Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FANTASY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FANTASY. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 maja 2015

NA KRÓTKO: KWIECIEŃ 2015

Zhongkui: Dark Crystal and Snow Girl, 
reż. Peter Pau & Tianyu Zhao


Miesiąc kwiecień upłynął mi, jeśli chodzi o premierowe azjatyckie filmy, na bliskich spotkaniach z grozą chińską ( i okolice geograficzne). Były to spotkania, szczerze przyznając średnio udane, choć całkiem ciekawe. Chiński horror to jednak rejony drugiej ligi azjatyckiego kina grozy. Realizacyjnie zazwyczaj solidne i efektowne, ale pod względem treści stanowią nie zawsze strawny misz-masz J-horrorowych zapożyczeń, z thrillerem i melodramatem i koniecznie racjonalnym wyjaśnieniem wszelkich rzekomo nadprzyrodzonych zjawisk. Ale w kraju, w którym jednym słusznym i obowiązującym światopoglądem jest marksistowsko-materialistyczny nie ma miejsca na duchy i inne zabobony. Przynajmniej oficjalnie.

wtorek, 4 listopada 2014

NA KRÓTKO: WRZESIEŃ - PAŹDZIERNIK (08.09-01.10.14)

zdj z Death Note (reż. Shusuke Kaneko, 2006)


Cykl NA KRÓTKO nie zniknął z mojego blogu. Spokojnie. Po prostu ostatnimi czasy byłem zajęty innymi sprawami (m.in. przygotowywaniem się do książki o Kurosawie, którego próbuję ugryźć od strony problemu tożsamości, co bynajmniej nie jest proste), dlatego też musiałem nieco poczekać, aż uzbiera się odpowiednia ilość filmów, by móc je zaprezentować na blogu. Zajęło mi to dwa miesiące, ale kolejny odcinek NA KRÓTKO, obejmujący wrzesień i październik przed Wami. Tym razem postawiłem na kino grozy w różnych odmianach: jest zatem nastrojowa ghost story, autotematyczne zabawy konwencją Takashiego Miike, kultowy „Death Note” i szkolny dramat grozy, nawiązujący do jednej z mniej znanych japońskich urban legends. Przede wszystkim jest długo przez mnie oczekiwany mroczny thriller „cudownych dzieci” kina indonezyjskiego - „Killers” braci Mo. To najjaśniejszy punkt tego odcinka NA KRÓTKO. Recenzja z tego filmu jest gotowa, ale na razie możecie zapoznać się z moim gorący komentarzem do tego obrazu.

sobota, 1 lutego 2014

NA KRÓTKO, czyli przegląd ostatnio obejrzanych filmów



Nowość na moim blogu. Treść tej nowinki zawiera się w powyższym tytule tego posta. Nie zawsze mam czas i ochotę rozpisywać się nad obejrzanymi filmami (zwłaszcza nad tymi, które mnie zawiodły), a i też - i rozumiem to doskonale - nie zawsze jest czas i ochota czytać moje zazwyczaj długie recenzje i jeszcze dłuższe artykuły.  Zatem "Na krótko" to chyba rozsądny kompromis pomiędzy mną a czytelnikami blogu. Gdy więc uzbieram z kilka azjatyckich tytułów na posta, to z pewnością pojawi się on w cyklu, którego inaugurację tym dzisiejszym wypisem rozpocząłem. Jest też jeszcze jedna zasada, której będę się trzymał: opisuje czy raczej komentuje w tym cyklu filmy obejrzane premierowo, nawet jeśli nie będą one najnowsze.
I to chyba tyle wyjaśnień

niedziela, 26 stycznia 2014

REAL (Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi, Japonia, 2013)



Real (2013) on IMDb


O co chodzi?

