Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SZANTAŻ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SZANTAŻ. Pokaż wszystkie posty
piątek, 25 maja 2012
czwartek, 6 maja 2010
CHAOS (Japonia, 1999)
Hideo Nakata (ur. 19 lipca 1961 r.) nigdy nie myślał poważnie o tym, że w przyszłości zostanie jednym z najbardziej znanych reżyserów horrorów na świecie. Wprawdzie podczas dziennikarskich studiów w Tokio, zdarzało mu się oglądać horrory („Egzorcysta” Williama Friedkina zrobił na młodym Nakacie ogromne wrażenie), lecz z gatunkiem filmowej grozy nie wiązał żadnych szczególnych planów na przyszłość. Fascynowało go po prostu kino. Oglądał po trzysta tytułów rocznie i nie gardził żadnym zajęciem, o ile umożliwiało mu ono pracę przy filmie. Po skończonych studiach dziennikarskich pierwsze kroki skierował do wytwórni Nikkatsu, gdzie pod okiem Masaru Konumy poznał tajniki realizacji filmów. Wkrótce, w roku 1992 - zadebiutował, wyprodukowanym dla telewizji, obrazem „God's Hand”. Scenariusz do filmu napisał wspólnie z Hiroshimi Takahashim, z którym spotykał się później przy „The Ring- Krąg” oraz jego kolejnych częściach a także remake`ach. Pierwszy wyreżyserowany przez Japończyka film, który trafił na ekrany kin, nosił tytuł: „Ghost Actress”. Zwracający uwagę tajemniczością, która miała pozostać nieodłączną cechą filmów Nakaty, poniósł kompletną klapę. Przez sześć tygodni obejrzało go zaledwie ośmiuset widzów. Dopiero ogromny sukces „The Ring- Krąg” z 1998 r., sprawił, że skierowany do ponownej dystrybucji „Ghost Actress”, zaczął cieszyć się większą popularnością. Tuż po zakończeniu realizacji największego, jak do tej pory, reżyserskiego osiągnięcia i jednego z najbardziej kultowych horrorów na świecie, „The Ring- Krąg”, Nakata postanowił odpocząć od duchów, kaset video i motywu zemsty zza grobu i nakręcił dwa filmy, niezwiązane z tematyką nadnaturalną: „Joseph Losey: The Man with Four Names” (1998) - dokument opowiadający o amerykańskim, tworzącym na Wyspach Brytyjskich, reżyserze, Joseph`ie Losey`u, oraz „Chaos” (1999) - stylowy thriller, osadzony w tradycji amerykańskiego czarnego filmu i twórczości Alfreda Hitchcocka.
Pewnego ranka, w progu mieszkania młodego Kurody staje piękna kobieta i prosi go, aby ją porwał. Kobieta ma na imię Saori i jest żoną Komiyamy, prezesa wielkiej firmy. Kuroda przystaje na jej propozycje. Wszystko przebiega zgodnie z planem, dopóki bohater nie znajduje w mieszkaniu pod wskazanym adresem martwego ciała Saori. Kuroda zmuszony jest zatrzeć ślady nieudanego porwania. Wywozi ciało do lasu i zakopuje je. Sprawa wydaje się być zakończona, gdy pewnego dnia Kuroda dostrzega na ulicy... Saori. Bohater rozpoczyna prywatne śledztwo, którego rezultaty doprowadzają go do Satomi, pięknej modelki, bliźniaczo podobnej do zmarłej żony prezesa. Kolejne wydarzenia ujawniają, iż Kuroda padł ofiarą intrygi uknutej przez Satomi i jej kochanka …Komiyamę w celu ukrycia morderstwa…
