środa, 22 sierpnia 2012

KOTOKO (Kotoko, Japonia, 2011)



Podziękowania dla organizatorów  
VI Festiwalu Filmowego 5 Smaków 24-30. X
 za umożliwienie obejrzenia filmu "Kotoko".

O co chodzi ?

Kotoko jest matką samotnie wychowującą noworodka, Daijiro. Kotoko jest też chora. Cierpi na nieznaną chorobę psychiczną, której jednym z objawów są przerażające halucynacje, powodujące, że przypadkowe osoby ulegają duplikacji. Jedno z „wcieleń” wydaje się niegroźne, a drugie jest agresywne i zagraża dziecku, o które bezpieczeństwo matka panicznie się boi. Aby poczuć, że wciąż żyje, kobieta samookalecza się. Nękają ją też wizje, w których gwałtowna śmierć spotyka Daijiro. W końcu Kotoko zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie zajmować się synkiem i skutecznie go chronić. Daijiro zostaje odesłany do siostry i mieszkających na prowincji rodziców. Tymczasem w życiu Kotoko pojawia się mężczyzna. Któregoś dnia, jadąc autobusem, kobieta zaczyna śpiewać. Gdy śpiewa, czuje się normalna, nie dręczą ją upiorne halucynacje, wszystko wydaje się takie zwyczajne i niegroźne. Owego dnia głos Kotoko usłyszał, podróżujący autobusem pisarz, Seitaro Tanaka, który zakochuje się w dziewczynie. Związek trudno uznać za zwyczajny: kobieta okalecza się, zachowuje się agresywnie wobec mężczyzny, spokojna jest tylko, wtedy gdy śpiewa. Niemniej stan psychiczny Kotoko nieznacznie się poprawia. Powrót Daijiro pod opiekę matki tylko na chwilę cieszy kobietę. Z czasem znów zaczyna widzieć podwojone osoby…

Powrót Tsukamoto

Shinya Tsukamoto, reżyser kultowych: „Tetsuo: Człowiek z żelaza”, „Wąż czerwcowy” i „Vital” powraca do korzeni. To dobra wiadomość dla miłośników jego twórczości. W twórczości, w której od 2004 r., gdy świecił triumfy nagradzanym na festiwalach obrazem „Vital”, działy się dziwne rzeczy. Intrygujący „Haze” okazał się ambitną porażką, dwie części „Nightmare Detecive” wskazywały, że znany ze swej bezkompromisowości artysta, niebezpiecznie zbliża się do kina komercyjnego. Zrealizowany w USA, „Tetsuo: The Bullet Man” nie pozostawiał złudzeń, co do artystycznej drogi, którą zdecydował się kroczyć ten niegdyś niszowy twórca. Kiepskie przyjęcie trzeciej, zupełnie niepotrzebnej części historii o człowieku, mutującym w metalowe monstrum, musiało skłonić Tsukamoto do głębokiego zastanowienia się nad dalszą karierą. Na szczęście twórca „Węża czerwcowego” zdecydował się zawrócić z drogi, które wiodła go na komercyjne manowce amerykańskiego kina rozrywkowego. Tsukamoto wrócił do Japonii. I wrócił do swego autorskiego, oryginalnego, bezkompromisowego kina.

Trudno nie docenić roli, którą w tym powrocie odegrała wszechstronnie utalentowana piosenkarka Cocco (Satoko Makishi), zajmująca się nie tylko różnymi rodzajami muzyki, ale również pisząca książki i niegdyś występująca w balecie klasycznym. Tsukamoto współpracował z artystką wcześniej, przy okazji „Vital”, do którego Cocco skomponowała piosenkę „Blue Bird”, a także nakręcił z nią 24 – minutowe wideo „Cocco Song Walk”. To podczas tej produkcji, zachwycony udaną współpracą z piosenkarką, Tsukamato zdecydował się w końcu poprosić ją o zagranie głównej roli w przygotowywanym projekcie. Nie bez znaczenia były też wydarzenia z życia z obu artystów. Większość czasu z ostatnich dziesięciu lat Tsukamoto spędził, opiekując się ciężko chorą matką. Natomiast Cocco, odgrywając postać Kotoko, czerpała z własnych traumatycznych doświadczeń: stres wywołany rozwodem rodziców spowodował, że dokonywała – podobnie jak filmowa bohaterka – samookaleczeń. Osobiste przeżycia reżysera i aktorki, ale także aktywnej współtwórczyni obrazu (muzyka, scenografia, pomysł), miały decydujący wpływ na ostateczny kształt filmu.