Atsumi jest cenioną autorką mang i wiedzie szczęśliwe życie u boku swego narzeczonego, Koichiego. Młodzi planują wzajemną przyszłość, lecz niespodziewanie, z niewiadomych powodów, Atsumi popełnia samobójstwo. Nie odbiera sobie życia, ale zapada w śpiączkę. Koichi godzi się wystąpić w roli królika doświadczalnego i z pomocą eksperymentalnej techniki przeniknąć do umysłu Atsumi, aby dopomóc w przebudzeniu świadomości narzeczonej i przy okazji poznać motywy jej dramatycznego czynu.  Okazuje się to nie takie łatwe. Uwięziona w podświadomości Atsumi nie opuszcza swojej pracowni, pogrąża się w pracy nad kolejną mangą. Być może odnalezienie rysunku z dzieciństwa przedstawiającego przedpotopowego gada, plejozaura pomoże powrócić Atsumi do realnego świata. Koichci rozpoczyna poszukiwania malunku, jednocześnie coraz częściej nawiedzają go zmaterializowane, makabryczne wizje postaci z pełnych grozy mang Atsumi. Czy to aby na pewno tylko efekt uboczny eksperymentalnej techniki? 

piątek, 21 września 2012

TOKYO GODFATHERS (Tokyo Godfathers, Japonia, 2003)




O co chodzi?

Tokio. Boże Narodzenie. Troje bezdomnych - alkoholik Gin, była drag queen, Hana oraz Miyuki, nastolatka, która uciekła z domu – na wysypisku śmieci znajduje porzuconego niemowlaka. Gin i Miyuki pragną powiadomić policję o nietypowym znalezisku i mieć sprawę „z głowy”, lecz w Hana odzywa się kobieca, a właściwie matczyna natura. Nakłania zatem towarzyszy niedoli do zaopiekowania się dzieckiem, aż do czasu znalezienia rodziców. I tak rozpoczyna się przygoda, która raz na zawsze zmieni życie trojga bohaterów i w którą wplątana będzie Yakuza, siły nadprzyrodzone i liczne cudowne zbiegi okoliczności.

Dał nam przykład Charlie Chaplin

W powszechnej opinii „Tokyo Godfathers” („Rodzice chrzestni z Tokio”) Satoshi Kona i Shôgo Furuyi pozostaje w cieniu pozostałych dokonań tego pierwszego. Zupełnie niesłusznie. Bo choć to obraz znacznie mniej porywający niż „Perfect Blue” czy „Papryka”, podobnie jak one zadziwia artystyczną konsekwencją i perfekcją wykonania. „Tokyo Godfatheres” to po prostu inny rodzaj propozycji japońskiego mistrza animacji.

piątek, 14 września 2012

PAPRIKA (Papurika, Japonia, 2006)




Krótkie wyjaśnienie:
24 sierpnia 2010 w wieku ledwie 46 lat zmarł wybitny artysta japoński, Satoshi Kon, twórca niezapomnianych anime „Perfect Blue”, „Paprika” czy „Millennium Actress”. Niedawno minęła druga rocznica śmierci artysty, to całkiem dobra okazja by przypomnieć jego wybitne filmy, które wciąż oszałamiają realizacją, nieskończonym bogactwem wizualnych pomysłów i głębią poruszanej tematyki. To dzięki filmom Kona na dobre zainteresowałem się anime i to też rzecz jasna, jest dobry powód, by przypomnieć zdecydowanie zbyt skromną twórczość Satoshi Kona. Recenzje, które będę prezentował w najbliższych tygodniach pierwotnie pojawiły się na stronie www.azjamania.pl. Uważam, że są na tyle dobre by je zaprezentować szerszemu gronu.
Sylwetkę artysty znajdziecie na końcu recenzji
  
O co chodzi?

Bliżej nieokreślona przyszłość. Profesor Shima i dr Atsuko Chiba, za sprawą wynalazku genialnego Tokity Koshisaku, dokonują milowego kroku w dziejach psychiatrii. Niewielkie urządzenie, zwane DC Mini, pozwala nie tylko rejestrować sny, ale ingerować w ich przebieg. Dzięki tej możliwości można pomagać ludziom cierpiącym na różne psychiczne schorzenia. Sen to przecież projekcja podświadomości, a to właśnie w niej szukać należy pierwotnych przyczyn różnorakich psychicznych zaburzeń. Kwestia, czy terapeuta ma prawo ingerować w sferę tak intymną jak sen pacjenta wydaje się, wobec wagi odkrycia, sprawą drugorzędną. Ale wkrótce okazuje się, że moralne konsekwencje igrania z ludzką naturą, nie będą jedynym problemem, przed którym stanie dr Chiba, Tokita, profesor Shima i jeden z pierwszych testowych pacjentów, detektyw Kogawa. Ktoś bowiem ukradł trzy egzemplarze DC Mini i z ich pomocą zaczyna wszczepiać sny obcych ludzi w umysły naukowców ze zespołu dr Chiby. Zaatakowane osoby popadają w kompletną paranoję, traktując senne majaki, jak najprawdziwszą rzeczywistość. Ale tajemniczy sprawca nie poprzestaje tylko na dr Chibie i jej pracownikach. Wkrótce sny zaczynają najdosłowniej wychodzić na ulicę zagrażając istnieniu realnego świata. Cała nadzieja w Papryce, detektywie snu, a prywatnie alter ego dr Chiby.