„Chaos” przemknął przez ekrany japońskich kin bez większego zainteresowania. Publiczność oczekiwała od reżysera kontynuacji „Kręgu” (której doczekała się w roku 1999), a tymczasem otrzymała japońską wariację na temat „Zawrotu głowy” Hitchcocka. Skojarzenia z dziełem mistrza suspensu są o tyle uzasadnione, że w filmie Nakaty, podobnie jak u twórcy „Psychozy”, gra z oczekiwaniami widza jest dla reżysera priorytetem. Odbywa się ona na dwóch poziomach: świata przedstawionego oraz układu widz - obraz filmowy. Każdy z bohaterów prowadzi swoją grę: prezes Komiyama z policją i Kurodą, Satomi ze swym kochankiem i z Kurodą, a wreszcie sam Kuroda z bogatym biznesmenem, mszcząc się za uprzednie posłużenie się nim do pozbycia się ciała zamordowanej małżonki. Gra z odbiorcą polega na nieustannym podważaniu wiedzy widza o bohaterach i filmowych wydarzeniach. Prezes Komiyama w pierwszej połowie filmu wydaje się być kochającym mężem, szczerze zrozpaczonym faktem porwania małżonki. W rzeczywistości wraz Satomi maczał palce w jej rzekomym porwaniu. Kuroda sprawia wrażenie zdeterminowanego, bezwzględnego porywacza, ale tak naprawdę w ogóle nim nie jest. Przez dłuższy czas jest jedynie narzędziem, zwłaszcza demonicznej Satomi. Ona sama w końcu jest wielką tajemnicą.
Niepokojącą niejednoznaczność opowiadanej historii Nakata osiąga dwoma sposobami: przez alineralną narrację oraz przez inteligentnie i z konsekwencją wygrywany motyw podwojenia postaci i wydarzeń. Rezygnacja z lineralnego przebiegu fabuły wprowadza element zaskoczenia (film z początku wydaje się być po prostu opowieścią o zwykłym porwaniu), a wręcz częściowej dezorientacji. Sporo zamieszania wprowadza powierzenie jednej aktorce, Miki Nakatani, ról Saori i jej sobowtóra, Satomi. Nie ułatwia także zadania dwukrotne ukazanie sceny namawiania Kurody do porwania Saori (w obu przypadkach inaczej zainscenizowanej i odbywającej się w odmiennych okolicznościach). Podwojone są w „Chaosie” również role męskich bohaterów (w układzie ofiara - sprawca). Charakterystyczne zdaje się być powtarzanie ujęć Satomi, ukazujących odbicie bohaterki w lustrze. Zwierciadło, jak wiadomo, ma zdolność odbijania, co może powodować wrażenie „rozdwajania" osób i przedmiotów znajdujących się przed nim. W sensie metaforycznym można odczytać ten zabieg jako rozdarcie, ambiwalencje, czy w końcu utratę tożsamości.
Problem tożsamości to najistotniejszy łącznik z dziełem Hitchcocka. Tematem „Chaosu”, jak i „Zawrotu głowy”, jest tajemnica ludzkiej, a konkretnie kobiecej tożsamości. Stąd najważniejszą postacią filmu Nakaty jest kobieta. To właśnie głównej bohaterce obraz twórcy „Dark Water” zawdzięcza przydomek „mystery” dodawany do opisu filmu. Saori/Satomi, grana przez popularną w Japonii Miki Nakatani (wystąpiła w obu częściach m. in „The Ring. Krąg" ), prowokuje filmowe wydarzenia i wywołuje największe emocje. Z pozoru to klasyczna femme fatale w typie Rity Hayworth lub Bette Davis, która bezlitośnie wykorzystuje mężczyzn, aby potem ich rzucić jak zdarte rękawiczki (rzecz jasna, Nakata robi tym samym ukłon w stronę ikonografii filmu noir). Tak naprawdę to znacznie mroczniejsza i niepokojąca postać.
UWAGA! SPOILER
W niesamowitym finale, osiągając grozę za pomocą metody niespiesznej, lecz skrywającej w sobie podskórne napięcie narracji, reżyser pozostawia widza z nieprzyjemną sugestią. W ostatniej scenie Satomi podbiega do urwiska, podskakuje (choć wygląda jakby się wzbiła w powietrze) i, złowieszczo uśmiechając się, znika na dnie uskoku. Choć może niedokładnie tak. Kamera spoglądając ze szczytu urwiska pokazuje tylko gęsty, z impetem uderzający o ziemię deszcz (to samo ujęcie otwierało film). Czy bohaterka rozpłynęła się w powietrzu?