W warstwie formalnej „Kotoko” chyba najdobitniej potwierdza tezę o powrocie Tsukamoto do korzeni. Kameralny obraz, zrealizowany w całości kamerą cyfrową, filmowany z ręki, z agresywnym montażem, brutalnie ucinającym ujęcia i sceny przypomina wczesne filmy Japończyka, a szczególnie jeden. Pochodzący z 1989 r. „Tetsuo: Człowiek z żelaza” pod względem wizualnym był filmowym delirium. Ostra, agresywna ścieżka dźwiękowa, roztrzęsiona kamera, filmująca ponury industrialny pejzaż i pełne przemocy sceny mutacji, „poszarpany” montaż, achronologiczna narracja, zachowujący się jak opętani aktorzy -  wściekłość obrazu zwracała na siebie uwagę. I „Kotoko” też zwraca na siebie uwagę, ponieważ reżyser ponownie sięga po środki filmowego wyrazu, które mają za zadanie przytłoczyć widza, uwięzić go w delirycznej, szalonej wizji świata, sprawić, że nie będzie mógł złapać oddechu. I rzeczywiście. „Kotoko” już od pierwszych kadrów atakuje klaustrofobiczną, duszną i psychotyczną atmosferę, przerażającymi halucynacjami, wizualną agresją, scenami przemocy i szaleństwa. Z pełną premedytacją Tsukamoto wprowadza wrażenie chaosu, rozedgranej, spazmatycznej rzeczywistości, która uspokaja się w scenach śpiewania piosenek przez bohaterkę. Tego rodzaju forma, rzecz jasna, znajduje jak najbardziej słuszne uzasadnienie w treści. Wszak oglądamy świat oczami kobiety, która cierpi na ostrą psychozę maniakalną. Podobny zabieg Tsukamoto zastosował w „Tetsuo”, ale w najnowszym filmie czyni to w sposób o wiele bardziej przemyślany. Za pozornym chaosem skrywa się bowiem przejmująca opowieść o grozie macierzyństwa.

Horror macierzyństwa

Chociaż społeczeństwo japońskie jest od wieków wierne ideom patriarchatu, postać matki posiada  wyjątkową pozycję dla Japończyków. Ta wyjątkowość wiąże się zarówno z uwarunkowaniami społecznymi, jak też kulturowymi. Nieobecność, zapracowanego ojca, spędzającego w większość czasu poza domem sprawia, że dzieci w sposób szczególny, pod względem emocjonalnym i uczuciowy, wiążą się z matką, która ten szczególny rodzaj więzi odwzajemnia. Wyrazem wyjątkowości związku między dzieckiem i matką jest popularna w Japonii tzw. matka edukacyjna (kyōiku mama ), którą charakteryzuje przesadna troska o edukację własnej pociechy, polegająca na zapisywaniu dziecka na niezliczone kursy i zajęcia pozalekcyjne, na motywowaniu do wytężonej nauki a nawet na przygotowywaniu szkolnych przyborów i kanapek na drugie śniadanie. Z drugiej strony, zapożyczona z rodzimego folkloru, znana jest postać  tzw. bukimi-na haha, czyli „monstrualnej matki”, matki rodem z sennego koszmaru, która ma szczególne skłonności do szaleństwa i nadnaturalności. Trudno nie dostrzec ambiwalencji w postaci matki, która z jednej strony jest przesadnie troskliwa, z drugiej zaś jest matką z piekła rodem.

Dwuznaczność w postaci matki odsyła jeszcze dalej, do archetypu Wielkiej Matki: Matki Ziemi, Matki Bogini, Stwórczyni i Niszczycielki. W religiach wielu krajów archetypiczna matka, czyli bogini-stwórczyni przynosi urodzajność i bogactwo a zarazem śmierć i zniszczenie. Hinduska bogini Kali, grecka Gaja, egipska Izyda – wszystkie te boskie istoty charakteryzuje ambiwalencja. Ambiwalencja jest także dostrzegalna w zachowaniu bohaterki filmu Tsukamoto. Kobieta wydaje się wręcz patologicznie lękać o bezpieczeństwo swego syna, a jednocześnie padają na nią podejrzenia o wykorzystywanie dziecka, oglądamy wizję, w których zrzuca Daijiro z dachu budynku albo, gdy go dusi. Rzecz jasna, nie trzeba się koniecznie odwoływać do postaci Wielkiej Matki, wszak zachowanie Kotoko da się wytłumaczyć jej chorobą. Niemniej nie sposób odmówić racji, że w postać matki jest wpisana niepokojąca niejednoznaczność, w której  kyōiku mama walczy z  bukimi-na haha.

