadza własnymi ścieżkami i na dodatek bierze narkotyki. Nawet gdy pewnego dnia Daisy zostaje porwana, Wong podejrzewa, że jego córka mogła sfingować porwanie. Z tego tez powodu nie zawiadamia policji i godzi się zapłacić wysoki okup. Okazuje się jednak, że podejrzenia ojca były niesłuszne, ponieważ dziewczyna zostaje zamordowana. Zrozpaczony prosi swego bodyguarda, Chora – byłego gangstera, by odnalazł i zabił wszystkich, tych którzy byli zamieszani w porwanie. Chor okazuje się nad wyraz skuteczny…

sobota, 26 listopada 2011

Kino boli: LILYA 4-EVER (Szwecja/Dania, 2002)




ŻYCIE NA CHWILĘ

Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych,
którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi
 i utopić go w głębi morza.

Biblia Tysiąclecia, Mt. 18, 6-7



W 1997 r. Bożena Borzęcka została nagrodzona Złotym Lajkonikiem – Grand Prix Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Krakowie za wstrząsający obraz popegerowskiej rzeczywistości w małej miejscowości koło Słupska, Zagórkach. Tytuł filmu – „Arizona” to zarazem nazwa taniego wina powszechnie spożywanego przez mieszkańców wioski. Ich jedyna rozrywka, a dla wielu jedyny sens życia. Bowiem gdy w 1990 r. władza przestała dotować miejscowy peger, narastające długi doprowadziły do likwidacji miejsca pracy większości mieszkańców Zagórek. Załoga pegergu wylądowała na „kuroniówce”, budynki uległy zdewastowaniu, pola pozarastały chwastami a osiedle mieszkalne zamieniło się w jedną wielką, brudną, zaniedbaną melinę. Po transformacji ustrojowej na początku lat 90. takich miejsce w Polsce było mnóstwo. Miejsc przeklętych, zapomnianych, pozostawionych powolnej agonii i rozkładowi niczym padlina zdechłego konia, którego ujęcia przeplata się przez film. Ale zapadłymi dziurami, w których czas ugrzązł w miejscu a ludzie pogrążyli się w marazmie, podziurawiony jest cały świat.

piątek, 18 listopada 2011

MISS BANGKOK.WYZNANIA TAJSKIEJ PROSTYTUTKI (Bua Boonmee)


Tajlandia to piękny egzotyczny kraj. Oszałamia zachodnich turystów bujną tropikalną przyrodą, bogactwem i różnorodnością wiekowej kultury, wyrażającej się w zachwycających buddyjskich świątyniach wat czy też przepychem królewskich pałaców. A jednak zdecydowana większość obcokrajowców ceni sobie Tajlandię nie z powodu kulturowego bogactwa i dostarczania duchowych przeżyć, lecz ze znacznie mniej wzniosłych, bardziej przyziemnych atrakcji. Tajlandia, a konkretnie największe miasto kraju, Bangkok oraz coraz liczniejsze nadmorskie kurorty, m.in. Patpong, Pataja czy Puket to raje erotycznej seksturystki. Za śmiesznie małe pieniądze ( za ok. 20 euro) można spełnić każdą, najbardziej wyuzdaną fantazję niezależnie czy jest się mężczyzną, kobietą czy hermafrodytą. Prostytucja w Tajlandii oficjalnie jest zakazana, ale władza interweniuje tylko w sytuacjach najbardziej ewidentnych, gdy ktoś zostanie poszkodowany albo dojdzie do rażących zachowań. Nic dziwnego. Wpływy ze seksturystyki wynoszą ponad 3% tajskiej gospodarki, zapewniając zatrudnienie ok. dwustu tysiącom osób (niektórzy sądzą, że jest to liczba sięgająca nawet jednego miliona). W Tajlandii właściwie nie ma stręczycielstwa, a prostytucja jest powszechnie akceptowana. Niejednokrotnie biedne wiejskie rodziny wysyłają młode dziewczęta do miast i kurortów, by zarabiały swym ciałem, ponieważ mogą one przynieść dochód nierzadko równowarty miesięcznym zarobkom całej familii. Ale czy rzeczywiście wszystko przebiega tak gładko? Państwo zarabia, biedna prowincja zarabia, dziewczyny zarabiają a klienci z całego świata są wniebowzięci, otrzymując możliwość spełniania swych najdzikszych erotycznych fantazji za tanie pieniądze. Czyżby więc wszyscy byli zadowoleni? Otóż jednak nie wszyscy. Licząca ledwie sto siedemdziesiąt stron książka niejakiej Bua Boonmee, „Miss Bangkok. Wyznania tajskiej prostytutki” jest próbą przybliżenia polskiemu czytelnikowi żałosnego losu tajlandzkich dziewczyn, które zazwyczaj uciekając przed biedą, godzą się sprzedawać to, co mają najcenniejsze: swe młode, świeże ciała, stanowiące nie tylko ich osobisty, lecz także narodowy kapitał. Bo to dzięki tym anonimowym dziewczynom (ale i chłopcom) tajlandzki seks-biznes wciąż miewa się dobrze, przynosząc ok. czterech miliardów dolarów zysku.