piątek, 4 maja 2012

A CHINESE GHOST STORY (Sien nui yau wan, Chiny/Hongkong, 2011)



O co chodzi?

Młody rzemieślnika Yan Chixia w swej wędrówce dotarł do pewnej chińskiej wioski. Cierpiący od wielu miesięcy na brak wody mieszkańcy osady biorą Yana za przysłanego przez dwór specjalistę, który ma zapobiec wysychaniu miejscowych studni. Yan, nie mając zbyt wielkiego wyboru, nie wyprowadza ich z błędu i wyrusza do źródła, które zasila studnie. Ponieważ źródło znajduje się na Czarnej Górze, cieszącej się wśród wieśniaków opinią przeklętego miejsca, w wyprawie towarzyszy Yanowi… grupa kryminalistów. Bohaterowie docierają do Czarnej Góry i znajdującej się na niej świątyni Lan York Tze, w której umiejscowione jest źródło. Na miejscu Yan oraz jego towarzysze zostają uwiedzieni przez piękne kobiety, które w istocie są demonami. Wśród kobiecych demonów jest Nie Xiaoqian, która nie tylko oszczędza Yana, ale z wzajemnością się w nim zakochuje. Niespodziewanie w świątyni pojawia się Ning Caichen, łowca demonów i były ukochany Nie. Dziewczyna jednak nie pamięta dawnej miłości i traktuje Ninga jak wroga, zwłaszcza, że w przeciwieństwie do Yana, wie on o demonicznej naturze Nie. Tymczasem młodzi zakochani decydują się uciec ze świątyni, lecz stary Demon Drzewa, na których usługach są kobiety demony, nie toleruje nieposłuszeństwa. Życie Yan i Nie jest poważnie zagrożone a jedyną osobą, która skutecznie może im pomóc jest Ning.

czwartek, 30 czerwca 2011

HOWL'S MOVING CASTLE (Hauru no Ugoku Shiro, Japonia, 2004)


O co chodzi?

Sophie jest nieśmiałą, śliczną osiemnastolatką, która zamiast spędzać czas na randkach, pomaga w sklepie z kapeluszami, należącym do jej zmarłego ojca. Pewnego razu w drodze do pracującej w karczmie siostry, Lettie, Sophie zostaje zaczepiona przez dwóch żołdaków. Z pomocą przychodzi jej tajemniczy młodzian imieniem Hauru, który okazuje się czarodziejem. Niestety, przypadkiem wciąga dziewczynę także w niebezpieczną intrygę. Hauru jest bowiem ścigany przez sługusów złej Wiedźmy z Pustkowia. Czarownica dowiedziawszy się o związku Hauru z Sophie, pewnego wieczoru składa dziewczynie wizytę w sklepie. Wiedźma rzuca na osiemnastolatkę klątwę starości, przemieniając ją w dziewięćdziesięcioletnią staruszkę. Sophie opuszcza rodzinne miasto i udaje się na Pustkowia z nadzieją, że odnajdzie tam Wiedźmę i pozbędzie się klątwy. Po drodze spotyka zaczarowanego stracha na wróble zwanego Rzepią Głową. W końcu dociera do Ruchomego Zamku, który jest siedzibą czarodzieja Hauru. Ten magicznym dom, w który drzwi stanowią bramę do różnych alternatywnych światów, zamieszkuje także demonem ognia Calcifer oraz chłopiec-sierota, Markl. Sophie zostaje przyjęta na posadę sprzątaczki. Z czasem jednak coraz bardziej angażuje się w życie mieszkańców Zamku i zakochuje się Hauru. Tymczasem w jednym ze światów toczy się krwawa wojna, która coraz częściej zaczyna przenikać także do pozostałych rzeczywistości.    