Jednoznaczna jest natomiast przynależność Kotoko do kategorii „monstrualnych matek”. Jako osoba zaburzona psychicznie niemal wiernie ilustruje przytoczoną akapit wyżej definicję bukimi-na haha, dlatego też można ją dołączyć do demonicznych matek z takich filmów jak „Page of Madness” (1926) Teinosuke Kinugasy, aż z współczesnych obrazów m.in. „Blind Beast” (1969) Yasuzo Masumury, „Organ” (1996) Kei Fujiwary, „The Ring-Krąg” (1998) Hideo Nakaty, seria „Klątwa Ju-on” (2000-2003) czy „Slith-Mouthed Woman” (2007) Kōji Shiraishiego. Z pewnym zastrzeżeniem. W przytoczonych filmach monstrualne matki były postaciami negatywnymi, zagrażającymi najbliższym osobom. Ich monstrualność oglądaliśmy niejako z zewnątrz, z perspektywy bliskich osób: dzieci, małżonków, krewnych, tymczasem u Tsukamoto jest inaczej. Monstrualność jest nam dana od wewnątrz, bezpośrednio z ogarniętego szaleństwem umysłu Kotoko. Dlatego to nie tyle ona jest spotworniałą wersją matki, co raczej macierzyństwo jest ukazane jako przerażający koszmar. O czym bowiem opowiada obraz Tsukamoto? O horrorze macierzyństwa. O tej wymagającej nadludzkiej odporności na stres wybuchowej mieszanki czułości, troski, a zarazem nieustannej czujności,  lęku o zdrowie i bezpieczeństwo oddanej pod opiekę pociechy. O tę odpowiedzialność za kruche życie dziecka. O te chwile samotnej bezradności, gdy płacz dziecka, gwiżdżący czajnik, przypalająca się zupa, dzwoniący telefon wyprowadzają z psychicznej równowagi. W „Kotoko” macierzyństwo jest najgorszym koszmarem, który może przytrafić się kobiecie.

Ale wyjaśnijmy: pokazując bycie matką jako traumatyczne, przerażające i odrażające doświadczenie Tsukamoto nie starszy, nie drwi, nie obraża matek. Wręcz przeciwnie oddaje im hołd, pokazuje, że wychowywanie dzieci jest sztuką, dostępną tylko nielicznym. Do jej wykonywania potrzeba bowiem czegoś absolutnie wyjątkowego: kochającego serca matki.

Cocco

Współautorka „Kotoko”, Cocco zasługuje na osobny akapit. Debiutująca w pełnometrażowym filmie artystka w roli aktorki jest bowiem prawdziwym objawieniem filmu Tsukamoto. Nie ma w obrazie twórcy „Tokyo Fist” kadru, w którym nie byłaby obecna. To Cocco dźwiga całą niesłychanie trudną do zaprezentowania i jeszcze trudniejszą do zagrania historię. Ale czy w przypadku występu piosenkarki możemy mówić o grze aktorskiej? Tsukamoto stwierdził w jedynym z wywiadów, że Cocco to po prostu Kotoko. To prawda. Artystka, tak bardzo utożsamia się z filmową postacią, że słowo „gra” wydaje się w jej przypadku fałszywe, nieadekwatne. Poświęcenie piosenkarki jest niezwykłe. Śpiewa, tańczy, krzyczy, płacze, dostaje przerażająco autentycznie wyglądających ataków szału; jest szalona i odrażająca, jest czuła, czarująca i olśniewająca. W kategorii najbardziej zdumiewająca kreacja aktorska Cocco byłaby zdecydowaną triumfatorką. Pytanie tylko czy po występie w filmie Tsukamoto będzie w stanie jeszcze cokolwiek kiedykolwiek zagrać? Ale prawdziwa sztuka nie znosi kompromisów.

    
  MOJA OCENA: 7 + /10


Zobacz na IMDB

 
"Kotoko" Shinyi Tsukamoto będzie można obejrzeć podczas VI Festiwalu Filmowego 5 Smaków 24-30. X

REALIZACJA
FABUŁA
DRUGIE DNO
Kontrolowane delirium, czyli świat oczami chorej psychicznie matki.
Samotna matka, małe dziecko i koszmar choroby psychicznej. Czyli  tylko krok dzieli miłość od szaleństwa a macierzyństwo od koszmaru.
O tym jak trudno być matką i nie zwariować.

2 komentarze :

  1. Film robi niesamowite wrażenie. Podobnie jak ten tekst. Świetnie się czyta.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń