Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ROMANS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ROMANS. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 maja 2015

NA KRÓTKO: KWIECIEŃ 2015

Zhongkui: Dark Crystal and Snow Girl, 
reż. Peter Pau & Tianyu Zhao


Miesiąc kwiecień upłynął mi, jeśli chodzi o premierowe azjatyckie filmy, na bliskich spotkaniach z grozą chińską ( i okolice geograficzne). Były to spotkania, szczerze przyznając średnio udane, choć całkiem ciekawe. Chiński horror to jednak rejony drugiej ligi azjatyckiego kina grozy. Realizacyjnie zazwyczaj solidne i efektowne, ale pod względem treści stanowią nie zawsze strawny misz-masz J-horrorowych zapożyczeń, z thrillerem i melodramatem i koniecznie racjonalnym wyjaśnieniem wszelkich rzekomo nadprzyrodzonych zjawisk. Ale w kraju, w którym jednym słusznym i obowiązującym światopoglądem jest marksistowsko-materialistyczny nie ma miejsca na duchy i inne zabobony. Przynajmniej oficjalnie.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

THE PIRATES (Hae-jeok: Ba-da-ro gan san-jeok, Korea Płd, 2014)



Pirates (2014) on IMDb
®®®®®®®®®® 7/10


O co chodzi?

XIV w. Korea. Z pomocą chińskiego cesarza Minga, generał Yi Song-gye zostaje królem nowozałożonego państwa koreańskiego Joseon. Aby uprawomocnić swoje rządy potrzebna jest mu Królewska Pieczęć nadesłana przez Cesarza. Statek płynący z tym cennym atrybutem władzy zostaje jednak zaatakowany przez wielkiego, szarego wieloryba, który połyka Królewską Pieczęć. Rozgniewany król każe odzyskać zaginiony przedmiot w ciągu dziesięciu dni. Przerażeni dworscy urzędnicy zwracają się o pomoc do kapitana Mo Hong-gaba, który z kolei zwraca się do piratów pod wodzą Yeo-wol. Zaszantażowana przywódczyni piratów zmuszona zostaje do upolowania wieloryba, na którego nieoczekiwanie zapolować pragnie także Crazy Tiger, niegdyś znany jako Jang Sa-jung, były królewski żołnierz, a obecnie przywódca leśnych bandytów. Wkrótce staje się sprzymierzeńcem Yeo-wol, która nie tylko musi dopaść wieloryba, ale także uporać się z pałającym żądzą zemsty kapitanem So-mą, współpracującym z Mo Hong-gabem, zaciekłym wrogiem Jang Sa-junga.


sobota, 10 maja 2014

SEVENTH CODE (Sebunsu kôdo, Japonia, 2013)

 


Seventh Code (2013) on IMDb
MOJA OCENA: 7/10

O co chodzi?

Akiko przybywa do Władywastoku, w Rosji. Tam bowiem zatrzymał się przystojny biznesmen Matsunaga, z którym kiedyś raz się spotkała i które to spotkanie odmieniło jej życie. Wygląda na to, że Akiko zakochała się w mężczyźnie, lecz Matsunaga ledwo sobie przypomina dziewczynę i nie jest zainteresowany dalszą znajomością. Akiko jednak nie ma zamiaru pozostawić Matsunagi w spokoju i ciągnąc za sobą wielką walizkę podąża za mężczyzną. Nie zraża się nawet towarzystwem rosyjskiej mafii, z którą Matsunaga prowadzi szemrane interesy. Natrętność Akiko w końcu wywołuje reakcję mafiosów, którzy zarzucają dziewczynie worek na głowę i wywożą za miasto. Pozbawiona bagażu i pieniędzy znajduje zatrudnienie w japońskiej knajpce we Władywastoku prowadzonej przez Saito. Nie rezygnuje jednak ze znalezienia Matsunagi i co więcej wciąga Saito w jego śledzenie. Tymczasem okazuje się, że interesy, które prowadzi jej ukochany są wyjątkowe niebezpieczne: dotyczą przemytu elektronicznych urządzeń znajdujących się na wyposażeniu bomby atomowej. Wkrótce poleje się krew.

sobota, 4 stycznia 2014

THE MAN FROM NOWHERE (Ajeossi, Korea Płd, 2010)



The Man from Nowhere (2010) on IMDb

O co chodzi?

Cha Tae-sik jest samotnym, małomównym mężczyzną, który prowadzi mały lombard w dzielnicy ciszącej się złą sławą. Niewiele o nim wiadomo poza tym, że skrywa mroczny sekret związany z ze swoją przeszłością i że stara się unikać ludzi. Jedyną osobą, która dotrzymuje mu towarzystwa, jest gadatliwa, ale pełna dziecięcego uroku dziesięcioletnia So-mi, córka sąsiadki - tancerki z nocnych klubów i narkomanki. Zaniedbywana przez matkę, samotna jak Tae-sik, dziewczynka bywa częstym gościem u właściciela lombardu, który opiekuje się So-mi. Gdy matka małej kradnie sporą narkotyki, należące do bezlitosnego gangu handlarzy narkotyków, dorabiających także na handlu ludzkimi organami, ściąga na siebie i na córkę poważne kłopoty. Kobieta zostaje w bestialski sposób zamordowana a So-mi porwana. Tae-sik, dla którego dziewczynka była jedyną bliską osobą, choć ścigany przez stróżów prawa niesłusznie podejrzewających go o zbrodnie, wypowiada prywatną wojnę bandytom, którzy zabili matkę So-mi i porwali dziewczynkę.

środa, 6 listopada 2013

HANA AND ALICE (Hana to Arisu, Japonia, 2004)


Hana and Alice (2004) on IMDb


Wo ai ni (kocham cię)
/cytat z filmu/

O co chodzi?

Hana i Alice są przyjaciółkami. Pewnego razu zauważają na peronie dwóch chłopaków, wyglądających na braci. Dziewczyny spotykają ich każdego dnia, gdy udają się do szkoły i zaczynają się nimi coraz bardziej interesować. Zwłaszcza Hana, która zaczyna z ukrycia fotografować jednego z nich i ulega fascynacji osobą nieznajomego. Zapisuje się do kółka teatralnego tylko dlatego, że „chłopak z peronu” również uczęszcza na zajęcia tego kółka. Któregoś dnia Hana, śledząc nieznajomego spostrzega, że zajęty czytaniem książki chłopak uderza głową o bramę garażu i na krótką chwilę traci przytomność. Hana wykorzystuje okazję. Wmawia mu, że cierpi na amnezję, że nazywa się Masashi Miyashita i że jest w niej zakochany. Chłopak, rzeczywiście wszystkiego nie może sobie przypomnieć, więc daję wiarę słowom dziewczyny. Sytuacja się jednak komplikuje, gdy Masashi przez przypadek odkrywa swoje zdjęcia na komputerze Hany. Dziewczyna jest zmuszona wplątać w intrygę Alice, która ma udawać byłą dziewczynę chłopaka. Masashi coraz częściej zaczyna spotykac się z Alice, a ta niespodziewanie zakochuje się w chłopaku.

piątek, 4 października 2013

EMPIRE OF THE PASSION (Ai no borei, Japonia, 1978)



Empire of Passion (1978) on IMDb


O co chodzi?

Jest rok 1895. Zwolniony z cesarskiej armii Toyoji przebywa do rodzinnej wioski. Dość szybko w oko wpada mu starsza od niego Seki, nazywana Małą Seki, żona Gisaburo - rikszarza. Początkowo kobieta, w obawie przed zazdrosnym mężem i plotkami, broni się przed natarczywymi zalotami Toyojiego. W końcu ulega, rzucając się wir szalonej miłości. Kochanek Seki ma jednak dość potajemnych spotkań i pilnowania się ze swoim uczuciem przed mieszkańcami wioski. Przekonuje kochankę, że trzeba pozbyć się Gisaburo, stojącego na drodze do ich szczęścia. Seki upija męża sake a następnie razem z kochankiem dusi małżonka. Ciało zamordowanego Gisaburo zostaje wrzucone do starej, wyschniętej studni w lesie. Mijają trzy lata. Toyoji i Seki nadal są kochankami, lecz starają się jak najmniej spotykać, udając przed sąsiadami, że nic ich nie łączy. Ale ich romans i zbrodnię, która stała się owocem ich miłości, coraz trudniej ukryć. Gdy w wiosce zjawia się wścibski inspektor policji, sytuacja kochanków pogarsza się jeszcze bardziej. Mimo iż za morderstwo grozi kara śmierci, Toyoji i Seki wciąż się spotykają i kochają.

piątek, 5 lipca 2013

DANGEROUS LIAISONS (Wi-heom-han gyan-gye, Chiny/Korea Płd/ Singapur, 2012)




O co chodzi?