KONIEC SPOILERA
Nakata utrzymuje niejednoznaczność do końca. Nie wiadomo, czy Satomi była demonem, zjawą, czy kreacją męskiej wyobraźni. Pozostała nieodgadnioną tajemnicą. Duża w tym zasługa, zjawiskowej urody i stylowej gry, Miki Nakatani. Aktorce udało się stworzyć jeden z najbardziej niezwykłych i fascynujących kobiecych portretów w kinie popularnym ostatnich lat. Już w jednym z pierwszych ujęć, gdy bohaterka poprawia przed lustrem opadające na twarz włosy, wyczuwamy, że nie jest zwykłą kobietą.
Nie da się, niestety ukryć, że o ile „Zawrót głowy” Hitchcocka, zachowując walory czysto komercyjne, był jednocześnie interesującą analizą ludzkiej tożsamości, o tyle filmowi Nakaty znacznie bliżej do ideologii postmodernizmu, bawiącego się w tym przypadku konwencjami Hitchcockowskiego thrillera i czarnego filmu (femme fatale, wymyślna intryga, ambiwalencja świata przedstawionego itp.). Stąd też listę filmowych odniesień można by z powodzeniem uzupełnić o „Zagubioną autostradę” i „Mullholand Drive” Davida Lyncha oraz „Fargo” braci Cohen.
W kontekście azjatyckiej grozy zwraca uwagę brak nawiązań do kulturowego dziedzictwa Kraju Kwitnącej Wiśni. Prawie wszystkie elementy „Chaosu” mają rodowód filmowy, ale nie japoński. Być może ta narodowa asceza sprawiła, iż publiczność w ojczyźnie Nakaty przyjęła film bez większego entuzjazmu, a zainteresowanie okazali natomiast Amerykanie, przymierzając się do nakręcenia remake`u. Premiera amerykańskiej wersji „Chaosu”, z Robertem de Niro i prawdopodobnie Benicio del Torro, zapowiadana była na rok 2006, lecz pojawiły się problemy ze znalezieniem reżysera gotowego podjęcia się realizacji tego projektu. Amerykańska przeróbka niezwykłego filmu grozy Nakaty wciąż czeka na premierę.
niedziela, 21 lutego 2010
LOST IN BEIJING (Chiny, 2007)
Chińskie kino cieszy się zasłużoną renomą na świecie. Niewiele jednak brakował a krwawa Rewolucja Kulturalna (1966-76) zarządzana przez towarzysza Mao Ze Donga zniszczyłaby doszczętnie rodzimy przemysł filmowy. W latach 1967-69 nie powstał żaden film fabularny, a represje i czystki sprawiły, że wielu twórców kina uciekło do wolnego Hongkongu. Śmierć komunistycznego tyrana oraz wprowadzenie reform gospodarczo-społecznych w 1978 r. uratowało chińskie kino przed całkowitym upadkiem. Reaktywowano utworzoną w latach 60, Pekińską Szkołę Filmową, której pierwsi absolwenci nazwani zostali Piątą Generacją. To dzięki odważnym a jednocześnie artystycznie udanym filmom Chena Kaige, Zhanga Yimou oraz Tian Zhuangzhuang o chińskim kinie usłyszał świat. Sukcesy twórców Piątej Generacji kontynuują kolejne pokolenia filmowców, zwane stosownie Szóstą i Siódmą Generacją. Do tej ostatniej nieoficjalnie, gdyż młodzi twórcy nigdy