Strącona poprzeczka?

„Ruchomy Zamek Hauru”, obok „Spirtied Away: W krainie bogów”, to najsłynniejszy film mistrza japońskiej animacji, Hayao Miyazakiego. Sławę swą film zawdzięcza nie tylko rozlicznym prestiżowym wyróżnieniom i nagrodom (m.in. nominacja do Oscara), ale przede wszystkim publiczności na całym świecie, która tłumnie ściągała do kin, by podziwiać niezwykłe dzieło Miyazakiego. To dzięki nim „Ruchomy Zamek Hauru” z wynikiem ponad dwustu trzydziestu dwóch milionów dolarów zysku jest jednym z najbardziej dochodowych filmów w dziejach japońskiego kina (i światowej animacji). A jednak po seansie dzieła Miyazkiego jestem raczej skłonny przyznać rację znanemu amerykańskiemu krytykowi, Rogerowi Ebertowi niż recenzentom, którzy piszą peany na cześć tego filmu. Ebert napisał bowiem w „Chicago Times”, że to „najsłabszy film” Miyazakiego. Trudno nie przyznać mu racji, choć pod jego stwierdzeniem na pewno nie podpisałbym się dwiema rękoma, z tej prostej przyczyny, że miałem okazję zobaczyć jedynie dwa filmy mistrza japońskiej animacji. Zdecydowanie jednak na tle „Księżniczki Mononoke” i „Spirited Away: W Krainie bogów” obraz Miyazakiego z 2004 r. wypada słabiej. Rzecz jasna, konieczne jest poczynienie zastrzeżenia. Bo nawet „słabiej” w przypadku twórcy „Ponyo” oznacza dla większości twórców filmowych (nie tylko animacji) poziom nieosiągalny. Miyazaki swoimi wcześniejszymi dokonaniami podniósł sobie poprzeczkę oczekiwań widzów tak wysoko, że…w końcu ją strącił. Cóż miliony ludzi na świecie uważa zapewne inaczej, ale w żaden sposób nie czuję się przez to lepiej z moim rozczarowaniem, które towarzyszyło mi po seansie „Zamku…”

sobota, 21 maja 2011

PRINCESS MONONOKE (Mononoke hime, Japonia, 1997)


O co chodzi?

Epoka Muromachi (1336-1573. Młody książę ludu Emishi, Ashitaka zabija wielkiego dzika-demona. W czasie walki odnosi ranę i staje się ofiarą rzuconej przez bestię klątwy. Jego ciało zaczyna się pokrywać odrażającym znamieniem. Szamanka przepowiada rychłą śmierć Ashitaki, jeśli ten nie wyruszy na Zachód i nie znajdzie lekarstwa na klątwę. Wędrując po kraju targanym wojną dociera do Metalowego Miasta, którego władczynią jest Lady Eboshi. Okazuje się, że mieszkańcy osady od lat prowadzą wojnę z mieszkańcami pobliskiego Lasu. Ludzie wycinają drzewa i poszukują minerałów do wyrabiania metalu wykorzystywanego następnie do produkcji broni palnej. Brutalna eksploatacja Lasu budzi gniew zwierząt oraz jej przywódczyni zwanej Księżniczką Mononoke, którą jest dziewczyna imieniem Sana, od dziecka wychowywana przez wilki. Ashitaka próbuje pogodzić zwaśnione strony, lecz sytuacja jest wyjątkowo skomplikowana. Do Lasu nadciąga pałający żądzą zemsty klan dzików pod wodzą Okkoto – króla dzików. Lady Eboshi w tym samym czasie prowadzi zażartą walkę z wojskiem z miejscowego daimyo. Na dodatek do Metalowego Miasta przybywa na czele oddziału najemników mnich Jigo. Na polecenie Cesarza ma za zadanie zdobyć głowę Ducha Lasu (Shishigami). Tymczasem czas decydującej bitwy między ludźmi i Naturą jest coraz bliższy.   

niedziela, 10 kwietnia 2011

RAIN TOWN (Japonia, 2011)



O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

/Leopold Staff, Deszcz jesienny, frag./

To nie będzie standardowa recenzja. Tak jak „niestandardowy” jest film, którego dotyczy. Czasem można natknąć się w bezdennych czeluściach Internetu na rzeczy tak niezwykłe, zadziwiające i niesamowite, że ich istnienie wydaje się być możliwe tylko w wirtualnej rzeczywistości. „Rain Town”, krótkometrażowy film animowany Hiroyasu Ishidy, ledwie, dwudziestotrzyletniego studenta Kyoto Seika University, to właśnie przykład czegoś tak niezwykłego, że aż nierzeczywistego. Odczucie tego rodzaju wywołuje opowiedziana przez Ishidę historia, choć raczej należałoby napisać, „namalowaną”, bo plastyczna siła tego skromnego filmiku jest tak wielka, że można ją przyrównać do malarskiego dzieła. Moc „Rain Town” bierze się z jego wizualnego piękna, urzekającego poetyckiego charm`u, z cudownej, subtelnej muzyki i z niemal mistycznego zespolenia w doskonałą jedność formy i treści.

 Fabuła jest prosta: gdzieś w nienazwanym świecie, w mieście, w którym od zawsze pada deszcz, pojawia się mała dziewczynka. Błąkając się po zalanych przez deszcz ulicach, mijając opustoszałe domy, przypominające bardziej samotne, zapomniane groby niż mieszkania ludzi, dziewczynka dostrzega, że oprócz niej jest ktoś jeszcze w tym skażonym śmiercią mieście. W szczelinie między budynkami, sprawiającej wrażenie bramy do innego świata, dziewczynka dostrzega, tajemniczą postać o cienkich nogach, rękach i okrągłej głowie. To automat. Ale skrywający ludzkie serce. Dziewczynka i tajemnicza istota, o której nie wiadomo nic, ponadto, że jest Inna od człowieka (ale w jakimś sensie zarazem mu bliska) zaprzyjaźniają się. Maszyna ratuję nawet dziewczynce życie, gdy ta wpada do niewidocznej w zalanej woda ulicy wyrwy. „Przyjaciel” dziewczynki nie jest doskonalszą wersją człowieka. Jest tylko samotna, kruchą istotą. Gdy dziewczynka zbyt gwałtownie pociąga automat za rękę, ten się rozpada.  

środa, 26 maja 2010

WIZARD OF DARKNESS (Eko Eko Azaraku ,Japonia, 1995)

SZ...KOLNA PUŁAPKA

Misa Kuroi jest nową uczennicą. Nikt nie wie, że jest także czarodziejką chroniącą śmiertelników przed osobami, które wykorzystują magię do krzywdzenia innych. Swoją prawdziwą naturę ukrywa przed innymi. Misa przybyła do nowej klasy, ponieważ przeczuwa, że wśród uczniów znajduje się osoba władająca czarną magią. I nie myli się. Klasa Misy zostaje uwięziona w szkole gmachu i wkrótce zaczynają po kolei ginąć zamordowani w okrutny sposób. Za ich śmierć odpowiadają potężne siły zła, którym nawet bohaterka nie jest w stanie się przeciwstawić. W końcu dochodzi do decydującego starcia miedzy Misą, a jej antagonistą, którym okazuje się ktoś, kogo nigdy by nie podejrzewała o złe zamiary. 

Postać czarnoksiężnika posiada bogatą tradycję literacką. Od dawien dawna fascynowała ludzkie umysły posiadaniem zakazanej wiedzy tajemnej i niezwykłymi mocami. Czarnoksiężnik zyskiwał szczególną pozycję pośród zwykłych śmiertelników, dzięki zdolności nawiązywania kontaktów z wszelkiego rodzaju demonami. Zdobywał ją wskutek długotrwałego studiowania zakazanych ksiąg magicznych. Zawierał przymierze ze śmiercią i pakt z piekłem. W papieskiej bulli „Coeli et terrae creator” wydanej w 1586 r. przez papieża Sykstusa V możemy przeczytać:(Czarnoksiężnicy –przyp. autora) robią z diabłem wyraźną umowę dla odkrycia spraw nieznanych, znalezienia skarbu lub popełnienia zbrodni. Używają bezecnych zaklęć magicznych, przedmiotów i trucizn, rysują koła lub inne znaki magiczne, wzywają lub radzą się demonów, pytają ich i otrzymują odpowiedź; ofiarowują demonom różne ofiary, zapalają świece na ich cześć; robią sobie pierścień, lustro lub małe flaszeczki, aby zamknąć tam diabły, wierzą bowiem, że otrzymują od nich radę i pomoc. 

Wybór czarnoksiężnika na bohatera horroru nie jest częstym zabiegiem, figura ta jest bowiem znacznie bliższa gatunkowi fantasy. Chyba że, jak ma to miejsce w przypadku „Wizard of Darkness”, mamy do czynienia z gatunkowym koktajlem. Już z tego względu film Shimako Sato budzi zainteresowanie. Tym większe, że w obrazie japońskiej twórczyni władca magicznych mocy jest postacią daleką od stereotypu Pana Ciemności, w obowiązkowych powłóczystych szatach, z długą brodą i szklaną kulą w ręku. Misa Kuroi (debiutująca na dużym ekranie, Kimika Yoshino, znana z pamiętnej roli mężczyzny w ciele kobiety z „Gozu. Teatrze grozy” Takashi Miike) jest uczennicą jednej z japońskich szkół i czarownicą. Przybywa, by z pomocą magicznych zdolności chronić uczniów szkoły przed zakusami ciemnych mocy. Zło ma bowiem również swego reprezentanta pośród szkolnej braci. Konflikt między przedstawicielką Dobra i Zła jest nieunikniony, ale żadna z reprezentantek antagonistycznych mocy nie jest jednoznaczna w swej charakterystyce. Sama historia zaś nie jest jedynie opowieścią o konsekwencjach starcia bohaterów stojących po przeciwnych stronach.

Misa, choć ma szczere chęci, nie może wiele zdziałać. Podstępem pozbawiona mocy, zamiast nieść wybawienie ofiarom Mizuki, sprowadza na nich tylko śmierć. Ciążące na bohaterce fatum sprawia, że osoby z jej najbliższego otoczenia nie mogą czuć się bezpiecznie. Zła sława wcielonego nieszczęścia ciągnie się za Misą, która zmieniając szkoły, zostawia za sobą nieszczęśników, którym nie zdołała pomóc. „Gdybyś się do mnie zbliżył, zginałbyś” – ostrzega ze smutkiem w głosie zakochanego w niej klasowego kolegę, Kenichiego. Misa przeżywa także chwilę załamania, ale u boku ma chłopaka, który niepomny na jej ostrzeżenia, nie opuszcza jej w najtrudniejszym momencie. Na czym więc polega czynienie dobra przez Misę, która jest słaba i zdaje się sprowadzać jedynie nieszczęście na innych?

Reżyser nie pozwala zaprezentować bohaterce nadludzkich zdolności w pełnej krasie, ale też popisywanie się magicznym sztuczkami dla efektu nie jest domeną Dobra. O wiele ważniejsze okazuje się konsekwentne, uparte podążanie drogą prawości i wierności. Już pobieżna analiza postaci wskazuje, że film Sato temat okultystyczny potraktowała nietuzinkowo. Nie da się ukryć, że także pretekstowo. „Czarodziejka ciemności” to - jak wspomnieliśmy - typowa dla azjatyckiego kina hybryda różnych, często odmiennych stylistyk i gatunków filmowych. Obraz rozpoczyna pełna napięcia scena żywcem wyjęta z thrillera: nieznajoma kobieta z przerażeniem w oczach ucieka przed niewidzialnym zagrożeniem. Scena kończy się mocnym brutalnym akcentem - metalowa belka rozgniata głowę nieszczęsnej kobiety na miazgę. Przez film wielokrotnie przewijać się będą makabryczne szczegóły kolejnych tajemniczych zbrodni. Po emocjonalnym wstępie, historia uspakaja się i przemienia w opowieść obyczajową z zarysowanym w tle krytycznym spojrzeniem na japońskie szkolnictwo. Jeden z nauczycieli bez obiekcji molestuje uczennicę przed wejściem do szkoły, ta sama uczennica jest też obiektem erotycznych praktyk nauczycielki. W scenach, które pojawiły się na wyraźne życzenie producentów, ukazujących lesbijski seks, Sato zbliża się z kolei do konwencji soft-porno. Ale przez większą cześć filmowej akcji mamy do czynienia z japońską wersją popularnej zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, odmiany horroru – slashera. Grupka uczniów zamknięta w szkolnych murach, z których nie można się wydostać (cóż za koszmar dla ucznia), podlega metodycznej eliminacji przez potężne siły zła. W szeregi żyjących wkrada się przerażenie, strach, obawy, wzajemna nieufność i kłótnie. Nieudane próby wydostania się ze śmiertelnej pułapki oraz kolejne krwawe morderstwa (w jednej ze scen krew dosłownie obryzguje kamerę), przeplatane są scenami i atrybutami horroru okultystycznego (zakapturzone postacie, zaklęcia, pentagramy, laleczki voodoo) oraz komputerowymi efektami rodem z kina fantasy (świetlista postać Lucyfera, wyłaniająca się z niebios, czy efektowne ujęcie „rozsypywania się” bohaterki). Mimo filmowego miszmaszu fabuła „Czarodziejki Ciemności” nie popada w chaos, co z pewnością jest zasługą reżyserki, ale także nieskomplikowanej treści i prostego przesłania, że dobro zawsze pokona zło.

„Czarodziejka Ciemności” doczekała się w roku 1997 telewizyjnego serialu według scenariusza Sôtarô Hayashiego oraz – jak do tej pory – czterech filmów kinowych kontynuujących wątki z pierwszego filmu z serii. Najlepsze wrażenie sprawia, cześć druga „Czarodziejki ciemności” z 1996 r. wyreżyserowana ponownie przez Sato. Poznajemy tym razem wydarzenia poprzedzające fabułę części pierwszej – dowiadujemy się, w jakich okolicznościach Misa Kuroi została obrończynią ludzkości (a szczególnie japońskich nastolatków). Część trzecia „Czarodziejka ciemności III” (1998) w reżyserii Katsuhito Ueno, z nową aktorką w roli głównej bohaterki, Hinako Saeki oraz część czwarta „Czarodziejka ciemności IV”(2000, reż. Kosuke Suzuki ), z kolejną nową twarzą aktorską, Natsuki Kato, nie wzbudziły już takiego zainteresowania wśród publiczności jak dwa pierwsze filmy z cyklu.

Więcej o WIZARD OF DARKNESS

OCENA: * * * * * *

poniedziałek, 22 marca 2010

TOY REANIMATOR (Japonia, 2002)


LUDZIE -ZABAWKI

Na początek pytanie: w którym kraju powstają najbardziej dziwaczne, zakręcone, niezwykłe filmy grozy? Odpowiadać nie trzeba, bo pytanie było retoryczne. Oczywiście chodzi o Japonię. Bo to właśnie w Kraju Kwitnącej Wiśni zrodziły się tak niecodzienne obrazy jak „Vortex („Uzumaki”) Higuchinskyego, opowiadający o apokalipsie wirów, „Long Dream” (również Higuchinsky`ego) o mężczyźnie, którego sny trwają latami czy „Late Bloomer” Go Shibaty, będący z kolei historią seryjnego zabójcy, który porusza się na wózki inwalidzkim i cierpi na porażenie mózgowe, a to ledwie kilka najbardziej znanych przykładów „dziwnego” kina. To w Kraju Kwitnącej Wiśni tworzyli bądź nadal tworzą tacy wizjonerscy twórcy, jak Shuji Terayama, Teruo Ishii, Nobuhiko Obayashi, Higuchinsky, Sion Sono, Takashi Miike, Yoshihiko Matsui czy Shunji Iwai (choć to twórca niezwiązany z nurtem grozy). Do tego grona można zaliczyć także artystę skrywającego się pod pseudonimem Hakubun, twórcę pochodzącego z 2002 r.„Toy Reanimator” („ Gangu Shuriya”).


Film wyreżyserowany przez niego to poetycka, oniryczna opowieść o tajemniczej istocie zwanej Yohgu-Sohto-Hohtofu, żyjącej w głębi mrocznego lasu. Nikt nigdy jej nie widział, lecz wiadomo o niej, że potrafi naprawić każdy zepsuty przedmiot, zwłaszcza zabawki. Toteż jego siedzibę (wielki, rdzewiejący kocioł) często odwiedzają dzieci, pozostawiające popsute przedmioty. Pewnego razu do Yohgu-Sohto-Hohtofu przychodzi dziewczynka. Nie przychodzi jednak z lalką czy inną zabawką, ale ze swym martwym braciszkiem. Zrozpaczona dziewczynka prosi „naprawiacza zabawek” by przywrócił do życia zmarłego malucha. Yohgu-Sohto-Hohtofu „naprawia” chłopczyka, czyniąc go wedle życzenia siostry dokładnie takim jakim był za życia. Wiele lat później bohaterka spotyka w sklepie z zabawkami młodzieńca zafascynowanego nimi. To Michio - brat bohaterki.

Niezwykły film, który trudno gatunkowo sklasyfikować. Ani to horror, ani fantasy – raczej fantastyczna, impresjonistyczna baśń, w której rzeczywistość swobodnie miesza się ze snem i wyobrażeniami, wspomnieniami i niewypowiedzianymi pragnieniami. „Toy Reanimator” posiada w miarę klarowną intrygę (opowieść o Yohgu-Sohto-Hohtofu jest retrospekcją), to jest ona w istocie szkicowa i pretekstowa. Liczy się bowiem pełen tajemniczości, poetycki, odrealniony nastrój. Kreuje go przede wszystkim postać tytułowego bohatera. Widzimy go tylko raz: w scenie ni to snu, ni to jawy, przytrafiającej się siostrze zmarłego chłopczyka. Widzimy go, lecz tak naprawdę nie potrafimy go przyporządkować do żadnej znanej nam kategorii żywych istot. Humanoidalny kształt, otoczony przez powiewające w zwolnionym tempie płachty materiału sfilmowany jest w eksperymentalnej technologii CPF (Critical Point Filter), przypominającej filmowanie odrealniającymi, miękkimi filtrami, w „neonowych” barwach. Wszystkie te techniczne zabiegi tworzą postać ze snu – ulotną, efemeryczną, nie zamkniętą żadnym konkretnym kształtem czy wyobrażeniem. Dopełnieniem kreacji Yohgu-Sohto-Hohtofu jest jego melancholijny, szepczący głos. Istotne okazuje się także senne, powolne tempo opowieści, która unosi się niczym mgła odkrywając niespiesznie kształty i postacie.

„Toy Reanimator” to film impresjonistyczny, w tym sensie, że jego celem nie jest prowadzeniem z odbiorcą intelektualnego dyskurs, lecz wpływanie na jego emocje i nastrój. Z tego zadania wywiązuję się znakomicie pozostawiając widza w stanie dziwnej zadumy. Mimo to obraz Hakubuna nie jest tylko filmową impresją. Intelektualny ferment zasiewa zwłaszcza postać Yohgu-Sohto-Hohtofu. Kim jest? Kogo ma wyobrażać? Boga, bóstwo, dobrą wróżką czy raczej materializację podświadomości dziecka? Być może, że jest tym wszystkim, jak również, że nie jest żadnym z nich. W filmie pojawia się jednak sugestia, która mogłaby naprowadzić widza na bardziej konkretny trop. W „Toy Reanimator” pada bowiem pytanie o granice człowieczeństwa, a to, co odróżnia nas - żywe istoty od maszyn i martwych przedmiotów. Tę granicę wyznacza serce rozumiane metaforycznie jako dusza. Znamienne jest, że udaje się przywrócić do życia Michio, dlatego, że nie miał serca, tak jak zabawki i inne popsute przedmioty.


Trwający ledwie 47 minut film to podróż w rejony, w które kino rzadko się zapuszcza, pozostawiając je dla dziedzin sztuki subtelniejszych, nie operujących konkretem – literatury, muzyki czy malarstwa. Ale tym cenniejsza jest wyprawa, w którą zabiera nas Hakubun w „Toy Reanimator”.

Film można zobaczyć TUTAJ