Szanghaj 1931. Pan Xie Yifan i pani Mo Jieyu  - przedstawiciele miejscowej elity i eks-kochankowie rywalizują ze sobą w bezlitosnej walce o władzę nad ludźmi dla czystej przyjemności krzywdzenia i dominowania. Xie bez skrupułów uwodzi kolejne nieszczęśliwie zakochane w nim kobiety, zupełnie nie przejmując się opinią playboya i uwodziciela. Mo, chociaż uchodzi za osobę szanowaną, manipuluje podstępnie osobami z jej otoczenia dla własnych celów. Pewnego razu Mo proponuje Xie, aby uwiódł młodziutką córkę pani Zhu, Beibei, ten jednak woli trudniejsze wyzwanie. Jego celem staje się uchodząca za wzór wszelkich małżeńskich cnót, wdowa Du Fenyu. Mo i Xie zakładają się, że mężczyzn zdoła uwieść wrażliwą kobietę: jeśli tego dokona w „nagrodę” będzie mógł wrócić do byłej kochanki i mieć ją tylko dla siebie. Dość szybko okazuje się, że nie będzie to proste zadanie. Fenyu odstrasza reputacja Xie: bawidamka i lekkoducha, a poza tym wciąż żyje przeszłością i pragnie na zawsze pozostać wierna zmarłemu mężowi. Mężczyzna jest nieustępliwy: stopniowo coraz bardziej osacza kobietę, jednak zła „sława” utrudnia mu uwiedzenie Fenyu. Gdy na jaw wychodzi, iż to pani Zhu rozgłasza oczerniające plotki o  Xie, utrudniające uwiedzenie wdowy, postanawia pomóc Mo w zemście na znienawidzonej matce Beibei. Ale zaangażowanie Xie w uwiedzenie Fenyu staje się tak wielkie, że mężczyzna niespodziewanie zakochuje się w swojej „ofierze”.

piątek, 10 maja 2013

THE TOWER (Taweo, Korea Płd, 2012)



O co chodzi?

Sky Tower to ultranowoczesny, wznoszący się na sto osiem pięter wieżowiec w jednej z dzielnic Seulu. Kierownikiem ochrony w budynku jest Lee Dae-ho, który skrycie podkochuje się w kierowniczce restauracji, Seo Yoon-hee. Kilkuletnia córka Dae-ho, która przybyła za ojcem, nawiązuje znajomość z Yoon-hee, mając nadzieję, że będzie jej nową mamą. Akcja filmu rozgrywa się w dniu wyjątkowym: Wigilii. Trwają przygotowania do imponującego przyjęcia dla mieszkańców i zaproszonych gości, które ma zostać wydane przez właściciela Sky tower, pana Jo. Rzeczywiście, przyjęcie wypada oszałamiająco, a największą atrakcją okazują się helikoptery, które zrzucają sztuczny śnieg. Bo przecież Boże Narodzenie nie może obyć się bez śniegu. W pewnym momencie silny podmuch wiatru rzuca jeden z helikopterów na ścianę budynku. Wbija się on w wieżowiec i wywołuje pożar, który momentalnie rozprzestrzenia się na kilka pięter. Natychmiast w kierunku płonącego Sky Tower ruszają oddziały straży pożarnej, w tym drużyna Kang Young-ki, doświadczonego strażaka i świetnego dowódcy. Wieżowiec w jednej chwili zamienia się w śmiertelnie niebezpieczną pułapkę.

piątek, 26 kwietnia 2013

A WORLD WITHOUT THIEVES (Tian xia wu zei, Chiny/Hongkong, 2004)




O co chodzi?

Wang Bo i Wang Li to para oszustów i kochanków, która po ostatnim „przekręcie” ukrywa się na bezdrożach Tybetu. Po drodze zatrzymują się w jednej z buddyjskich świątyń, gdzie Wang Li niespodziewanie postanawia zerwać ze złodziejskim rzemiosłem. Wkrótce bohaterka spotyka Sha Gena, naiwnego, dobrodusznego wieśniaka, który przez pięć lat pracy przy odnawianiu tybetańskich świątyń uzbierał pokaźną kwotę 60 tys. yuanów. Ma nadzieję, że dzięki zarobionym pieniądzom będzie mógł znaleźć żonę i wyprawić huczne wesele. Torba z pokaźną sumą przyciąga wzrok Wang Bo, ale – jak się wkrótce – nie tylko jego. Okazją do pozbawienia Sha Gena jego dorobku staje się podróż pociągiem, w której biorą udział bohaterowie oraz konkurencyjny gang wujka Li. Wang Li urzeczona niezmąconą wiarą Sha Gena w dobroć ludzi za wszelką cenę stara się ochronić chłopaka przed czyhającymi na zawartość jego torby złodziejami. Splot nieoczekiwanych okoliczności sprawi, że cyniczny Wang Bo z czasem stanie po stronie Wang Li i jego „podopiecznego” Sha Gena. Ale podróż jest długa a złodzieje cierpliwi...

piątek, 22 marca 2013

JONI`S PROMISE (Janji Joni, 2005, Indonezja)




O co chodzi?

Joni jest młodym chłopakiem, który z oddaniem poświęca się swojej profesji: dostarczaniu taśm filmowych do kin. Chociaż praca nie jest najlepiej płatna, Joni jest z niej dumny, ponieważ jest najważniejszą osobą w procesie dystrybucji. Jeśli spóźni się z dostarczeniem rolek z filmami, projekcja zostaje wstrzymana. Poczucie dumy z wykonywanego zawodu nie idzie w parze z poczuciem szczęścia w relacjach z dziewczynami. Joni nikogo nie ma, ale chciałby mieć. Gdy pewnego dnia dostrzega w tłumie widzów czekających na pokaz piękną nieznajomą, zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Dziewczyna przyszła do kina ze swoim chłopakiem, ale nie jest szczególnie zadowolona z jego towarzystwa, bo jej partner to arogancki bufon. Joni ośmiela się zatem podejść do pięknej dziewczyny i nawiązać z nią rozmowę. Chłopak w końcu pyta o imię rozmówczyni, ta zaś stawia warunek: dostarczyć na czas rolkę filmu, który zamierza obejrzeć nieznajoma. Dla Joni`ego to chleb powszedni, więc przyjmuje warunek. Proste zadanie nieoczekiwanie komplikuje się, gdy złodziej kradnie chłopakowi motocykl. Od tego momentu całe miasto sprzysięga się przeciw Joniemu.

piątek, 11 stycznia 2013

CHILLING ROMANCE (O-ssak-han Yeon-ae, Korea Płd, 2011)





Zobacz na IMDB:


O co chodzi?

Ma Jo-goo jest znanym iluzjonistą, który podczas jednego ze swych pokazów sztuczek magicznych dostrzega w tłumie widzów ładną dziewczynę, choć sprawiającą wrażenie wyjątkowo smutnej. Ubrana na czarno wydała się Jo-goo postacią z zaświatów, ale podsunęła mu pomysł na nowy pokazowy numer iluzjonistyczny. Magik zaproponował Yeo-ri, bo tak miała na imię tajemnicza nieznajoma, udział w pokazie w roli… ducha. Dziewczyna przyjmuję propozycję iluzjonisty, ale wydaje się dziwna. Po skończonym występie szybko ucieka do domu i nie nadaje się namówić na wspólne spotkanie z członkami zespołu Jo-goo. Pewnego razu jednak ulega a spotkanie kończy się katastrofą. Pijana Yeo-ri drze koszule magika i powoduje spore zamieszanie. Niemniej od tego wydarzenia Jo-goo zaczyna coraz bardziej interesować się tajemniczą dziewczyną. W końcu odkrywa powód jej dziwnego zachowania i samotniczego trybu życia. Yeo-ri… widzi duchy, które zamieniają jej życie w piekło. Szczególnie uparty jest jeden duch, byłej przyjaciółki, Chu-hee. Okazuje się jednak, że z chwilą poznania iluzjonisty dziewczyna przestaje być sama w swoim cierpieniu. Jo-goo również widzi duchy.

sobota, 20 października 2012

CHOCOLATE (Tajlandia, 2008)




O co chodzi?