nie stworzyli jednorodnej grupy, należy także Yu Li (ur. 1973). Ma w swym dorobku ledwie trzy filmy, ale wszystkie głośne i nagradzane na różnych międzynarodowych festiwalach. Reżyser „Zagubionych w Pekinie”, podobnie jak Lou Ye, („Suzhou”), czy Mai Lisi ("Takewondo"), nie podejmuje już w swych filmach tematów losów jednostki na tle wielkiej, okrutnej Historii, jak czynił to Yimou czy Kaige. Skupia się przede wszystkim na cenie, jakie płaci społeczeństwo za gospodarczą transformację i otwarcie się Chin na Zachód. Odważnie podejmuje wrażliwe tematy mniejszości seksualnych, niechcianych ciąż wśród uczennic, aborcji, czy tak jak w „Zagubionych w Pekinie” molestowania kobiet czy prostytucji. Artystyczna bezkompromisowość Li ściągała na niego nieustanne kłopoty z cenzura. Nie ominęły one także omawianego filmu. Początkowo cenzorzy wycieli 20 minut najbardziej kłujących władzę w oczy scen (m.in. wszystkie sceny erotyczne, sceny z prostytutką, szantażu itp.). Niepokorny reżyser zaczął emitować usunięte fragmenty filmu w Internecie, co wywołało reakcję urzędu cenzury, który nie tylko wycofał film z dystrybucji, ale zakazał na dwa lata uprawiania zawodu reżysera przez Yu Li. Przy okazji wypomniano twórcy, że pokazała na festiwalu w Berlinie swój film bez urzędowego pozwolenia. Możemy się bulwersować represjami władz, ale jest to sytuacja typowa dla współczesnych Chin. Z jednej strony mamy gospodarczą wolność, a z drugiej komunistyczny reżim gorliwie pilnuje by upojenie Zachodem nie uderzyło Chińczykom do głowy.
Ten długi wstęp wydał mi się konieczny, ponieważ głównym bohaterem „Zagubionych w Pekinie” są współczesne Chiny. Komunistyczno-kapitalistyczne Państwa Środka to dziwaczny twór. Krajobraz Pekinu wypełniają po brzegi imponujące, luksusowe wieżowce i wielopasmowe ulice, zatłoczone zagranicznymi autami a jednoczenie wegetujące, skazane na rychłe wyburzenie slumsowe dzielnice biedoty zasilane przez Chińczyków z prowincji przebywających do stolicy z nadzieją na lepsze życie. Ten cel przyświecał także bohaterom filmu Li: młodemu małżeństwu Liu Pingguo oraz An Kunowi. Mężczyzna pracuje jako czyściciel okien, a Liu zatrudnia się w salonie masażu u bogatego Chińczyka, Lin Donga. Wypełnione ciężką, nisko opłaconą pracą życie małżonków zmienia się diametralnie, gdy szef Liu, wykorzystując pijaną dziewczynę, gwałci ją, a pech sprawia, ze przypadkowym świadkiem tej sceny staje się An Kun. Wkrótce okazuje się, że Liu jest w ciąży. An Kun zaczyna szantażować Lina, ostatecznie dwaj panowie dochodzą do porozumienia. Liu urodzi dziecko a Lin dokona adopcji w zamian za stosowne odszkodowanie. Kiedy na świat przychodzi uroczy chłopiec sprawy przybierają zupełnie nieoczekiwany obrót.