Masashi i Zin bardzo się kochają. On jest yakuzą, ona dziewczyną szefa miejscowego gangu, który nie zwykł oddawać swojej własności. Kochankowie skazani są więc na rozłąkę, jeśli chcą zachować życie. Masashi wraca zatem do Japonii, zaś Zin samotnie zajmuje się wychowywaniem ich dziecka – Zen. Zen urodziła się jako autystyczna dziewczynka: nie potrafiła chodzić ani mówić. Jednak wraz z wiekiem coraz bardziej jej uwagę zaczęła przykuwać grupa młodych adeptów boksu tajskiego, trenująca w pobliżu jej domu oraz filmy z mistrzami sztuk walki. Zen zaczęła ich naśladować. Wkrótce okazało się, że posiada nieprzeciętny talent w tym kierunku. Tymczasem matka dziewczynki ciężko zachorowała. Leczenie pochłaniało olbrzymie pieniądze. Aby pomóc Zen jej córka oraz przygarnięty przez nich, chłopak Moon, postanowili pomóc chorej kobiecie. Przez przypadek odkryli dziennik Zin, w którym kobieta zapisywała swoich dłużników. Moon i Zen ruszają zatem by pościągać dawne długi, a ponieważ żaden z zadłużonych nie ma zamiaru dobrowolnie oddawać pieniędzy, do akcji wkracza Zen. Okazuje się być niezrównaną mistrzynią sztuk walki. Jej sława dociera w końcu do byłego szefa Zin, wciąż pałającego żądzą zemsty za zdradę, której dopuściła się matka Zen.

środa, 12 stycznia 2011

A MOMENT TO REMEMBER (Nae meorisokui jiwoogae, Korea Płd, 2004)


Pamiętasz wszystko...
wiem, że pamiętasz
na wieczność całą...
Ja też pamiętam!
A tak się boję, że czas nastanie
kiedy zapomnę...

/Icchak Kacenelson, żydowski poeta i dramaturg /

O co chodzi?

Su-jin jest młodą, atrakcyjną kobietą, która rozpacza po zerwaniu znajomości z żonatym mężczyzną. Niespodziewanie w jej życiu pojawia się przystojny stolarz, kształcący się na architekta, Cheol-su. Młodzi zakochują się w sobie, pobierają się i zamieszkują razem. Nieoczekiwanie na szczęśliwym życiu Cheol-su i Su-jin cieniem kładzie się przerażające odkrycie. Dziewczyna, mimo młodego wieku, zapadła na chorobę Alzheimera. Choroba jest nieuleczalna i w szybkim tempie postępuje. Su-jin traci pamięć, zapomina drogi do domu, nie wiem jak skorzystać z komórki, w końcu zaczyna zapominać Cheol-su i siebie.

Perfekcyjny melodramat

 „A Moment to Remember” w reżyserii Johna H. Lee (Lee Jae-hana) to melodramat perfekcyjny. Dlaczego? Żeby udzielić odpowiedzi na to pytanie trzeba wpierw odpowiedzieć na inne pytania: czym jest melodramat i w jaki sposób z jego konwencją obchodzi się reżyser recenzowanego filmu. Melodramat to jeden z najstarszych gatunków filmowych, wywodzący się z tradycji literackiej i teatralnej (XVIII w. Włochy, Francja). Charakteryzuje się daleko posuniętym skonwencjonalizowaniem, a jego głównym celem jest wywoływanie emocji – wzruszenia. Dlatego też filmy realizowane w tym gatunku odznaczają się atrakcyjną fabułą, wyjątkowymi bohaterami (zazwyczaj młodymi i pięknymi), patosem, sentymentalizmem, gotowymi schematami (np. motyw przypadkowego spotkania i miłości od pierwszego wejrzenia, zawód miłosny, niespodziewanie odwrócenie sytuacji, cudowne ocalenie oraz bardzo często nieszczęśliwe zakończenie). Najważniejszą cechą melodramatu jest temat, który podejmuje, czyli czysta i wieczna miłość, łącząca parę bohaterów oraz Przeznaczenie, zły Los (przeważnie nieuleczalna choroba), która staje na drodze szczęścia bohaterów.

Każdy kto widział „A Moment to Remember” z łatwością odniesie poczynione uwagi, dotyczące gatunku melodramatu, do koreańskiego filmu. Tematem obrazu Lee jest miłość niemożliwa, bohaterowie są atrakcyjni, przypadek sprawił że się pokochali (wpadli na siebie w drzwiach całodobowego sklepu), na przeszkodzie ich pięknego, czystego uczucia staje śmiertelna choroba, czyli Przeznaczenie, Zły Los. Obraz Lee na pozór nie różni się od innych, taśmowo produkowanych wyciskaczy łez, ale nie bez powodu umieściłem „A Moment to Remember” w dziesiątce filmów minionej dekady. Ponieważ nie jest istotna konwencja, ale sposób w jaki reżyser, z niej korzysta oraz szczerość wywoływanych przez film emocji. W tym względzie Lee okazuje się być mistrzem manipulacji. Bo czy tego chcemy czy nie emocjonalna manipulacja wpisana jest w istotę melodramatu (ale nie tylko, bo co powiedzieć o horrorze?). Rzecz w tym by widz nie zdawał sobie sprawy, że ktoś steruje jego wzruszeniem, a już na pewno by nie czuł się emocjonalnie szantażowany. Twórca „A Moment to Remember” jest jednak profesjonalistą i oglądając jego film, dopiero przy ponowny seansie, uświadamiamy sobie jak subtelnie kierował naszymi emocjami.

Lee manipuluje na różne sposoby naszymi odczuciami. Począwszy od wyboru młodych, fizycznie atrakcyjnych i budzących sympatię aktorów w rolach głównych, przez naznaczenie bohaterów różnego rodzaju stygmatami cierpienia (Cheol-su miał nieszczęśliwe dzieciństwo, a Su-jin cierpi na chorobę Alzheimera) aż w końcu po specyficzny sposób filmowania. Z jednej strony twórcy akcentują piękno przyrody, eksponują zbliżenia roześmianych twarzy protagonistów, wprowadzają momenty humorystyczne, eksponują wzajemną miłość i poświecenie bohaterów oraz znaczenie rodziny w życiu itp. Z drugiej zaś, jakby mimochodem, zagęszczają akcję coraz większą liczbą coraz intensywniej objawiających się symptomów choroby Su-jin. Zresztą sceny, w których z sielskiego życia bohaterów wyzierają niepokojące sygnały nadciągającego nieszczęścia  (np. garść długopisów, które bohaterka nosi w torebce, ponieważ ciągle je gubi, jej przejęzyczenia, zapominanie słów itp.) są najlepsze w filmie. Choroba Alzheimera, która nabiera na sile i zaczyna niszczyć Su-jin i jej miłość do Cheol-su jest najwyrazistszym przykładem manipulacji emocjami widzów.  Schorzenie, na które zapada bohaterka w rzeczywistości tylko w 1% zachorowań przytrafia się osobom poniżej 65 roku życia. W filmie natomiast zapada na nią nie tylko bardzo młoda osoba, ale na dodatek piękną, sympatyczna i kochana ( i którą gra Son Ye-jin, co właściwie wystarczy za wszystkie te określenia). Choroba przytrafia się w jej najszczęśliwszy momencie życia i na dodatek rozwija się z prędkością przesuwającej się taśmy filmowej. Ale „A Moment to Remember” to nie reportaż z życia, ale melodramat  Ważne jak te różnego rodzaju uproszczenia, zakłamania i manipulacje wpływają na odbiór filmu. A w tym przypadku film ogląda się znakomicie. Wzruszenie, nawet jeśli reżyser na różne sposoby nim steruje, jest autentyczne i osiąga kulminacje w bardzo dobrym (choć dla niektórych pewnie niemiłosiernie ckliwym) finale.

Ale na wartość obrazu Lee wpływa nie tylko perfekcyjne korzystanie z konwencji melodramatu, wyczucie w manipulowaniu emocjami widzów oraz inteligentne, nie nachalne prowadzenie wątku narastającej grozy nieuleczalnej choroby. Bowiem „A Moment to Remember” to opowieść nie tylko o miłości niemożliwej. To także, a może nawet przede wszystkim, opowieść o ludzkiej pamięci bez, której człowiek po prostu umiera.

Czy mnie jeszcze pamiętasz ?

 Film Lee znacznie zyskuje, gdy rozpatrywać go jako przypowieść o ludzkiej pamięci. Pamięć to nie tylko zdolność do rejestrowania i ponownego przywoływania wrażeń zmysłowych, skojarzeń czy informacji. Pamięć człowieka to jego rodzina, bliscy, przyjaciele znajomi, jego przeszłość, wspomnienia, dziedzictwo, całe życie. Wątek utraty pamięci przez Su-jin jest najbardziej dramatyczny i przejmujący w filmie. I pal licho, że mało prawdopodobny albo nawet w ogóle niemożliwy w życiu, skoro w sugestywny i efektowny sposób ukazuje wagę pamięci. Wątek ten jest udanie wpisany w konwencję melodramatu i stawia przede widzem niegłupie pytanie: czy zapomnimy, tego kogo kochamy? Czy jesteśmy w stanie ocalić miłość od zapomnienia?

Hiszpański pisarz Carlos Ruíz Zafón w powieści „Cień wiatru” napisał: „Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta.”  W kontekście filmu to optymistyczna myśl. Choć Su-jin coraz bardziej zapomina kim jest jej ukochany a nawet zapomina kim sama jest, ona nigdy nie zostanie zapomniana przez Cheol-su i na pewno przez rodzinę. Pamięć unieśmiertelnia ludzi, oni – nawet jeśli nie ma ich wśród nas – żyją we wspomnieniach innych. To dlatego na Dalekim Wschodzie przywiązuje się taką wagę do troski o przodków, o to, by kolejne pokolenia czcili ich pamięć. Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta – po prostu.   

…i słówko o Son Ye-jin

Nie sposób, recenzując „A Moment To Remember” nie wspomnieć o Son Ye-jin w głównej roli kobiecej. Co można napisać o aktorce, która uwielbia się nawet, gdyby przez cały czas stała w filmie jak kołek i gapiła się przed siebie? Rola w filmie Lee stała się przełomem dla aktorskiej kariery Son i uczyniła z niej gwiazdę. Po ponownym seansie (za pierwszym razem było się trudno skupić na czymś innym niż na zjawiskowym pięknie aktorki) z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że stało się to nie za sprawą niewątpliwego wdzięku i urody Son. Koreańska gwiazda w roli Su-jin jest autentyczna, w pełni wiarygodna i z wielką klasą odtwarza swoją tragiczną postać. Gra bardzo oszczędnie, nie nadużywa typowej dla ról heroin melodramatycznej maniery, jest bardzo naturalna i zdobywa sympatię widza od pierwszego kadru, w którym się pojawia. Czy można od aktora/aktorki oczekiwać czegoś więcej? 


MOJA OCENA: 7,8/10



REALIZACJA
FABUŁA
DRUGIE DNO
Powiedzmy wprost – „A Moment To Remember” to konfekcja. Ale konfekcja perfekcyjna i na najwyższym poziomie
On kocha ją a ona coraz bardziej zapomina, że też go kocha. Uszlachetniony melodramat na miejsce w „10 dekady”. 
A jednak jest drugie dno. Film o miłości niemożliwej, ale także o wadze ludzkiej pamięci.

>

niedziela, 12 grudnia 2010

SUZHOU RIVER (Sūzhōu Hé, Chiny, 2000)


O co chodzi?
  
Na fabułę składają się dwie przeplatające się historie. Akcja filmu rozgrywa się nad tytułową rzeką, która przepływa przez Szanghaj. Głównym bohaterem i narratorem jest filmowiec-amator (jego twarzy nigdy nie zobaczymy), który nie rozstaje się z kamerą. Podczas wykonywania reklamy dla podrzędnego baru poznaje młodą dziewczynę Meimei, która zarabia na życie pływając w przebraniu syreny w wielkim akwarium. Bohater zakochuje się w Meimei, która nie jest zwyczajną dziewczyną. Zdarza się jej się bez słowa znikać na kilka dni, mimo to mężczyzna wciąż ją kocha. Meimei ma jednak wątpliwości. Pyta się go wówczas: „ Jeśli kiedyś zniknę, czy będziesz mnie szukał, tak jak Mardar? Będziesz mnie szukał bez końca? Przez całe życie?”  Pewnego razu Meimei opowiada zakochanemu mężczyźnie niezwykła historię Mardara i Moudan. Mardar pracował jako kurier, ale nie wszystkie jego zajęcia polegały na przewozie paczek. Pewien biznesmen, który dorobił się na przemycie polskiej Żubrówki miał dla Mardara nietypowe zlecenie. Miał on zawozić jego córkę Moudan do ciotki, podczas gdy on spotykał się z kolejnymi kochankami. Z czasem Mardar i Moudan zbliżyli się do siebie i zakochali. Jednak gdy w życiu mężczyzny pojawiła się jego dawana kochanka i dawny znajomy gangster Lao B., sprawy przybrały zły obrót. Mardar został wciągnięty w porwanie Moudan dla okupu.  Ta historia nie miała happy endu – Moudan uciekając przed Mardarem wskoczyła do rzeki Suzhou, zapowiadając, że odrodzi się jako syrena. Jej ciała nigdy nie znaleziona, więc ukochany wciąż jej szukał. W końcu dotarł do Meimei , wyglądającej identycznie jak jego miłość życia, Moudan.

6 vs 5

Reżyser „Suzhou River”, Lou Ye kojarzony jest z grupą młodych chińskich filmowców określaną mianem Szóstej Generacji.  Jego najbardziej znany film, omawiany w tej recenzji, jest natomiast uważany za standardowy przykład estetyki Szóstej Generacji. Nieopatrzeni aktorzy, naturalne plenery i wnętrza, ruchoma, wszędobylska kamera, życie ulicy łapane na gorąco – to wszystko możemy zobaczyć w filmie Ye. Możemy zobaczyć także w „Suzhou River” (i innych filmach tego ruchu) Chiny w czasach gospodarczej transformacji odarte z pocztówkowego, propagandowego zakłamania. Nic dziwnego, że niepokorny film młodego reżysera był w niesmak komunistycznej władzy. Pod pretekstem prezentacji „Suzhou River” na festiwalu w Rotterdamie bez urzędowego pozwolenia, reżyser otrzymał dwuletni zakaz filmowania.  Ye stał się ofiarą represji, co w paradoksalny sposób zbliżyło go do twórców Piątej Generacji – Zhanga Yimou, Chena Kaige, Tian Zhuangzhuang i Zhang Junzhao. Niegdyś ich filmy były zakazywane a oni sami represjonowani, dziś są uważani za najważniejszy produkt eksportowy „nowych” Chin (zwłaszcza dwaj pierwsi), więc w roli męczenników systemu zastąpili ich twórcy Szóstego Pokolenia.

Ten wtręt o reżyserach tworzących w latach osiemdziesiątych i należących do poprzedniego pokolenia (tzw. piątego) pojawił się nie bez przyczyny. Odniosłem bowiem wrażenie, że jednym z najbardziej motywujących Ye czynników, była chęć zrealizowania filmu wbrew ideologii i estetyce filmów Yimou czy Kaige. Wyjaśnijmy, że filmowcy ci tworzyli kino rozrachunkowe, opisywali losy jednostki na tle okrutnej, bezlitosnej historii Chin rządzonych przez komunistycznego despotę Mao Ze Donga. To były proste, głęboko poruszające, pełen humanizmu historie. Dodajmy koniecznie, że to właśnie te historie ( oraz ostra surowa reakcja władzy na nie) zwróciły uwagę Zachodu na chińskie kino. Czasy się jednak zmieniły, martyrologia przestała być modna, niegdysiejsi bojownicy o wolność kręcą filmy za przyzwoleniem i na zamówienie komunistycznego reżimu, ale artystyczna spuścizna Zhanga Yimou i Chena Kaige wciąż ciąży młodym filmowcom. Naturalne zatem, że w filmowcach Szóstej Generacji zrodziła się przemożna chęć odcięcia się od dziedzictwa starszych kolegów i robienia „swojego kina”.

O zgubnych skutkach pozorów głębi

Dlatego też „Suzhou River” jest opowieścią ostentacyjnie niedbałą, jeśli chodzi o formę (filmowanie ręczną kamerą, bez należytego oświetlenia, bez dbałości o kompozycję kadrów, bez starannego montażu itp.) i ostentacyjnie pozbawioną „wielkiej historii”. Ye bierze się w swoim filmie za najbanalniejszy z tematów – miłość.  Temat może i banalny, ale zawsze aktualny i zawsze zawierający w sobie olbrzymi potencjał. Ye postanowił go opowiedzieć po swojemu, co spotkało się z niezwykle przechylną reakcją zarówno krytyków i widzów. Uczciwie trzeba przyznać, że Ye (przynajmniej na papierze) stworzył całkiem nieoczekiwaną historię miłosną. Z jednej strony nic szczególnego: bohaterowie spotykają się, zakochują się w sobie, potem ich uczcie zostaję wystawione na próbę, nadal jednak się kochają. Z drugiej strony historie miłosne są dwie, zachodzą na siebie, krzyżują, rozdzielają. Ye komplikuje narrację nie tylko plącząc dwa różne wątki, grając przestrzenią, zmienną tożsamością postaci, ale także eksperymentując z identyfikacją. Narratorem jest bowiem „człowiek z kamerą”. Nie widzimy jego twarzy, słyszymy jego głos, z jego perspektywy oglądamy wszystkie filmowe zdarzenia. Ye wymusza w ten sposób na widzach identyfikację z postacią filmowca, sprawiając, że widz staje się w istocie jednym z bohaterów filmu. Być może to i sprytny sposób na bezpośrednie włączenie widza w filmowy świat, ale trzeba czegoś jeszcze: emocji i sensu.

Wiele dobrego słyszałem o „Suzhou River”, ale po jego seansie, nie rozumiem, skąd wzięły się te wszystkie zachwyty nad nim. Być może Ye nie trafił swym obrazem w moja gusta, a być może ten film naprawdę nie jest tak dobry, jakby się chciało. Pierwsza wątpliwość:  czemu ma służyć duplikowanie historii miłosnej, duplikowanie postaci Meimei/Moudan? Czemu ma służyć przenikanie się tych historii? W obu przypadkach odpowiedź brzmi: niczemu. Albo raczej: pozorom stwarzania głębi.  Idźmy dalej: po co reżyser umieszcza w filmie motywY baśniowe/poetyckie (wątek syreny). Odpowiedź: niewiadomo, chyba że znów, chodzi o stwarzanie pozorów.  Po co reżyser gmatwa narracje, wymusza identyfikację, eksperymentuje z fabułą –  tak naprawdę niewiadomo. Wiadomo natomiast, że pod pozorami oryginalności i głębi skrywa się porażająca pustka. Na dodatek podana w irytującej pseudonowatorskiej, paradokumentalnej formie i zmieszana w nieprzyswajalnym koktajlu gatunkowo-stylistycznym. Kłania się twórczość Godarda, Wong Kar-Waia, nawet Hitchcocka. Film noir miesza się z romansem, romans z filmem gangsterskim, film gangsterski z realizmem magicznym a realizm magiczny z poetyką ciemna verite. Ale jak mawiał mój znajomy – po nieumiejętnym mieszaniu, kac tylko. Na dodatek bohaterowie są jednie bezwolnymi marionetkami, niby interesującymi a w rzeczywistości pretensjonalnymi (po kiego ta dziewczyna znikała z domu na kilka dni? Żeby było bardziej tajemniczo i romantycznie?!). Nie ma w „Suzhou River” ani prawdziwych emocji, ani prawdziwej głębi, a metafora (rzeka jako życie) nie wychodzi poza banał.

Może i jestem zbyt surowy dla „Suzhou River”, ale czasem zły film, który nie wstydzi się tego, ze jest zły wzbudza większy szacunek niż obraz, który tylko udaje lepszego niż jest w rzeczywistości. Lou Ye zapomniał, że o sile przekazu decyduje prostota i jego szczerość. Niestety, w przypadku jego filmu zabrakło obu tych elementów.

Więcej o SUZHOU RIVER

MOJA OCENA: 4/10

REALIZACJA
FABUŁA
DRUGIE DNO
Bohater nie rozstaje się z kamerą nawet, gdy całuje dziewczynę. Sztuczne, pretensjonalne. A jako metoda przytrzymania widza przy ekranie mało skuteczne. No i to już wszystko było, i to w znacznie lepszym wydaniu.

Przerost formy nad treścią. Opowieść o miłości, która ma większe ambicje, niż wywołuje emocje. Więcej w recenzji

Tu byłby problem nawet z pierwszym dnem, a co dopiero z drugim.


>

wtorek, 4 maja 2010

BUPPHA RAHTREE (Tajlandia, 2003)


APARATAMENT 609 

Powiedzmy sobie wprost: azjatycki humor bywa specyficzny. Skłonność do akcentowania jego cielesnego charakteru, teatralność, przesada – oto powody, dla których dzielenie śmiechu ze wschodnią publicznością może sprawić trudność widzom z Zachodu. Sytuacja staje się jeszcze trudniejsza, gdy odniesiemy ją do gatunku grozy, bowiem humor to zdecydowanie sprzeczny z naturą horroru element. A jednak filmy starające się godzić obie sprzeczności nie są odosobnione, choć tych udanych jest niestety niezbyt wiele. Jeśli chodzi o azjatyckie podwórko, to przyzwoicie wypadało kilka koreańskich komedio-horrorów („Ghost House”, „Sisily 2km”, „Chaw”). Być może kilka udanych znaleźlibyśmy wśród pozycji grozy z Hongkongu (np. „Chińskie duchy”), aczkolwiek to już jest obszar znacznie bardziej ryzykowny. Nie brakuje również komediowego potraktowania horroru pośród japońskich filmów, choć raczej na zasadzie makabrycznej parodii lub co najwyżej pastiszu („Wild Zero”, „Robo-geisha”). Najwięcej jednak tego rodzaju hybryd znajdziemy, poza kinem grozy z Hongkongu, wśród przedstawicieli tajlandzkiego horroru. Elementy komediowe wciska się tam do wielu filmów – nie tylko grozy, ale kina akcji, widowisk historycznych, dramatów, thrillerów itp. . „The Formalin Man”, ”Body Jumper”, „Sars Wars”,„Ghost Station” – oto tylko niektóre z tytułów tajlandzkich horrorów na wesoło. Z jakim skutkiem wypada ów gatunkowy melanż ? Raczej marnym, choć Tajlandczycy umierają na nich ze śmiechu.

Jest jednak na pewno jeden tytuł pośród tajlandzkich komedio-horrów, który godzi gusta miejscowej publiczności i zachodniego widza (a przynajmniej powinien). „Buppha Rahtree” w reżyserii Yuthlerta Sippapaka to zaskakująco udana mieszanka romansu, komedii i horroru. Bohaterką filmu jest Buppha Rahtree, samotna, skromna studentka medycyny, która pada ofiarą, Ake dziedzica jednej z największych fortun w kraju. Chłopak założył się ze znajomymi, że uwiedzie dziewczynę. Gdy mu się to udaje, wyjeżdża z Tajlandii, do Londynu na studia, pozostawiając Rahtree ze złamanym sercem i ciążą. Zrozpaczona dziewczyna podczas próby aborcji niechcianego dziecka wykrwawia się na śmierć. Przepełniona żalem Rahtree staje się po śmierci - phi tai tong glom, czyli szczególnie niebezpiecznym dla żywych duchem kobiety zmarłej podczas porodu (lub aborcji). Zaczyna nękać lokatorów budynku, w którym mieszkała pozbawiając chciwą właścicielkę Panią See źródła utrzymania. Wszyscy bowiem pouciekali w popłochu. Tymczasem uzależniony od narkotyków Ake wraca do kraju. Przepędzony przez zhańbionego wybrykami syna ojca, zamieszkuje u Rahtree, nie zdając sobie sprawy, że dziewczyna od wielu miesięcy nie żyje i że stała się mściwym duchem.

Reżyser filmu Yuthlert Sippapak to jeden z najbardziej utalentowanych twórców komediowej odmiany horrorów. Ma w dorobku m.in. horrorowy pastisz słynnego obrazu o kowbojach-gejach, „Brokeback Mountain” (2005) Anga Lee, a także komedie akcji, dramaty i romanse. Sławę przyniósł mu jednak pochodzący z 2003 r. „Buppha Rahtree”, który doczekał się trzech kolejnych sequeli z podtytułami: „Return” (2005) i „Reborn”(2009) i „Revenge” (2009). Wszystkie wyreżyserował Sippapak i wszystkie odniosły wielki sukces u rodzimej publiczności.

Recepta tajlandzkiego reżysera na udany komedio-horror jest prosta. Po pierwsze sympatyczni bohaterowie, których los będzie nas obchodził. Rahtree, która gra piękna kobieta i utalentowana aktorka, Laila Boonyasak (”Last Life in The Universe”, „Phobia”) wzbudza nasze współczucie. Mężczyźni traktują bohaterkę w wyjątkowo okrutny sposób. Gdy była mała dziewczynką zwyrodniały ojciec molestował ją, powodując, że wyrosła na nieśmiałą, zakompleksioną dziewczyną, podatną na manipulacje ze strony innych mężczyzn. Choć wydaje się, że Ake żywi wobec niej szczere uczucia, w istocie okazuje się warta dla niego jedynie butelkę likieru (taka była stawka zakładu z kolegami-bogaczami). Przy czym reżyser umiejętnie unika szantażowania widza stereotypem skrzywdzonej niewinności. Ot, kolejna dziewczyna, którą rozkapryszony dziedzic milionera, skrzywdził dla zabawy. Ale również Ake – sprawca nieszczęścia Rahtree nie jest postacią naszkicowaną pobieżnie i stereotypowo. Jest przedstawiony jak ofiara niemoralnych zasad, którymi kieruje się otoczenie chłopaka. Bogacze zachowują bowiem pogardę dla biednych i wrażliwych, traktując ich jako obiekty okrutnych zabaw (skąd my to znamy? np. z „Niebezpiecznych związków” Choderlosa de Laclosa). Ake zostawia Rahtree, lecz zagranicą nie potrafi się odnaleźć, popadając w narkotykowe uzależnienie, wciąż żałując i tęskniąc za dziewczyną, którą skrzywdził, choć w istocie pokochał. Nie przestaje być jednak mężczyzną, gdy więc wraca i zamieszkuje z Rahtree-duchem nie potrafi powstrzymać się przed pokusą w postaci seksownej kelnerki. Tym razem za zdradę słono zapłaci.

A zatem bohaterowie, umiejętnie poprowadzeni i zajmujący. Po drugie: inteligentnie wplecione w fabułę filmowe aluzje. Widzowie zachodni z pewnością rozpoznają nawiązania do „Egzorcysty” William Friedkina, bo są one przywołane bezpośrednio. Dwóch katolickich księży stara się przepędzić ducha Rahtree z pokoju 609. Starszy ksiądz jest wielkim fanem obrazu Friedkina, młodszy, niedoświadczony ma na imię Damien – tak jak dziecko Antychryst z serii „Omen”. Jest oczywiście scena wywoływania egzorcyzmów parodiująca podobną z amerykańskiego horroru. Rahtree w demonicznej postaci zaś przywodzi oczywiste skojarzenia z opętaną Megan. Są nawet rzucane przez bohaterkę grubym głosem obelgi i wymiotowanie na księdza. Scena kończy się paniczną ucieczką przerażonych sług Bożych przed rozzłoszczonym upiorem. Pojawiają się również aluzję do „Misery” Boba Reinera, „Gry wstępnej’ Takashiego Miike, do tajlandzkiego megaprzeboju kina grozy – „Nang Nak” Nonzee Nimibutra oraz do …południowo-azjatyckich horrorów o pocongu (zmarły zawinięty w śmieszny kokon z płótna). Wszystkie one nie służą jednak do łatania fabuły, ale do prowadzenia intertekstualnej gry z widzem horrorów.

Trzecia przyczyna sukcesu obrazu Sippapaka, to właśnie dawka horrorowych atrakcji. Zazwyczaj hybrydy komedii i grozy sprawiają, że ten drugi składnik wypada kiepsko. Ale nie w „Buppha Rahtree”. Charakteryzacja upiora jest przekonująca, sam duch jest groźny, wszechobecny, uparty i niezwykle gwałtowny w działaniu. Nie brakuje udanych jump scene i kilku mocniejszych momentów, jak choćby ten, kiedy Rahtree odcina nogi niewiernego Ake piłką do cięcia metalu. Słowem solidny horror w komediowym zestawieniu (a nie na odwrót).

Wady? No cóż, chyba ów specyficzny humor, pełen wrzasków, krzyków, bezskładnej bieganiny i przesadnej gestykulacji oraz kilka karykaturalnych do potęgi postaci, które miast śmieszyć irytują. I dość nietypowe, by nie powiedzieć szokujące, ukazanie upośledzonego fizycznie i umysłowo bohatera. Grający tę postać aktor nie udaje – cierpi na widoczną ułomność a humorystyczne sceny z jego udziałem mają wzbudzać śmiech właśnie tę jego niepełnosprawnością. Na Zachodzie taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. No, ale nie w Tajlandii, gdzie można się wyśmiewać z różnego rodzaju mniejszości seksualnych, to dlaczego nie z upośledzonych?

Początkowe sceny filmu:

piątek, 19 lutego 2010

OWL AND THE SPARROW (Wietnam, 2007)


ZAGUBIENI W SAJGONIE

Sztuka mówienia szeptem we współczesnym kinie wydaje się być na wymarciu. Filmy muszą być krzykliwe, hałaśliwe, posługiwać się ostrymi, wyrazistymi środkami wyrazu. Nie wdają się w subtelności, tylko starają się widza przytłoczyć, wgnieść w fotel, zaszokować. Na szczęście egzotyczne kinematografie, takie jak wietnamska, wciąż jeszcze ufają w inteligencje i wrażliwość widza, nie traktując go jak dzieciaka z ADHD, którego nieustannie trzeba czymś zaskakiwać, by nie znudził się seansem. „Sowa i wróbel” („Owl and the Sparrow”) to rzadki przykład obrazu, który mówi szeptem, jest subtelny i ufa wrażliwości odbiorcy. Krótko mówiąc: wyjątkowy film.

Dziesięcioletnia Thuy pracuje w małej fabryczce bambusowych pałeczek u despotycznego wujka Minha. Wuj jest jedyną rodziną dla dziewczynki osieroconej po śmierci jej rodziców. Thuy ma jednak dosyć wykorzystywania przez chciwego krewnego i postanawia wyruszyć do pobliskiego Sajgonu (oficjalna nazwa Hochi Minh City). Aby przeżyć samemu w wielkim mieście sprzedaje róże i śpi nad brzegiem rzeki. Pewnego razu spotyka Lan, młodą, piękną stewardesę, która w przerwach między kolejnymi lotami, wdaje się w skazany na niepowodzenie romans z żonatym pilotem. Thuy poznaje także Haia, pracownika miejskiego ogrodu zoologicznego, który rozpacza po zerwaniu z dziewczyną. Każdy z trojga bohaterów czuje się nieszczęśliwy i samotny w gwarnym, tętniącym życiem Sajgonie. Za sprawą rezolutnej Thuy życie Lan oraz Haia ulegnie całkowitej zmianie. Tymczasem wuj Minh przybywa do miasta z zamiarem odnalezienia nieposłusznej bratanicy.

Prawdziwa rewelacja! Okazuje się bowiem, że sztuka filmowa może być jeszcze sztuką przez duże S. Wystarczy jedynie prostota, skromność oraz troje znakomitych aktorów, by powstał film, którego nie da się obejrzeć bez wilgotnych oczu. A czyż nie na tym polega rola sztuki, żeby wzbudzać emocje? Przy czym nie są to emocje wywoływane tanimi chwytami, prymitywnie i banalnie. Autentyczne wzruszenie, które towarzyszy nam podczas seansu, to rezultat w dużej mierze godnej podziwu umiejętność chwytania życia na gorąco, w sposób niezwykle naturalny, bezpretensjonalny i ujmujący. Czwartym bohaterem „Sowy i wróbla” jest bowiem Sajgon – ośmiomilionowa metropolia, w której łatwo zgubić drogę do samego siebie. Film Gaugera wpisuje się w nurt kina miejskiej alienacji, a zwłaszcza do takich filmów, jak „Miedzy słowami” czy „Lost in Beijing”. Zwłaszcza pierwszy z wymienionych ma wiele wspólnego z wietnamskim obrazem. Oba filmy unikają epatowania pesymistyczną wizją wyobcowania i zaniku międzyludzkiej komunikacji, natomiast pokazują, że dwoje samotnych ludzi w miejskim, anonimowym tłumie może się odnaleźć, jeśli bardzo tego pragnie.

Bohaterowie filmu Gaugera otwierają się na siebie, bo tego chcą, ale też dlatego, że łączy ich znajomość z Thuy - najważniejszej postaci w filmie. Młodziutka Thu Hu La w roli dobrej wróżki skutecznie swatającej Lan i Haia kradnie film swym dorosłym partnerom.. Jest naturalna, śliczna, urzekająca, odważna, sprytna, rozsądna, stanowcza i przejmująca. Zdobywa sympatię widza z łatwością, której mogłyby jej pozazdrościć największe aktorskie sławy. Miejmy nadzieje, że jeszcze w przyszłości będzie dane nam zobaczyć tę utalentowaną nieprofesjonalną aktorkę .Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że także dorośli aktorzy z wyczuciem wcielili się w grane przez siebie postacie, czyniąc je naturalnymi i wiarygodnymi, a tym samym bliskimi wyobrażeniom widzów. A nie było to łatwe, zważywszy na realistyczny sposób filmowania (cały film nakręcony został kamerą „z ręki”), który każdą sztuczność w grze aktorskiej obnażyłby z bolesną szczerością.

Czasem zarzuca się Gaugerowi sentymentalizm, ale nie przejmowałbym się tym zarzutem. Nie jest to sentymentalizm łzawy, lecz subtelny i mądry. Bo największą wartością „Sowy i wróbla” jest szlachetność przedstawionej historii. Po seansie filmu można odzyskać wiarę w ludzką dobroć i że ten, pędzący na złamanie karku świat, czasem udaje się zatrzymać. I wtedy okazuje się, że jest to całkiem przyjemne miejsce. Może właśnie z tego powodu publiczność festiwalu Kino w Pięciu Smakach w 2008 r. przyznała swą nagrodę skromnemu filmowi Stephena Gaugera.

niedziela, 14 lutego 2010

AN EMPRESS AND THE WARRIORS (Hongkong / Chiny, 2008)


WALENTYNKOWA CESARZOWA

Ching Siu-tung, reżyser „Cesarzowej i wojowników”, zasłynął jako twórca kultowych „Chińskich duchów” („A Chinese Ghost Story”, 1987) – niezwykłej mieszanki kina wu xia, komedii i horroru o duchach. Ching jest również jednym z najlepszych tzw. martial arts. director, czyli reżyserem scen walki. Swój talent w tej dziedzinie zaprezentował tworząc niewiarygodną choreografię do słynnych filmów wu xia Zhanga Yimou – „Hero” oraz „Dom latających sztyletów” oraz do wielu filmów Tsui Harka, hongkońskiego mistrza kina kopanego. Ching reżyserował także sceny walki w omawianym filmie, lecz tym razem zafundował widzom bardziej realistyczne, choć wciąż imponujące potyczki bohaterów, przede wszystkim z użyciem mieczy.

Akcja „Cesarzowej i wojowników” rozgrywa się bowiem w okresie historycznym znanym jako Okres Dziesięciu Królestw (907-960 n.e.). Królestwa te powstały w południowej części Chin i jednym z nich było państwo Yan. I na tym kończy się historia w filmie Chinga – reszta to już fikcja. Po skrytobójczej śmierci króla Yan rządy przejmuje jego córka, księżniczka Feirei co wzbudza zawiść w podstępnym i żądnym władzy siostrzeńcu monarchy. Nasyła na młodą cesarzową tajnych zabójców, ci zaś ranią ją podczas pogoni za Feirei. Dziewczyna trafia do żyjącego w lesie trudniącego się ludową medycyną, Duan Lanquan – niegdyś członka okrutnej kasty bezlitosnych wojowników, który miał dość wojen i mordowania. Pod wpływem rozkwitającego uczucia miłości do Duana księżniczka zmienia swe wojownicze usposobienie i zaczyna inaczej patrzeć na świat i zarządzanie państwem. Sielanka nie trwa jednak długo. Ojczyna – otoczona przez wrogie wojska i targana wznieconym przez siostrzeńca króla buntem – jest w potrzebie. Feirei stanie przed dramatycznym wyborem: szczęście osobiste czy obowiązki wobec kraju?

Podczas oglądania najnowszej produkcji Chinga po głowie chodziło mi wciąż jedno słowo: „ładny”. Bo ten film właśnie taki jest. Pełen pięknych, zachwycających chińskich plenerów , pięknych duchowo i fizycznie bohaterów, którzy postępują tylko szlachetnie i mądrze, a także pięknego, romantycznego uczucia miłości, które łączy Feirei i Duana. Owszem nie brak w tym filmie niegodziwców i łajdaków a szczęście bohaterów co chwila zostaje wystawiane na próbę przez ciągłe bitwy, bunty i niecne knowania. Co więcej zwycięstwo Dobra, które dla każdego oglądającego jest tak oczywiste jak dzień i noc, okupione zostaje ofiarami. A jednak „Cesarzowa i wojownicy” są ładnym filmem. Urzeka, paradoksalnie, prostota, a nawet naiwność całej przedstawionej historii. Żadnego skomplikowania, żadnej ambiwalencji i niejednoznaczności w zachowaniu postaci. Czy zatem film Chinga jest banalny i błahy? Z całą pewnością nie, jeśli potraktujemy go jako baśń historyczną, w której rajce dobra i zła porozdzielane są jedynym pociągnięciem scenariuszowego pędzla. Baśń jest przepięknie sfilmowana, niektóre sceny odznaczają się poetycką urodą, sceny batalistyczne trzymają wysoki poziom chińskich superprodukcji (a wiec tysiące prawdziwych, a nie komputerowych żołnierzy, rozmach i dramaturgia), a sceny walki, choć ustępują tym znanym z filmów Zhanga Yimou, są zrealizowane po mistrzowsku. Krótko mówiąc „Cesarzowa i wojownicy” ogląda się z przyjemnością. Zakłóca ją nieco zbędny patos, który pojawia się pod koniec filmu (scena walki gen. Myuonga z setkami przeciwników).