Chiny, które pokazuje reżyser to jeden wielki targ, w którym autentyczne, międzyludzkie relacje zostają zastąpione przez handlowe transakcje. Bohaterowie nieustannie wręczają sobie pieniądze (m.in. z przeznaczeniem na łapówki), ustalają kwoty, umowy sprzedaży, nie cofają się nawet handlować ludźmi. An Kun sprzedaje własne dziecko i własną żonę. Lin cieszy się, że stanie się ojcem, choć dziecko sobie kupił. Pieniądze ustalają też niesprawiedliwą hierarchię, która daje jedynym nieograniczoną władzę (Lin mimo dokonanego gwałtu jest bezkarny, bo jednym z jego stałych klientów jest komendant milicji), a drugich skazuje na wegetacje na marginesie społeczeństwa. Nie chodzi jednak tylko o rozwarstwienie społeczeństwa, lecz także o zmianę jakości życia mieszkańców „nowych” Chin. Małżeństwo Lin Donga pogrążone jest w egzystencjalnej pustce. Małżonków łączy już tylko wspólne prowadzenie interesów. Lin zdradza małżonkę na prawo i lewo, ona nie może zajść w ciążę. Materialny sukces, który udało się im osiągnąć, wydaje się chwiejny. Z kolei Liu i An Kun ciągle są na dorobku, gnieżdżąc się w małym mieszkanku i marnując życie na pracę bez perspektyw, za marne grosze. Reżyser dorzuca jeszcze kilka pomniejszych wątków: wątek koleżanki Liu, która zostaje prostytutką i kończy obrabowana i zamordowana. Wątek próby aborcji, której początkowo chce poddać się bohaterka, lecz gdy natrafia na przerażoną klientką jednego z lekarzy dokonującego w prymitywnych warunkach zabiegu przerwania ciąży, rezygnuje. Już w prologu Li sygnalizuje jeszcze jedną patologię: szybki, płatny seks z uczennicą. Nic dziwnego, że cenzorzy drastycznie pocięli obraz, a przecież reżyser serwuje kilka śmiałych scen erotycznych, w tym scenę gwałtu. Tytuł filmu brzmi „Zagubieni w Pekinie” (oryginalny oznacza : „Jabłko”), ale równie dobrze mógłby brzmieć „zagubieni w Chinach”. Oglądamy bowiem zagubionych, samotnych ludzi, chińskie społeczeństwo na rozdrożu. Czy mieszkańcy Państwa Środka odnajdą się w schizofrenicznej rzeczywistości czasów transformacji?
Szczególnie interesujący wydaje się być portret kobiecych bohaterek filmu, które płacą największą cenę za gospodarczo-społeczną transformację. Li pokazuje, ze właściwie w sytuacji chińskich kobiet, które wieki temu skazane przez Konfucjusza na rolę służącej mężczyzn, mimo pozorów równouprawnienia, nadal pozostają utrzymankami mężczyzn. Spójrzmy na Liu. Masuje stopy bogatym mężczyznom, powściągliwie znosi wszystkie niedwuznaczne propozycje, w końcu zostaje zgwałcona (o co zostaje obwiniona), a potem „sprzedana” jako niania do niańczenia własnego dziecko, do którego odmawia się jej prawa. Ale sytuacja Wang Mei, żony Lina wcale nie jest lepsza. Otoczona luksusem czuje się jak w złotej klatce, w której zamknął ją niewierny małżonek. Wreszcie Xiao Mei, koleżanka Liu, która za to, że śmiała zaprotestować przeciw molestowaniu ze strony klienta zostaje wyrzucona na bruk, by w końcu zostać prostytutką i zakończyć tragicznie swe krótkie, smutne życie. Dlatego na wadze zyskuje finał. Liu w końcu bowiem podejmuje samodzielną, odważną decyzję. Dziewczyna w końcu dojrzała do przyjęcia całkowitej i pełnej odpowiedzialności za życie własne i jej dziecka.
Obojętnie jak odbierzmy obraz Li: czy jako portret społecznych przemian we współczesnych Chinach, czy tez jako wzruszającą, chciałoby się rzecz – życiową, opowieść o dojrzewaniu do roli matki, jest to film wart uwagi. Potwierdza on również, że słynne powiedzenie, iż każdy festiwal ma swego Chińczyka nie wzięło się z niczego. Wzięło się z godnej podziwu wrażliwości chińskich filmowców, którzy potrafią uchwycić kamerą bez propagandowych upiększeń kawał prawdziwego życia we współczesnym, niespokojnym świecie. Prawda ekranu? Ano prawda
A na deser jedna z najseksowniejszych chińskich gwiazd, Fang Bingbing

Etykiety:
DRAMAT
,
FILM AZJATYCKI
,
GWAŁT
,
MAŁŻEŃSTWO
,
RECENZJA
,
SEKS
,
SZANTAŻ
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)