W dobie filmów epatujących przemocą i moralną ambiwalencją, film Chinga nieoczekiwanie wyróżnia się przejrzystością, wiarą w heroizm jednostki (kto chce niech doszukuje się politycznych aluzji) oraz romantycznym obrazem miłości – czystej, niewinnej i pięknej. Właśnie przez wątek romansowy – wyjątkowo obszernie rozbudowany – śmiało można polecić „Cesarzową i wojowników” na walentynkowy wieczór we dwoje. Gwarantuję: ukochana wypłacze się Wam w rękaw jak nigdy wcześniej.

poniedziałek, 8 lutego 2010

THE REBEL (Wietnam, 2006)


VIETNAM EXPRESS

Kino wietnamskie, poza bywalcami festiwalu Kino w Pięciu Smakach, jest w Polsce niemal nieznane. A tymczasem kinematograf we Wietnamie pojawił się za sprawą Francuzów już w 1905 r., zaś regularna produkcja filmowa rozpoczęła się w latach 40. ubiegłego wieku. W 1963 r. otwarto w Hanoi Państwową Szkołę Filmową, choć większość ówczesnych twórców filmowych uczyło się zawodu w radzieckim WGiK-u. Niestety filmy, które powstawały we Wietnamie, z małymi wyjątkami, prezentowały wątpliwy poziom artystyczny, będąc w istocie komunistycznymi agitkami. Wietnamczycy wyspecjalizowali się zwłaszcza w produkcji dokumentalnej. W latach 1954- 1975 powstało ponad trzysta dokumentów, przy jedynie trzydziestu sześciu filmach fabularnych. Zmiana nastąpiła na początku lat 90. XX wiek, wraz z reformami gospodarczo-społecznymi. Kino wietnamskie sięgało po bardziej zróżnicowane gatunki i tematy a na czołowego twórcę, nie tylko rodzimej kinematografii, wyrósł Tran Ahn-Hung, reżyser wyrafinowanych dramatów psychologicznych - „Zapach zielonej papai”, „Rikszarz”, oraz „Schyłek lata”. Znamienne, że ten najsłynniejszy wietnamski filmowiec realizuje swoje filmy we Francji. Znamienne, ponieważ we Wietnamie, choć powstają obrazy kręcone przy wyłącznym udziale miejscowego przemysłu filmowego, większość stanowią koprodukcje z innymi państwami najczęściej z Francją (np. „Kochanek” Jean-Jacques Annuda), a od niedawna także z USA (np. horror „Dusze”). Są jednak wyjątki. Na przykład „The Rebel”- najdroższy, kosztujący ok. 3 mln dolarów film, będący też największym komercyjnym sukcesem wietnamskiej kinematografii. Ale czy można się dziwić, ze rodzima publiczność tłumnie zapełniała sale? Skoro Wietnamczycy stworzyli prawdziwe filmowe cacko.

Akcja filmu rozgrywa się w 1920 r. i skupia się na trójce wyraziście nakreślonych, pełnych życia bohaterach. Cuong jest tajnym agentem na usługach francuskiej policji, gdyż Wietnam od 1883 r. był kolonią zarządzoną przez Francuzów. Bohater ma dość zabijania po tym jak na jego oczach zabity został młody chłopak. Thuy jest córką przywódcy rebeliantów, który zamierza wzniecić narodowe powstanie i przepędzić francuskich okupantów. Dziewczyna jest piękna, odważna i gotowa na każde poświęcenie w imię walki o niepodległość. Podczas jednego z nieudanych zamachów na francuskiego oficjela, zostaje pochwycona przez Cuonga i jego przyjaciela, Sy`a. Sy jest również tajnym agentem policji, ale jest znacznie bardziej brutalny i bezwzględny niż marzący o spokojnym, ustabilizowanym życiu Cuong. Ciąży na nim brzemię bękarta prostytutki i pasmo upokorzeń, za które w skrytości ducha mści się na tych, którzy nieopatrznie wejdą mu w drogę. Sytuacja zaczyna się komplikować, gdy Cuong zakochuje się w Thuy i postanawia jej pomóc w ucieczce. Tylko, czy zaciekli wrogowie mogą sobie ufać? Może Cuong prowadzi podwójną grę, by dotrzeć do nieuchwytnego ojca dziewczyny i przywódcy buntowników?

Cała trójka głównych antagonistów zagrana jest przez gwiazdy wietnamskiego kina – atrakcyjnie wyglądających, wysportowanych i zdobywających zainteresowanie widza od pierwszego pojawienia się na ekranie. Johnny Nguyen (Cuong) mieszka w USA, do których wyemigrował wraz z rodzicami w wieku ośmiu lat. Jego najgłośniejsza rola pochodzi z tajlandzkiego przeboju kinowego, „The Protector”, w którym był rywalem samego Tony Jaa, mistrza tajskiego boksu i gwiazdy tajlandzkiego kina sztuk walki. W filmie tym Ngyuen…grał Johnny`ego – gangstera specjalizującego się w vovinam (Việt Võ Đạo, wietnamskiej sztuce walki). W „The Rebel” aktor również popisuje się swoimi fenomenalnymi umiejętnościami i jest naprawdę na co popatrzeć. Zresztą sceny walki, których w filmie jest bardzo wiele, są jednym z niezaprzeczalnych atutów filmu. Żaden tam podniebny balet znany z chińskich wu xia czy splastickowa kopanina kojarząca się z komediowych filmów z Hongkongu, tylko solidny, realistyczny łomot. Aktorzy ani kaskaderzy podczas tych scen nie oszczędzają się. I to widać. 

Pod względem umiejętności w sztukach walki pozostała dwójka aktorów niczym Ngyuenowi wcale nie ustępuje. Dustin Ngyuen (niespokrewniony z Johnny`m) również jako dziecko znalazł się z rodziną w USA. Sławę telewizyjnej gwiazdy zdobył grając w serialu młodzieżowym „21 Jump Street”, a także w wielu innych popularnych serialach (m.in. „Ostry dyżur”). Natomiast Thanh Van Ngo (Thuy) to ciesząca się olbrzymią popularnością aktorka, piosenkarka i tancerka. A także zjawiskowo piękna kobieta.

Nawet jednak najpiękniejsi i najseksowniejsi aktorzy to nie wszystko, by film osiągnął sukces. Scenariusz „The Rebel” przedstawia prostą i nieskomplikowaną historię, ale dzięki temu ani przez moment nie jest nudno a tempo filmu zwalnia dopiero na napisach końcowych. Być może nawet niektóre wydarzenia dzieją się zbyt szybko a bohaterom zaskakująco często sprzyja szczęśliwy zbieg okoliczności, lecz to w gruncie rzeczy drobiazgi. Liczy się wciągająca opowieść, wizualne piękno obrazu oraz subtelnie zaznaczone, kiełkujące gdzieś na drugim planie ucieczek, pogoni, scen walki i strzelanin uczucie miłości między Cuong a Thuy. No i nie zapominajmy o charyzmatycznym łotrze, Sy`u w interpretacji Dustina Ngyuena. Jego los co prawda łatwo przewidzieć, lecz autentycznie nam żal, że nie kończy się on inaczej niż się spodziewaliśmy.

Na koniec kilka słów o treści. „The Rebel’ uważa się za przykład filmu, w którym oficjalną rządową ideologię zaprzęgnięto w służbie kina rozrywkowego. Może coś w tym jest. Wszak jest to także opowieść o rewolucjonistach – walecznych, dzielnych i gotowych umierać za idee. Pojawia się też kilka oczywistych politycznych aluzji. Na przykład scena masakry wieśniaków przez francuskich żołnierzy dość jednoznacznie przywodzi na myśl podobne masakry dokonywane przez amerykańskich marines w czasie wojny wietnamskiej. Powstańcy z filmu to aluzja do komunistycznej partyzantki. Vietcongu i …można by tak jeszcze długo, lecz nawet jeśli w filmie zawarte jest jakaś propagandowa treść to nie jest ona ani natrętna ani najważniejsza. Ważniejsze jest bowiem, że „The Rebel” to doskonałe kino rozrywkowe. Nie dziwi mnie zatem, że hollywoodzcy producenci zaczynają się interesować możliwością zakupu praw do wietnamskiego oryginału..

Na deser Thanh Van Ngo: